Do tragedii doszło 25 maja 2017 r. Płonęła hala magazynowa przy ul. Poziomej 2, w której składowane były sztuczne kwiaty i m.in. opony. Pożar był bardzo intensywny. Do akcji zadysponowano w sumie ponad 100 strażaków i 31 pojazdów ratowniczych. W środku panowało duże zadymienie, a widoczność była słaba. Dwóch białostockich strażaków prowadziło rozpoznanie na piętrze. Jak się okazało, sufit był podwieszany. Zawalił się pod mundurowymi. Jeden z mężczyzn zmarł w wyniku upadku, drugiego zabiła wysoka temperatura, która sięgała 800 st. C. Ofiary to 26- i 29-letni funkcjonariusze Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 1.
Relacja z pożaru: Tragedia na Dojlidach. Zginęło dwóch strażaków [WIDEO]
Po tych dramatycznych wydarzeniach, które odbyły się szerokim echem w kraju, straż w całej Polsce ogłosiła żałobę. Wyjaśnieniem przyczyn tragedii zajmował się specjalny zespół powołany w Komendzie Głównej PSP oraz Prokuratura Okręgowa w Białymstoku. Ta ostatnia uznała, że doszło do błędów podczas przygotowania do działań gaśniczych. Zarzut nieumyślnego niedopełnienia obowiązków i nieumyślnego narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu strażaków wchodzących w skład roty rozpoznawczej usłyszał kierujący akcją ratowniczą Piotr R.
Śledczy ustalili, że Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji nakładało na niego obowiązek rozpoznania zagrożenia i wydania rozkazów, które miały zabezpieczyć podwładnych.
- Ze zgromadzonego w toku postępowania materiału dowodowego, w szczególności zeznań świadków, oględzin miejsca zdarzenia, zapisów nagrań rozmów z rejestratora PSP w Białymstoku oraz opinii biegłych w tym m.in. z zakresu pożarnictwa wynika, iż oskarżony z wymienionych wyżej powinności się nie wywiązał - wyjaśnia prokurator Łukasz Janyst, rzecznik białostockiej "okręgówki".
Mówiąc dokładniej: nie zebrał w sposób dostateczny informacji na temat konstrukcji i umiejscowienia znajdującego się w budynku podestu technicznego i sufitu. A mógł - zdaniem prokuratury - bo właściciel hali był na miejscu.
Przesłuchany w toku śledztwa Piotr R. nie ustosunkował się do przedstawionego mu zarzutu. Skorzystał z przysługującego mu prawa do odmowy składania wyjaśnień.
Sprawą zajmie się teraz Sąd Rejonowy w Białymstoku, dokąd został skierowany akt oskarżenia.
Strażakowi grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do 2 lat.
Mimo trwającego blisko 3,5 roku śledztwa, to jedyna osoba, która odpowiada karnie za tragiczne skutki pożaru z 2017 r. Prokurator Janyst tłumaczy, że postępowanie trwało tyle czasu, z uwagi na konieczność zebrania materiału dowodowego. Przesłuchano ponad setkę świadków. Były też problemy z uzyskaniem kompleksowej opinii biegłych z zakresu pożarnictwa. Długo żaden ośrodek nie chciał się podjąć tego zadania. Zespół z warszawskiej Szkoły Głównej Służby Pożarniczej wycofał się, gdyż członkowie zespołu byli też w komisji wewnętrznej powołanej przez Komendanta Głównego PSP. Strażacy nie chcieli też być sędziami - niejako - we własnej sprawie. Ostatecznie sporządzenie ekspertyzy zlecono Centrum Badań Kryminalistycznych "Modus Spectrum" w Szczecinie.
Obejrzyj: Białystok. Strażacy zginęli podczas akcji. Runął na nich sufit. Konferencja prasowa [WIDEO]
Dołącz do nas na Facebooku!
Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!
Dołącz do nas na X!
Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.
Kontakt z redakcją
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?