Awaryjne lądowanie boeinga. Nasz Jurek uratował ludzi

Krzysztof Jankowski [email protected]
– W rodzinnym albumie mamy wiele zdjęć syna. Na tym pilotuje samolot – mówi Irena Szwarc, matka bohaterskiego pilota.
– W rodzinnym albumie mamy wiele zdjęć syna. Na tym pilotuje samolot – mówi Irena Szwarc, matka bohaterskiego pilota.
Udostępnij:
Zadzwoniła do mnie bratowa i mówi: Dzisiaj twój brat narodził się po raz drugi.

I kazała mi włączyć telewizor - opowiada z przejęciem Grzegorz Szwarc, brat pilota Jerzego Szwarca, który wraz z Tadeuszem Wroną bezpiecznie "posadził" na płycie warszawskiego Okęcia uszkodzony samolot Boeing 767, lecący ze Stanów Zjednoczonych.

- Dobrze, że Pan Bóg pozwolił im wylądować - mówi matka pilota Irena Szwarc.

Kolega ze szkoły stał się bohaterem

Niewielka wieś Nowosady pod Hajnówką ma od wtorku swojego bohatera, którego zna cały kraj. Część mieszkańców rozpiera radość i duma z postawy swego krajana, choć jeszcze wczoraj w południe nie wszyscy wiedzieli, że chodzi o "ich Jurka".

Awaryjne lądowanie boeinga: Włączam telewizor i widzę, jak jego samolot kręci ósemki nad naszym domem. Wiem po co i nie chcę tej wiedzy. Najpierw przypominam sobie, że jutro miałyśmy to ćwiczyć na treningu stewardess. Potem siadam - powiedziała Dorota Sołowińska-Szwarc, stewardessa LOT-u, żona drugiego pilota rejsu z Newark - Jerzego Szwarca. Oczekiwanie trwało całe wieki, czas ciągnął się jak z gumy, aż mąż zadzwonił do niej i usłyszała w telefonie jego słowa: - Już po wszystkim, jestem szczęśliwy. Wszyscy zachowali się idealnie.
(na podst. TVN24 opr. bisu)

- Znam Jurka od lat. Razem uczyliśmy się w tutejszej szkole. Jurek jest pilotem, ale czy to on kierował tym samolotem, to tego nie wiem - nie był pewny Jan Jakubowski z Nowosad.

A to właśnie urodzony tam Jerzy Szwarc był II pilotem podczas niefortunnego, ale zakończonego szczęśliwym i perfekcyjnym lądowaniem, lotu Boeinga 767 lecącego z amerykańskiego Newark do Warszawy.

- Mógł być kapitanem na mniejszych jednostkach, ale wybrał funkcję II pilota na tym olbrzymie - mówi Grzegorz Szwarc.

Nie znalazł czasu na odpoczynek z rodziną

Rodzina dowiedziała się o awaryjnym lądowaniu Boeinga tuż po tym, jak samolot znalazł się już na ziemi. Po telefonie od żony Jerzego - Doroty Sołowińskiej-Szwarc włączyli telewizor. Na ekranie widać było akcję ratunkową. Strażacy gasili samolot, z jego wnętrza wybiegali pasażerowie. Wiadomo było, że nie ma ofiar.

- Wiedziałem przynajmniej, że brat żyje - mówi pan Grzegorz. Matka i brat bohatera oczekiwali na jego wizytę w Nowosadach.- Po tym locie ze Stanów Zjednoczonych miał do nas przyjechać i przez kilka dni odpocząć - mówią. - Ale teraz komisje, przesłuchania i wywiady zatrzymają go pewnie w Warszawie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
jak kłamliwie podały media ,to nie "pęknięta szyba" w samolocie była powodem zawrócenia wczoraj lotu do Brukseli,ale nie zamknięty luk bagażowy ,bo po godzinie samolot wystartował.Tak to się ku*** robi ,a rączki gdzie ? Tylko WSI 24/H.
G
Gość
To kapitan Wrona pochodzi z Nowosad? Nawet nie wiedziałem.
A
Agnieszka
BRAWO!
p
pydlasz
Gratuluje mamie syna.
Przejdź na stronę główną Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie