MKTG SR - pasek na kartach artykułów

25 lat więzienia żąda prokurator dla młodego mieszkańca gm. Nowy Dwór oskarżonego o zabójstwo dziadka ze szczególnym okrucieństwem

Izabela Krzewska
Izabela Krzewska
Oskarżony w procesie odmówił składania wyjaśnień. - Chciałem wszystkich przeprosić za to, co nawyrabiałem. Nie wiem, jak to się stało i dlaczego. Rozumiem, jaka kara mnie czeka - powiedział krótko na pierwszej rozprawie. Formalnie nie przyznał się do winy
Oskarżony w procesie odmówił składania wyjaśnień. - Chciałem wszystkich przeprosić za to, co nawyrabiałem. Nie wiem, jak to się stało i dlaczego. Rozumiem, jaka kara mnie czeka - powiedział krótko na pierwszej rozprawie. Formalnie nie przyznał się do winy Wojciech Wojtkielewicz/ Polska Press
Oskarżony to 22-letni dziś Mateusz B. Według śledczych dusił i dotkliwie pobił babcię, dziadkowi roztrzaskał głowę drewnianym taboretem. Ciało żyjącego wciąż mężczyzny podpalił, potem zrobił to z całym domem. 81-latek zginął. Prokurator wnosi o wymierzenie B. kary 25 lat więzienia. Wyrok - 3 kwietnia.

- Chciałbym przeprosić swoich najbliższych i osoby, które skrzywdziłem. Proszę o wybaczenie i jak najniższy wymiar kary - brzmiały ostatnie słowa Mateusza B. przed wydaniem orzeczenia.

W środę (22.03) przed Sądem Okręgowym w Białymstoku zakończył się jego proces. Proces, w którym formalnie nie przyznał się do winy. "Nie wiem, jak to się stało i dlaczego" - powiedział na pierwszej rozprawie.

Od ponad roku siedzi w areszcie tymczasowym. Trafił tam jeszcze w toku śledztwa. Wówczas w prokuraturze przyznał się do wszystkiego. Współpracował, wziął udział w wizji lokalnej, opisał ze szczegółami, co po kolei robił.

Zobacz także:

To m.in. na podstawie tamtych wyjaśnień śledczy ustalili przebieg zdarzenia. Doszło do niego 18 stycznia 2022 r. we wsi Dubaśno w gm. Nowy Dwór - w domu dziadków oskarżonego, którzy przyjęli pod swój dach córkę samotnie wychowującą dwójkę dzieci, w tym Mateusza B. W chwili tragedii oskarżony był w domu sam z dziadkami. Wrócił właśnie z Dąbrowy Białostockiej. Rozmawiał z babcią w przedsionku. Płakał, mówił, że jest w złym stanie psychicznym, ma nerwicę. Babcia miała go pocieszać. W pewnym momencie - tak wynika z aktu oskarżenia - wnuk rzucił się na kobietę z pięściami. Bił po twarzy, powalił na ziemię, dusił aż kobieta straciła przytomność.

Słysząc hałasy, z kuchni dobiegł dziadek. Gdy nachylił się nad żoną, oskarżony miał uderzyć go - zdaniem prokuratury - kilkanaście razy w głowę. Złamał mu kości twarzy i czaszki. Potem ciało dziadka, który jeszcze żył, oblał benzyną i podpalił - razem z całym domem. Po wszystkim odjechał.

Młody, ale nie sprawca młodociany. Grozi mu dożywocie

Mateuszowi B. prokuratura postawiła zarzut zabójstwa i usiłowania zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Ponieważ w dacie czynu miał ukończone 21 lat, nie może być traktowany jako sprawca młodociany. Grozi mu dożywocie. Prokurator w środę wnosi o wymierzenie mu za oba czyny kary łącznej 25 lat pozbawienia wolności. Tłumaczyła, że zarówno rozmiar cierpienia pokrzywdzonych jak i rozmiar okrucieństwa, z jakim działał Mateusz B., jest ogromny.

- Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jakie to było cierpienie dla tego starszego człowieka. Nie jestem w stanie zrozumieć, czym powodowane było zachowanie oskarżonego. Czy tak zachowuje się osoba, która ma jakiekolwiek uczucia? Nie. Śmiem twierdzić, że tak zachowuje się osoba, która jest pozbawiona uczyć, która za wszelką cenę dąży do zaspokojenia własnych potrzeb i rozładowania negatywnych emocji - ocenia prokurator Marta Dobrowolska-Filipkowska z Prokuratury Rejonowej w Sokółce.

Czytaj też:

Prokuratur uważa, że motywem zbrodni mogło być wyładowanie złości na dziadkach, którym nie podobały się późne powroty wnuka do domu, oczekiwali respektowania zasad panujących w domu. Według części przesłuchanych sąsiadów, zachowanie seniora nosiło znamiona znęcania się psychicznego. Mężczyzna starał się trzymać "domowników" twardą ręką. Oskarżony w swoich wyjaśnieniach twierdził jednak, że nie miał zatargów z dziadkami. Przyznał, że mieli tylko do niego pretensje, że "się nie słucha, robi co chce, i czasem nie nocuje w domu".

Jaka jest wersja babci, która przeżyła? Nie wiemy. Sąd wyłączył na czas odbierania jej zeznań jawność rozprawy. Kobieta zeznań i tak odmówiła.

Obrońca: nie wiedział, że jego słowa zostaną wykorzystane przeciwko niemu

Obrońca Mateusza B. w środowym wystąpieniu nie składał wniosków co do kary. Podkreślił za to młody wiek, niekaralność oskarżonego i brak wcześniejszych przejawów agresji.

Kwestionuje też opinię biegłych. Chodzi m.in. o obdukcję pokrzywdzonej (nieprecyzyjne określenie daty powstania obrażeń) oraz psychiatrów, którzy - w opinii obrońcy - nie wykonali oskarżonemu wszystkich niezbędnych badań. Jego zdaniem są i rozbieżności w zeznaniach świadków.

- Nie mamy ustalonego jednego stanu faktycznego - mówił adw. Robert Opaliński.

Uważa, że oskarżonemu późno zapewniono pomoc prawną. Wniosek o adwokata został złożony już po wykonaniu z nim prokuratorskich czynności.

- Oskarżony mógł nie mieć świadomości, że każde wypowiedziane przez niego słowo, może zostać wykorzystane przeciwko niemu. Od początku był na pozycji przegranej, co jest nieuczciwe - podkreślał obrońca Mateusza B.

Sąd Okręgowy w Białymstoku wydanie wyroku odroczył do 3 kwietnia.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Szczyt NATO. Ogromne wsparcie dla Ukrainy

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna