Archeolog, który lubi wino

Helena Wysocka [email protected]
Ciemne odmiany winorośli są bardziej odporne na mróz i dlatego Jerzy Siemaszko ma ich na swojej plantacji najwięcej. Jagody są bardzo soczyste i słodkie.
Ciemne odmiany winorośli są bardziej odporne na mróz i dlatego Jerzy Siemaszko ma ich na swojej plantacji najwięcej. Jagody są bardzo soczyste i słodkie. H.Wysocka
Suwałki. To wcale nieprawda, że wino tym lepsze im starsze - uważa Jerzy Siemaszko, właściciel winnicy na polskim biegunie zimna. - Po trzech latach zaczyna rozwijać aromaty, a po dziesięciu traci swoje walory.

Każdy rok jest inny. A więc i wino jest różne. Najlepsi są w stanie wyprodukować dobry trunek zawsze, nawet w najgorszych warunkach. Ale to wymaga ogromnej wiedzy i pracy. - Uprawianie winorośli, to pasja - nie ukrywa rozmówca. - Jak każda, potrzebuje poświęceń.

Jerzy Siemaszako pracuje w suwalskim muzeum. Jest archeologiem.

Trzeba było szukać

W 1980 roku pojechał na wykopaliska do Francji. Tak się złożyło, że gospodarz, u którego się zatrzymał, miał winnice. Wtedy, po raz pierwszy zetknął się z winiarzami.

- Ludzie bardzo życzliwi i otwarci - wspomina. - Sporo dowiedziałem się na temat winorośli.

Na początku lat 90. wybrał się na winobranie do Luksemburga. Jeździł tam przez kolejne pięć sezonów, żeby dorobić do pensji. Powoli dojrzewała decyzja, by wyprowadzić się z miasta na wieś. A jeśli dom i gospodarstwo, to koniecznie winnica!

- Kilka lat później kupiliśmy gospodarstwo w podsuwalskiej Nowej Wsi - wspomina. - Postanowiłem spróbować. Zaczynałem od 20 krzewów.

Szybko doszedł do wniosku, że praca przy małej plantacji jest porównywalna do tej, którą trzeba wykonać przy nieco większej. Uznał więc, że można zwiększyć uprawę. Problemy pojawiły się już na początku, przy doborze właściwej odmiany. Okazało się, że krzewy, które doskonale sprawdzają się np. na południu kraju, w naszym regionie nie wytrzymują chłodu.

- Z pierwszych sadzonek, które posadziłem osiem lat temu nie mam dziś żadnej - dodaje. - Nie nadawały się do tak kapryśnego klimatu. Krzewy nie dojrzewały, albo dawały owoce złej jakości. W sumie eksperymentowałem z ponad 30 odmianami.
Ostatecznie zostawił kilka. Krzewy, a ma ich blisko pięćset, rosną na 12-arowej, położonej na stoku niewielkiej górki, działce.

Na świecie winiarze, aby utrzymać odpowiednią temperaturę na plantacji, w czasie przymrozków, stosują przeróżne rozwiązania. W Kanadzie np. montują wiatraki, aby mieszały powietrze. Taką samą rolę pełnią latające nad winnicami śmigłowce.
- U nas nikogo na to nie stać. Trzeba dobrać właściwą "krzyżówkę" i posadzić ją w miejscu najmniej narażonym na kaprysy pogody - dodaje.

Czerwone najlepsze

Z Ronda wytwarza dobre, czerwone wino. Dwa lata temu zyskało ono uznanie na Konwencie Winiarzy Polskich w Warszawie, Międzynarodowej Konferencji Winiarskiej w Mierzęcinie i na światowym zjeździe twórców wina z północy w Rydze na Łotwie.

Odmiana Kazańska Słodka natomiast nadaje się do produkcji czerwonego wina stołowego. Jest odporna na mrozy i dojrzewa bardzo wcześnie.

Białe winogrona są trudniejsze w uprawie. Siemaszko ma sadzonki Solaris i Sieger Rebe. Wymagają one szczególnej pielęgnacji. Krzaki należy prowadzić nisko, zaledwie dziesięć centymetrów nad ziemią. Przemawiają za tym dwa powody. Po pierwsze - ziemia przekazuje roślinom ciepło. Po wtóre - na zimę trzeba je okopać, aby nie zmarzły. Przysypanie ziemią, to kwestia kilku godzin. Pomocny w tym jest mieszkający w sąsiedztwie rolnik, który ma konia i pług. Ale odkopywać winorośle trzeba ręcznie. Grzebanie w ziemi zajmuje nawet tydzień.

Butelka z krzaka

O tym, że o winorośle trzeba dbać i to niemal przez cały rok, Jerzy Siemaszko wie doskonale. Wczesną wiosną, zanim ruszy wegetacja, musi obciąć łozy, czyli niepotrzebne pędy. Później "przejrzeć" kwiaty. W końcu dopilnować, aby owoce miały odpowiednią ilość słońca. A to wiąże się ze zrywaniem przykrywających grona liści.

Sierpień i wrzesień, to czas zbiorów. Na podsuwalskiej plantacji wykonywane są one ręcznie. Słodkie grona trafiają do koszy, a później młynka, który oddziela jagody od grzebieni. Odmiany na białe wino wrzucane są prosto do prasy. Wyciskanie soku trwa godzinami.

Czerwone winogrona zaś fermentują w kadziach, aby mógł wyługować się barwnik. To też wymaga pracy. Nieraz w szopie trzeba spędzić całą noc. Owoce należy mieszać, utrzymywać w odpowiedniej temperaturze.

- To sztuka, a nie produkcja - podkreśla winiarz. - Wymaga i serca, i cierpliwości.
Jeden krzew daje do trzech kilogramów winogron. Z tej porcji można zrobić... butelkę wina.

- Włosi robią jeszcze mniej - dodaje rozmówca. - Z jednego krzewu wychodzi im pół butelki. Ale wtedy wino jest naprawdę dobre.

W tym roku zmieniły się przepisy i trunek można sprzedawać.

- Na razie nie zamierzam korzystać z tej szansy - zastrzega Siemaszko. - Robię, bo lubię i wyłącznie na własny użytek. Choć, muszę przyznać, częściej wino degustuję niż piję.

Dojrzewa powoli

Do cnót winiarza należy niezwykła cierpliwość. Wino bowiem, dopiero po trzech latach zaczyna rozwijać swoje aromaty. W tym samym czasie delikatnieje, zmniejsza się jego cierpkość. Po pięciu latach, jak twierdzą fachowcy, trunek jest najlepszy do spożycia. Natomiast po dziesięciu - zaczyna tracić swoje walory.

- Wino jak człowiek, im lepiej zadbany, tym dłużej żyje - mówi Jerzy Siemaszko. - Ale każdy rodzi się, dojrzewa i umiera.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
gość

No to cyk , na zdrowie ! Oby się dobrze wiodło panu Siemiaszce na plantacji winorośli no i oczywiście przy degustacji dobrego wina .

Dodaj ogłoszenie