Bielszczanin Tomasz Lewczuk ma za sobą dwa starty w wyścigach górskich i dwa dobre wyniki [zdjęcia, video]

Andrzej Matys
Andrzej Matys
Tomasz Lewczuk, rajdowy kierowca z Bielska Podlaskiego ma za sobą dwa starty w Górskich Samochodowych Mistrzostwach Polski. W obydwu zajął drugie miejsca, ale jak sam mówi, było ciężko i musi się jeszcze wiele nauczyć. Zwłaszcza jazdy po mokrym.

- Dla gościa, który jeździł dwa lata w amatorce, przejście do sportu profesjonalnego to jest naprawdę duży przeskok i dopiero teraz dowiaduję się wszystkiego o tym ściganiu. To zupełnie inny świat, w którym nie ma miejsca na błędy. Moje starty wiążą się z takim przełamywaniem się, bo głowa podpowiada, że już trzeba hamować, ale żeby utrzymać tempo najszybszych zawodników w klasie, musze się przełamywać i cały czas swoje limity przesuwać. Nie jest lekko, ale szczególnie po starcie w ostatni weekend na Magurze, psychicznie jestem zmaltretowany - przyznaje jedyny reprezentant Podlaskiego w cyklu górskich wyścigów.

Jednak zarówno start w Bieszczadzkim Wyścigu w Załużu koło Sanoka, jak i w Magurze Małastowskiej (w okolicach Gorlic) bielszczanin zajął drugie miejsca w klasie 10 C, czyli samochodów o pojemności silnika do 1600 ccm (Honda Civic Group A, klasa 1600). Do pokonania miał odcinki od 4 do 6 km, a podczas wyścigów na Załużu trzykrotnie pobił rekord trasy w klasie 1600; z czego dwa razy własny.

- Honda spisywała się znakomicie. Mój inżynier zrobił kapitalną robotę i bardzo mu za to dziękuję. Auto jest i szybkie, i prowadzi się naprawdę bardzo dobrze, więc dajemy ognia, ile możemy. Teraz mamy trzy tygodnie przerwy i pojedziemy na Śląsk, w okolice Kłodzka i Czarnej Góry, gdzie będziemy się ścigać na trudnej i kultowej górskiej trasie o nazwie Sienna. Oczywiście, będziemy walczyć i mam nadzieję, że z jakimś fajnym rezultatem na koniec sezonu. Auto do tego startu już zaczęliśmy przygotowywać - zapowiada Tomasz Lewczuk.

Przyznaje jednak, że "troszkę zabija go jazda w deszczu". Po pierwsze, ścigał się po nowej, nieznanej trasie, której musiał się uczyć na bieżąco, a po drugie, nigdy wcześniej nie jeździł na wyczynowych oponach deszczowych.

- To jest dla mnie nowość, której muszę się szybko (i na bieżąco) uczyć. Staram się coraz bardziej łapać swoje limity czasu i prędkości, a jest to bardzo wymagająca sprawa. Na suchej nawierzchni jestem przyzwyczajony do opon profesjonalnych i jestem w stanie bić swoje rekordy, ale technika jazdy na deszczu wymaga jeszcze trochę nauki, bo tu niestety, jeszcze trochę przegrywam. A zarówno na torze w Załużu, jak i na Magurze mieliśmy pogodowy kołowrotek: od ulewy przez przesychający asfalt do zupełnie suchego po znowu duże opady - opowiada Tomasz Lewczuk i dodaje, że już czeka na kolejne wyścigi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie