Biała flota jest słynna na cały kraj

Ireneusz Sewastianowicz
Największym zainteresowaniem od paru lat cieszą się rejsy do sanktuarium w Studzienicznej i do ujścia Rospudy
Największym zainteresowaniem od paru lat cieszą się rejsy do sanktuarium w Studzienicznej i do ujścia Rospudy
Augustów: Biała Flota od dawna jest wizytówką regionu. Z roku na rok rejsy cieszą się coraz większą popularnością.

Statki "Serwy", "Sajno" i "Perkoz", jeśli tylko pozwala na to pogoda, pływają od wczesnej wiosny do późnej jesieni. Chętnych nie brakuje. Rekord padł w poprzednim sezonie, kiedy sprzedano ponad 100 tysięcy biletów.

Do końca obecnych wakacji z usług Białej Floty skorzystało przeszło 85 tys. osób.
- Ale jeszcze trochę popływamy, więc wynik wcale nie musi być gorszy - uważa Sławomir Aleksandrowicz, dyrektor ŻA. - Wszystko zależy od pogody.

Bezpłatna reklama

Dwa zdarzenia zapewniły ją firmie z Augustowa. W 1999 roku, podczas kolejnej pielgrzymki do Polski, papież Jan Paweł II postanowił odpocząć w dawnym klasztorze kamedułów na wigierskim półwyspie. Zaplanował też rejs statkiem po największym akwenie w naszym regionie.
Żegluga w ekspressowym tempie musiała wyremontować niewielkiego "Trytona". Wigierski rejs Jana Pawła II pokazała telewizja nie tylko w Polsce, donosiły o nim największe na świecie agencje prasowe.

"Tryton" później zmienił właściciela, ale do dziś uchodzi za "papieski statek". W czerwcu 1999 r. gość z Watykanu sprawił jednak jeszcze jedną niespodziankę. Zdecydował się, że popłynie statkiem z Augustowa do sanktuarium w Studzienicznej.

Tym razem na przystani nad jeziorem Białym zaokrętował się na "Serwy". Pierwotnie rejs był planowany tylko do Studzienicznej, ale Jan Paweł II zdecydował, że chce dotrzeć aż do Gorczycy. Tak się stało i tak Żegluga Augustowska zyskała pierwszą swoją perłę w reklamowej koronie.

O kolejną wzbogaciła się trochę przypadkowo, dzięki wielkiej bitwie o dolinę Rospudy, bez umiaru nagłaśnianej przez media. Niewielka, wcześniej mało znana rzeka, niekoniecznie odwiedzana przez turystów, stała się sławniejsza niż Amazonka.

Żegluga wykazała się wówczas refleksem. Zorganizowała specjalne rejsy do ujścia Rospudy, ustawiła tratwę przy mokradłach, umożliwiła wszystkim zainteresowanym zobaczenie na własne oczy rzekomego cudu natury.

- Chętnych mamy pod dostatkiem. Każdy przyjeżdżający do Augustowa koniecznie chce zobaczyć Rospudę - mówił Sławomir Aleksandrowicz.
Zainteresowanie jednak wkrótce spadło, bo spór o przebieg augustowskiej obwodnicy zniknął z ekranów telewizorów.

Pomysłów nie brakuje

Turyści są coraz bardziej wymagający, więc Żegluga Augustowska inwestuje nie tylko w remonty i unowocześnienie statków. Pasażerowie, zanim wejdą na pokład, mogą oglądać eksponaty zgromadzone w stale rozbudowywanym muzeum na przystani.

Już na statku, czekają ich dodatkowe atrakcje. Furorę od dwóch lat robi, zwłaszcza wśród dzieci, tajemniczy Pustelnik. Pojawia się nagle podczas rejsów do Studzienicznej, prezentuje krótki spektakl, a później ginie w toni jeziora.

Przed rokiem pasażerom rozdawano także buteleczki z, uważaną za cudowną, wodą ze Studzienicznej.

- Dziś liczy się nie tylko renoma firmy. Żeby odnieść sukces, trzeba również zadbać o promocję. Nasze pomysły raczej się sprawdzają - uważa Aleksandrowicz.
Nudzić się od tego sezonu nie muszą także uczestnicy rejsów do ujścia Rospudy. Prezentuje się im opowieść o biednej dziewczynie, ciężko doświadczonej przez los. Podobno stąd pochodzi nazwa półwyspu "Goła Zośka", chętnie od kilkudziesięciu lat odwiedzanego przez turystów z całej Polski.

Krótsze rejsy

Kiedyś Żegluga Augustowska w swojej ofercie miała nawet ośmiogodzinne rejsy jeziorami i Kanałem Augustowskim, do Paniewa i z powrotem. Zrezygnowała z nich, bo brakowało chętnych.
- Można i do Paniewa, ale na zamówienie. Widać od paru lat wyraźną tendencję, że pasażerowie wolą raczej krótkie wyprawy - twierdzi Aleksandrowicz. - Dlatego w tym roku mniejszym zainteresowaniem cieszy się szlak "papieski" do Studzienicznej i z powrotem.
Żegluga Augustowska dysponuje jednak specjalną ofertą dla amatorów długich wypraw. Nie ma przeszkód, żeby za 4 tys. zł cały statek wynająć na 3 godziny. Za każdą następną godzinę należy dopłacać po kolejnym tysiącu.

Nudno raczej nie będzie. Jeśli klient tak sobie zażyczy, statek przybije do zacumowanej na jeziorze barki. Na jej pokładzie istnieje możliwość grillowania i towarzyskich zabaw.
Oferta najbardziej kusi duże firmy, organizujące tzw. spotkania integracyjne dla swoich pracowników. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby ktoś na wodzie fetował swój ślub. Jeśli "tak" zdecyduje się powiedzieć w kościele w Studzienicznej, wszyscy uczestnicy ceremonii zostaną dowiezieni tam i z powrotem.

Można też na wodzie uczcić narodziny, komunię czy chrzciny swojego dziecka. Chętnych przybywa.

Żegluga Augustowska co roku odnosi spektakularne sukcesy. Do takich należy ubiegłoroczny rekord przewiezionych pasażerów. W tym roku pogoda nie dopisywała w czerwcu i w lipcu, ale teraz istnieje szansa na dobry wynik.

Czas na inwestycje

- Może nawet pobijemy rekord, bo już odrobiliśmy straty - uważa Aleksandrowicz. - A słońca pod dostatkiem, więc wczasowicze nie uciekają jeszcze z Augustowa.
Szef firmy myśli już jednak o przyszłych sezonach. Jego zdaniem niezbędne są inwestycje.
- Przymierzamy się do budowy całkiem nowego statku, znacznie szybszego od obecnych i lepiej wyposażonego - zapowiada Aleksandrowicz - Właśnie rozpatrujemy rożne oferty kredytowe.

Chcesz wiedzieć więcej?
Zobacz co się dzieje w Augustowie, Kliknij na MM Augustów

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie