Białystok. W operze gości wystawa o 30-leciu istnienia Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie

Materiał informacyjny GPW
Udostępnij:
Trzydzieści fotogramów na trzydziestolecie. Tak najkrócej można nazwać wystawę o Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, którą od piątku (22.04) można oglądać w Operze i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku. Początki warszawskiego parkietu były skromne, a dziś to największa giełda w tej części Europy.

- Zapraszamy wszystkich na wycieczkę przez sukces polskiej gospodarki. Na to, że warszawska giełda jest największą giełdą Trójmorza (dwukrotnie większą niż giełda austriacka czy grecka) złożyły się talent polskich przedsiębiorców i odwaga polskich inwestorów. Warszawską giełdę zbudowali inwestorzy indywidualni, więc możemy dzisiaj, w Białymstoku, świętować sukces polskiej przedsiębiorczości - mówił prezes zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, Marek Dietl.

- Ta wystawa pokazuje jak zmienił się cały rynek kapitałowy w Polsce, poczynając od Centralnego Domu Maklerskiego, papierowych zleceń i czerwonych szelek, które stały się symbolem rynku, po zdigitalizowany obecnie świat. Kapitał intelektualny nadal zamienia się na giełdzie w kapitał gospodarczy - dodał Piotr Kozłowski, dyrektor Biura Maklerskiego Pekao SA.

Wystawa o jubileuszu GPW odwiedza wyłącznie mniejsze miasta Polski (była już m.in w Pile i Zamościu). Jak zapewnił prezes GPW, chodzi o pokazanie giełdy w ośrodkach, z których wywodzą się firmy. - Wiele spółek giełdowych ma siedziby w Warszawie, ale ich zakłady, serca biją w różnych regionach Polski. Chcemy też pokazać, że giełda to nie wymysł warszawskich elit, który nie wpływa na życie w Białymstoku. Nieprawda, giełda jest bardzo związana z całą Polską, ponieważ jest symbolem transformacji - podkreślił Marek Dietl.

Wystawę można oglądać w godzinach pracy Opery i Filharmonii Podlaskiej (ul. Odeska) do 9 maja.

Dodajmy, że pierwsza, historyczna sesja GPW odbyła się 16 kwietnia 1991 roku. Wtedy warszawski parkiet notował pięć spółek. Dziś jest ich ponad 800, a siedem z nich to podlaskie firmy. Dlatego w otarciu wystawy uczestniczyli m.in. Katarzyna Rutkowska, wiceprezes AC SA (11 lat na GPW) i Jan Mikołuszko szef Rady Nadzorczej Unibep SA (na giełdzie od 14 lat).

Prezes GPW: Sukces na giełdzie nie bierze się z jednego genialnego natchnienia

Giełda nie jest dla każdego, ale wejść na warszawski parkiet warto. Trzeba jednak pamiętać, że sukcesów na parkiecie nie osiąga się z dnia na dzień, ale przez lata pracy. Nie znaczy to jednak, że spółki, zwłaszcza z mniejszych ośrodków, mają czuć wobec giełdy nieśmiałość – uważa Marek Dietl, prezes zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

# Panie prezesie, dlaczego warto być spółką notowaną na giełdzie?

- Spółką giełdową warto być co najmniej z trzech powodów. Pierwszy jest najbardziej merkantylny: dla wielu biznesów jest to najtańsza forma zyskania kapitału bez utraty kontroli nad firmą. Inwestor giełdowy chce otrzymywać dywidendy i oczekuje, że (jako firma) będziemy dbać o kurs akcji. Drugim powodem – zwłaszcza dla spółek rodzinnych - są kwestie sukcesji. Jesteśmy w 31. roku transformacji polskiej gospodarki, więc pierwsze pokolenie przedsiębiorców musi już myśleć o przekazaniu władzy dzieciom, kuzynom itp. Zwykle w firmach rodzinnych jest tak, że jedni chcą się nimi zajmować, a inni nie. I jedynym sposobem, by ocenić, ile warta jest spółka jest wejście na giełdę. Tu spotykają się pesymiści i optymiści, którzy dostrzegają zalety i ryzyka związane z firmą, a w wyniku ich gry mamy wycenę rynkową. Trzeci powód, który szczególnie dotyczy spółek eksportujących jest taki, że partnerzy inaczej widzą spółki publiczne, gdy mogą poznać ich wyniki, bilanse finansowe czy kurs akcji. Innymi słowy, w kontaktach z zagranicznymi podmiotami spółka giełdowa to bardziej wiarygodny partner.

# Jak można skorzystać z obecności na giełdzie albo inaczej, jakie atuty może dawać obecność na giełdzie spółkom z takiego regionu jak Podlaskie?

- Spółki z Białostocczyzny mogą korzystać z obecności na GPW w kilku aspektach. Przede wszystkim, poza największymi ośrodkami finansowymi Polski (czyli m.in. Warszawą i Wrocławiem) dostępność finansowania ze strony funduszy rynku prywatnego jest dużo mniejsza. Dlatego pojawienie się na rynku publicznym daje szansę na pozyskanie środków na atrakcyjnych warunkach. Z drugiej strony, aby się rozwijać (i mieć dobre perspektywy) spółka potrzebuje się zadłużać. Gdy inwestujemy w projekty inkrementalne, czyli takie, które stopniowo będą podnosiły zyski firmy najczęściej jest to dług bankowy. Jeśli zaś spółka chce zrobić coś przełomowego, bank raczej tego nie sfinansuje i dlatego spółka zwraca się do inwestorów giełdowych, którzy mając portfel inwestycji, łatwiej zaakceptują ryzyko związane z owym przełomowym projektem.

# Jakie możliwości otwierają się przed spółką po debiucie na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie i byciem już spółką notowaną?

- Największą zaletą dla tych, którzy już są na giełdzie jest elastyczność. Gdy już jesteśmy spółką giełdową możemy i dobrać więcej kapitału przez wtórną emisję akcji, i pójść po obligacje, bo w środowisku inwestorów jesteśmy już rozpoznawani. Ta elastyczność jest trudna do wycenienia, ale jestem przekonany, że ma dodatnią wartość i wiele sukcesów jak chociażby Asseco, Comarch czy Selvita to przypadki sukcesów firm, które wchodząc na giełdę były naprawdę małe, a dziś są graczami światowego formatu.

# Jakie działania prowadzi giełda, żeby przyciągnąć i zachęcić spółki do debiutu? Giełdzie zależy na przyciąganiu nowych spółek, czy ma się tak dobrze, że nie potrzebuje już nadmiaru debiutów?

- (śmiech) Musimy być bardzo ostrożni w przyciąganiu kolejnych, nowych firm, albowiem giełda papierów wartościowych nie jest dla wszystkich. Kursy akcji i dywidendy polskich akcji przez 30 lat łącznie rosły rocznie o 15 proc. a nominalnie PKB Polski rosło o 11 proc. To oznacza, że średnio na giełdzie są lepsze spółki: spółki, których zyski i wartość dodana rosły szybciej niż ogółu spółek w naszej gospodarce. My nie możemy namawiać do debiutu spółek, które jeszcze nie spełniają pewnych kryteriów giełdowych, ale zależy nam na tym, by przekazywać informacje o tym, jak działa GPW. Naszą rolą jest przede wszystkim informowanie, jakie są możliwości, a czy to będzie pasowało do danej spółki to już ta spółka (ze swoim biurem maklerskim i doradcami) musi to ocenić. Niestety, czasami w obiegu pojawiają się informacje o jakichś dużych obciążeniach regulacyjnych, więc je prostujemy. Ale zależy nam też na tym, aby spółki - zwłaszcza z mniejszych ośrodków - nie czuły nieśmiałości wobec giełdy. Przecież także na Podlasiu są wspaniałe firmy, którym trzeba tylko powiedzieć: Osiągnęliście już taką skalę wzrostu, że giełda jest dla was, nie bójcie się giełdy.

# Wróćmy jeszcze do firm rodzinnych; giełda to dobre miejsce dla nich? A w ogóle Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie stara się doceniać nasze rodzinne biznesy?

- Firmy rodzinne najlepiej radziły sobie na warszawskim parkiecie i nie jest to tylko moja opinia, bo powstała na ten temat poważna książka. Firmy rodzinne są mieszanką kontroli, troski rodzinnej i takiego gospodarnego podejścia z domieszką kapitału od inwestorów finansowych, co bardzo dobrze robi takiej firmie. Z jednej strony jest bowiem dyscyplina narzucona przez inwestora finansowego, który oczekuje raportów, informacji. Z drugiej strony jest rodzina, która cały czas napędza biznes. Innym ważnym elementem jest to, że mamy do czynienia z obiegiem zamkniętym, gdy rodzina sprzedaje część swoich akcji. Ma kapitał, więc buduje portfel akcji na warszawskiej giełdzie. Z punktu widzenia zarządzania majątkiem jest niezwykle ważne, by częściowo zmniejszyć ryzyko rodzin związane ze skoncentrowaniem się tylko na jednym biznesie. Czyli mamy biznes rodzinny i to jest nasza podstawowa działalność, ale mamy też kontrolę i większościowy pakiet, ale część akcji sprzedaliśmy i zarządzamy naszym majątkiem przez budowanie zdywersyfikowanego portfela na giełdzie. I to jest taki najzdrowszy rozwój kapitalizmu. Taki polski model, który zakłada, że jest sobie firma rodzinna, że firma jest obecna na giełdzie i te organizmy żyją sobie w symbiozie. I przez 30 lat świetnie się to sprawdziło.

# Giełda może być głównym źródłem finansowania inwestycji danej firmy czy raczej jest tak, jak pan mówi, że firmy dywersyfikują swoje dochody...?

- W pierwszym rzucie, jako firma chcemy pozyskać nowy kapitał, by przejść na wyższy poziom rozwoju, ale potem zaczynamy zarządzać naszym majątkiem. Zaczynamy częściowo sprzedawać akcje, ale zachowując kontrolę i duży wpływ na spółkę możemy zarządzać naszym zdywersyfikowanym portfelem. Projekt Giełda jest liczony na dekady i tak też powinien być przez rodziny rozpatrywany. Sukces na giełdzie nie bierze się ze zbiegu okoliczności i jednego genialnego natchnienia (co świetnie sprzedaje się w filmach) tylko z ciężkiej pracy, bardzo rozsądnych decyzji i unikania błędów.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie