Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Białystok/Hajnówka. Atak na dziennikarza w czasie wycinki w Puszczy Białowieskiej. Zakończył się proces apelacyjny

Izabela Krzewska
Izabela Krzewska
Oskarżony 50-latek i jego 25-letni syn stawili się na rozprawie odwoławczej. Nie chcieli nic dodać do stanowiska swoje obrońcy. Poparli tylko apelację. Przed sądem pierwszej instancji przeprosili pokrzywdzonego: - Sytuacja była nerwowa, napięta. Działo się to wszystko szybko - mówili. Ale nie przyznali się do stawianych im zarzutów.
Oskarżony 50-latek i jego 25-letni syn stawili się na rozprawie odwoławczej. Nie chcieli nic dodać do stanowiska swoje obrońcy. Poparli tylko apelację. Przed sądem pierwszej instancji przeprosili pokrzywdzonego: - Sytuacja była nerwowa, napięta. Działo się to wszystko szybko - mówili. Ale nie przyznali się do stawianych im zarzutów. @ika
Oskarżeni w tej sprawie są właściciel i pracownik zakładu usług leśnych. Sąd pierwszej instancji każdego z nich skazał na rok więzienia i orzekł naprawienie szkody. To za ograniczanie wolności prasy, stosowanie przemocy, zniszczenie kamery i kradzież kart pamięci. Obrona wniosła apelację. Domaga się uniewinnienia lub złagodzenia kar. Pełnomocnik pokrzywdzonego dziennikarza - wyższego zadośćuczynienia.

W czwartek sprawa trafiła na wokandę Sądu Apelacyjnego w Białymstoku. Strony wygłosiły mowy końcowe. Przekonywały o swoich racjach.

- Oskarżeni byli w błędnym przekonaniu, że mają do czynienia z jednym z ekologów, a nie z dziennikarzem - podkreślał adwokat Andrzeja i Dariusza S. Dodała, że sam pokrzywdzony nie przedstawił się i nie miał żadnej służbowej plakietki. Ponad to na miejscu zdarzenia panował chaos. Oskarżeni poinformowani przez pilarzy, że nie mogą pracować, mieli się obawiać opóźnień w realizacji umowy z Lasami Państwowymi. A to wiązało się z karami finansowymi. - Kary były olbrzymie. Bo to 800 tysięcy złotych - mówiła adw. Marta Guzowska. - W związku z tym sytuacja, która się od kilku dni wytworzyła na tym terenie, powodowała silny stres u oskarżonych, działanie pod napięciem. A żadne ze służb nie udzieliły im tego dnia pomocy w ochronie tego terenu, ani Lasy Państwowe, ani straż leśna, ani policja.

Wycinka drzew. Kolejne drzewa padają jak muchy [MAPA]

W pierwszej kolejności wnosiła o uniewinnienie oskarżonych, ewentualnie wymierzenie kary w zawieszeniu lub warunkowego umorzenia sprawy. Chce też obniżenia przyznanego przez sąd pierwszej instancji zadośćuczynienia. To orzeczono na poziomie 5 tys. zł solidarnie dla obu oskarżonych. Obrona wnosiła o 2 tys. zł, a pełnomocnik pokrzywdzonego - podniesienia do 10 tys. zł. Tego dotyczyła jego apelacja.

- To nie było tylko zadanie kilku ciosów, wyrwanie kamery. Ale w pewnym sensie rajd samochodem za pokrzywdzonym, który wskakiwał do rowu, obawiając się o swoje życie. Tego typu zdarzenie zostawia głęboki ślad w psychice - argumentował mecenas.

Wyrok ma zapaść 27 lutego.

Sprawa ma związek z trwającą od 2016 r. wycinką drzew na obszarze Puszczy Białowieskiej. Ministerstwo Środowiska uzasadniało ją potrzebą ochrony przed kornikiem drukarzem. Wycinka wzbudzała jednak społeczny sprzeciw i protesty ekologów. Zajmował się nią również Trybunał Sprawiedliwości UE, który 27 lipca 2017 r. wydał polskim władzom zakaz wycinki w trybie natychmiastowym, do czasu rozpoznania skargi Komisji Europejskiej. Do zdarzenia doszło dwa dni później. 29 lipca pilarze ruszyli ponownie do prac. Dlatego na miejsce przyjechali aktywiści oraz przedstawiciele mediów.

Wycinka Puszczy Białowieskiej. Lasy Państwowe chcą wyciąć ponad sto tysięcy drzew. Ekolodzy protestują

Pokrzywdzony operator Telewizji Polsat był dopiero w drodze. Szedł lewą stroną żwirowej drogi relacji Teremiski-Narewka. W pewnym momencie drogę zajechał mu samochód. Wysiadł z niego Andrzej S. i uderzył prawą ręką w wizjer kamery, a lewą pięścią w głowę dziennikarza. Ten włączył kamerę i zaczął uciekać wzywając pomocy. Napastnicy pojechali za mężczyzną, który kilka razy wbiegał do rowu, w obawie przed potrąceniem. Oskarżeni dogonili go, a Dariusz S. przewrócił na ziemię, przygniótł kolanem głowę do ziemi i wykręcił rękę. Napastnicy zabrali kamerę i odjechali.

Po kilku nieudanych próbach odtworzenia nagrania, wyjęli i zabrali dwie karty pamięci. Potem odłożyli zniszczoną kamerę na miejsce zdarzenia. Tak uznała prokuratura i sąd pierwszej instancji, bo film mógł być dowodem napaści. Oskarżeni do dziś twierdzą, że nie wiedzą, co się stało z kartami. W pierwszych wyjaśnieniach mówili, że chcąc usunąć pokrzywdzonego z miejsca wycinki, działali dla jego dobra.

od 7 lat
Wideo

Tadeusz Płużański - Dlaczego warto pielęgnować pamięć o wyklętych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna