Auta lądują na aucie

Michał Franczak
Prognozy nie są optymistyczne - mówi Wojciech Drzewiecki
Prognozy nie są optymistyczne - mówi Wojciech Drzewiecki
Udostępnij:
Rozmowa z Wojciechem Drzewieckim z Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego "Samar".

Za oceanem panika. Akcje Forda spadają. Jeszcze gorzej wygląda na giełdach General Motors (właściciel m.in. Opla i Chevroleta). Kryzys zbiera pierwsze żniwa. Czy możliwe jest, że giganci zostaną zagrożeni? Co dalej z branżą motoryzacyjną?

- Prognozy niestety nie są zbyt optymistyczne. W tym roku branża motoryzacyjna na świecie zanotowała już siedmioprocentowy spadek na skutek wysokich cen benzyny. Kryzys może spowodować, że w przyszłym roku obroty w branży spadną o kolejnych 9-10 proc. Niestety, może to wiązać się ze zwolnieniami w fabrykach samochodów oraz ogranczeniami lub przerwami w produkcji.

W Polsce również?
- Mam nadzieję, że fala zwolnień nie będzie dotyczyć rynku polskiego. Na szczęście w naszym kraju robione są głównie auta mniejsze i tańsze. Te samochody nadal znajdują nabywców. W tym segmencie spadki sprzedaży są najmniejsze. W Polsce produkuje się również dostawcze auta Volkswagena. Jak obserwujemy - rynek aut dostawczych nieźle się trzyma w czasach kryzysu.

Ludzie zatem będą kupować mniej samochodów, a jeżeli już zdecydują się na zakup, skierują swą uwagę na auto małe i oszczędne. A może nawet używane? Czy czeka nas kolejna fala starych aut zalewających Polskę?
- Samochody Polaków już obecnie są w większości stare. Spodziewam się, że obrót autami używanymi i tańszymi jeszcze się zwiększy. Branża cały czas dyskutuje o tym, co robić podczas kryzysu, ale nic nie zmieni faktu, że o jej kondycji decyduje przede wszystkim klient. A teraz przeciętny Kowalski może mieć większe opory przed kupnem nowego samochodu.

Czeka nas zatem zastój?
- Zastój to za dużo powiedzane. Mimo tych wszystkich złych wieści, Polska nadal jest jednym z nielicznych krajów, gdzie sprzedaż samochodów rośnie. Oczywiście startujemy z bardzo niskiego pułapu - rocznie sprzedaje się u nas zaledwie 300-310 tys. samochodów. Kryzys spowoduje, że ta liczba nie będzie większa w przyszłym roku.

Czy polskie oddziały Forda czy Opla są zagrożone?
- Zagrożone są głównie firmy w Ameryce. To, że Ford ma za oceanem kłopoty, niekoniecznie przeniesie się na polskie salony motoryzacyjne tej marki. Bo dziś samochody tworzy się globalnie. Zresztą firmy takie, jak Ford czy GM już od jakiegoś czasu prowadzą działania, które mają zahamować spadek sprzedaży nowych modeli. Przestawiają się z dużych paliwożernych aut na małe i oszczędne. Bo taki właśnie jest trend w USA - po latach uwielbienia dla przestronnych i nieekonomicznych samochodów, Amerykanie teraz marzą o samochodach, które nie nadwyrężą ich kieszeni - ani przy zakupie, ani podczas eksploatacji.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Michał Franczak

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie