Bez munduru żony nie ma

Helena Wysocka hwysocka@wspolczesna.pl
Przysięga wojskowa – marzenie Grzegorza D. z Augustowa, póki co marzenie nierealne
Przysięga wojskowa – marzenie Grzegorza D. z Augustowa, póki co marzenie nierealne hwysocka
Udawał wariata, bo bał się wojskowej fali. Teraz robi wszystko, aby to zmienić. - Kategoria, którą otrzymałem, rujnuje mi życie - żali się. - Panny z okolicy patrzą na mnie z góry. Nie mogę znaleźć żony.

Pisze skargi, jedna za drugą. Chce służyć w armii. Chce, aby prokuratura ukarała matkę, która namówiła go do kłamstwa. Kary domaga się też dla lekarki, która stwierdziła chorobę psychiczną, choć był zdrowy. Wreszcie chce, aby ktoś zmienił "tę durną ustawę", która niszczy życie tysiącom ludzi. I w tej sprawie napisał właśnie do premiera.
Grzegorz D. ma dwadzieścia trzy lata i jest jedynakiem. Razem z matką mieszka w niewielkim domku, na obrzeżach Augustowa. Mężczyzna nigdzie nie pracuje. Od trzech lat kombinuje, jak zostać żołnierzem.
Wydarzyło się, co nie mogło
Od dziecka był nieśmiały. Miał problemy z adaptacją. Wstydził się, zwłaszcza nauczycieli i koleżanek. Nie miał przyjaciół, nie chodził na dyskoteki. - Ale na głowę chory nie był - zastrzegają krewni. - Ot, po prostu cichy, posłuszny matce chłopak.
Trzy lata temu Grzegorz D. dostał wezwanie do miejscowej Wojskowej Komendy Uzupełnień. Przyznaje, że wtedy nogi się pod nim ugięły.
- Słyszałem o fali - mówi. - Przestraszyłem się, że zostanę pośmiewiskiem całej armii.
Na szczęście do akcji wkroczyła mamusia. Zaproponowała, że może jakoś załatwi odroczenie. Odwlecze wojskową katorgę przynajmniej na rok. "Ja, matka, mam 60 lat. Chciałam synowi pomóc, a zaszkodziłam (...). Poszłam do lekarza i powiedziałam, że Grześ jest kopnięty, a później wydarzyło się to, co się nie mogło wydarzyć..." - wyznaje dziś prokuratorowi.
Kobieta twierdzi, że wszystko załatwiła sama. Poszła do znajomej psychiatry, opowiedziała o lękach syna. Lekarka wypisała zaświadczenie, włożyła je do koperty i kazała zanieść do WKU. Za przysługę wzięła sto złotych. - Nie mam pojęcia, co zawierał ten dokument - zapewnia zainteresowana.
Wkrótce Grzegorz D. dostał wojskową książeczkę. Wyczytał w niej, że jest zakwalifikowany do kategorii E, a więc nie nadaje się do służby. Jak się bowiem okazało, lekarka stwierdziła u naszego bohatera "zaburzenia schizotypowe". Choroba ta, według encyklopedycznych tłumaczeń, objawia się m.in. "dziwacznymi zachowaniami".
- Każdemu można to przypisać - uważa zainteresowany. - A czy mnie czego brakuje? Normalny chłopak jestem, no może trochę za chudy.
Patrzą jak na wariata
Grzegorz D. był wdzięczny swojej matce równo rok. Później stwierdził, że życie kawalera, który nie nadaje się do armii, wcale nie jest takie łatwe. Choćby dlatego, że nie można znaleźć posady, bo pracodawcy patrzą wilkiem.
- Z pannami też się trudno dogadać - mówi wprost augustowianin. - Myślą, że kaleki jestem. A ja rodzinę chcę mieć, dzieci troje, dom swój i duży ogród.
Postanowił to zmienić. Wymyślił sobie, że jeśli "zaliczy" służbę wojskową, wszystko wróci do normy. Nie czekając więc na kolejne wezwanie, zgłosił się do WKU na ochotnika. I tu czekała go przykra niespodzianka. Okazało się bowiem, że został... skreślony z listy poborowych. Decyzja komisji była zgodna z zapisami w rozporządzeniu ministra obrony narodowej.
- Dokument stary i dziurawy jak ser - denerwuje się Grzegorz D. - Działa w jedną stronę. Nie określa, co trzeba zrobić, aby znowu zostać wpisanym na listę. To wbrew logice i prawom człowieka.
Mimo braku przepisów, augustowianin postanowił udowodnić światu, że jest zdrowy i nauczy się, jak bronić ojczyznę. Latem ubiegłego roku złożył w Powiatowej Komisji Lekarskiej w Augustowie prośbę o przeprowadzenie ponownych badań i ustalenie nowej kategorii do czynnej służby wojskowej. Komisja odmówiła. Nie mogła bowiem badać kogoś, kogo nie ma na liście. Grzegorz D. zaskarżył to orzeczenie do wyższej instancji. Swoje racje podparł zaświadczeniem innego psychiatry.
"Nie stwierdza się objawów choroby psychicznej ani upośledzenia umysłowego (...). Nie stwierdza się przeciwskazań do odbywania służby wojskowej..." - czytamy w dokumencie.
Kwit nic nie pomógł. Skargę Grzegorza D. oddaliła najpierw Wojewódzka Komisja Lekarska, a później Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku.
Zdesperowany mężczyzna złożył zawiadomienie do prokuratury. Matkę oskarżył o nakłonienie do potwierdzenia nieprawdy.Lekarkę - o fałszowanie dokumentów.
Nadzieja w prezydencie
Przeprowadzone przez augustowską prokuraturę śledztwo nie potwierdziło tych oskarżeń. Lekarka, dziś już emerytowana, nie pamięta, jak to trzy lata temu z poborowym było. Twierdzi, że skoro wystawiła zaświadczenie, to musiał być stuknięty. Jak jest teraz, nie wie. Psychiatra pamięta też, że nie brała od zainteresowanych żadnych pieniędzy. Dlaczego ten fakt kojarzy? Bo byłoby to nieetyczne, a etykę ceniła sobie niezwykle wysoko.
Prokuratura umorzyła postępowanie. Podobnie uczyniła suwalska "okręgówka", gdzie trafiła skarga ochotnika.
- Nie udało nam się potwierdzić zarzutów stawianych przez zainteresowanego - tłumaczy Hanna Lewczuk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Suwałkach.
Wobec tak bezlitosnych decyzji Grzegorz D. napisał list do premiera. Prosi go o zmianę zapisów dotyczących kategorii E, które "niszczą ludzi". Odpowiedzi na razie nie ma. - Będę pisał do prezydenta - zapowiada. Wierzy, że wkrótce zostanie wcielony do wojska. A później rozpocznie normalne życie. Będzie miał żonę i dom, i ogród.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie