Bo życie jest naszą przygodą

Dorota Biziuk sokolka@wspolczesna.pl
Martin mógł uczyć się jazdy konnej w dowolnym miejscu na świecie. Wybrał Gieniusze.
Martin mógł uczyć się jazdy konnej w dowolnym miejscu na świecie. Wybrał Gieniusze. D. Biziuk
Region. 25-letni mieszkaniec Waterloo chce nauczyć się jazdy konnej przed planowaną wyprawą na Bałkany. Martin realizuje swój cel w podsokólskiej wsi Gieniusze.

Polska to kraj jego matki. Dotychczas przyjeżdżał tu po to, żeby odwiedzić krewnych. Tym razem Belg Martin Bolton wybrał się do Polski w zupełnie innym celu.

Sokólszczyzna słynie z kilku rzeczy. Wśród nich są produkowane w Sokółce okna, przebiegający przez ten teren Szlak Tatarski i hodowane przez miejscowych rolników konie rasy sokólskiej.

- Skoro konie to jeden ze znaków rozpoznawczych ziemi sokólskiej, zatem dobrze się stało, że właśnie tutaj pobieram lekcje jazdy konnej - powiedział Martin Bolton, 25-letni Belg, który od miesiąca trenuje w Klubie Jeździeckim BIK w Gieniuszach koło Sokółki.

Wprawdzie Martin nie uczy się jazdy na koniach sokólskich, ale jakąś wiedzę o tych zwierzętach zdążył już zdobyć.

- Wiem, że są bardzo wytrzymałe, masywne i… potrzebują mnóstwo jedzenia. Konie sokólskie nie nadają się do tego, żeby zabrać je na wielomiesięczną wyprawę w góry, do jakiej właśnie się przygotowuję. Dlatego raczej myślę o kupnie konika polskiego albo małopolskiego, bo sokólski nie wytrzyma trudu wędrówki po Bałkanach - wyjaśnił Belg.

Choroba zmieniła plany

Martin trafił do stadniny koni w Gieniuszach przez przypadek. Inny przypadek zdecydował o tym, że chłopak musiał na jakiś czas zapomnieć o swojej życiowej pasji - muzyce.

- Z wykształcenia jestem muzykiem. Gram na klarnecie. Skończyłem Jazz Studio w Antwerpii. Potem pojechałem do Kalkuty, żeby... nauczyć się gry na perkusji. Uwielbiam jazz, a z bogatej plejady twórców muzyki poważnej najbardziej odpowiada mi Chopin. I oto ja - urodzony muzyk - nabawiłem się tzw. choroby tenisowej łokci i musiałem na jakiś czas zapomnieć o muzykowaniu - powiedział Martin Bolton.

Młody Belg zaczął szukać innego zajęcia i szybko znalazł sposób na ciekawe zagospodarowanie wolnego czasu.

- Razem z grupą przyjaciół zaplanowaliśmy konną wyprawę na Bałkany. Był tylko jeden mały problem, a mianowicie taki, że do tej pory nigdy nie miałem okazji nauczyć się sztuki jeździeckiej. Postanowiłem to zmienić - dodał Martin.
Od razu wiedział, że chce jeździć pod okiem trenera w Polsce - kraju, z którego pochodzi jego matka.

Odpocząć od wielkiego świata

- Znam Polskę, bo wielokrotnie odwiedzałem rodzinę matki w Warszawie. Moje plany były takie, aby zapisać się na lekcje w którejś z podwarszawskich stadnin. Ale tam jakoś nie mogłem dogadać się z właścicielami klubów jeździeckich. Koniec końców przyjechałem do Białegostoku, gdzie dostałem adresy kilku okolicznych stadnin. Na pierwszym miejscu tego spisu był wymieniony Klub Jeździecki BIK w Gieniuszach - powiedział Belg.

Okazało się, że wystarczył jeden telefon do Jerzego Maliszewskiego, właściciela tej stadniny, i Martin już był umówiony na lekcje.

- Nigdy wcześniej nie widziałem Podlasia. Te tereny były dla mnie wielką zagadką. Gieniusze polubiłem od razu. To miejsce, gdzie mogę odpocząć od wielkiego świata, który - szczerze mówiąc - trochę mnie męczy - dodał Martin Bolton.

Nauka potrwa do wiosny

- Nie wiem, dlaczego tak się dzieje, ale z oferty nauki jazdy w moim klubie korzystało więcej obcokrajowców niż mieszkańców powiatu sokólskiego.

Udzielałem lekcji m.in. Amerykanom, Anglikom i Brazylijczykom. Ale takiego ucznia jak Martin dotychczas nie miałem. Kiedy opowiedział mi o swoich planach wyprawy na Bałkany, w pierwszym momencie nie wiedziałem, o co mu chodzi. Teraz widzę, że to ambitny chłopak, który konsekwentnie realizuje swoje plany. Uczeń z niego też jest całkiem dobry. Nauka jazdy idzie mu tak, jak należy - powiedział Jerzy Maliszewski, właściciel stadniny w podsokólskich Gieniuszach.

Martin planuje, że zostanie w Gieniuszach nawet do wiosny.

- Muszę jeździć najlepiej jak to możliwe. W Bałkany nasza grupa chce wyruszyć w pierwszej połowie przyszłego roku. Dlaczego wybraliśmy właśnie te góry? Bo żeby się do nich dostać, nie trzeba żadnych wiz i dodatkowych pozwoleń. Po Bałkanach zamierzamy podróżować przez co najmniej pół roku. Mam nadzieję, że to będzie wspaniała wyprawa. Przecież życie jest przygodą, której scenariusz w dużej części piszemy sobie sami - podkreślił młody Belg.

Zanim Martin i jego przyjaciele trafią na Bałkany, czeka ich sporo zakupów.
- Musimy znaleźć odpowiednie konie i... furę, na której chcemy umieścić cały swój bagaż. Co zabiorę na tę wyprawę? Jeszcze o tym nie myślałem, ale z całą pewnością wybiorę się tam z moim psem. On uwielbia podróże. Jeździ ze mną, gdzie tylko można. Kupiłem go podczas pobytu w Hiszpanii. Z tym psem było trochę problemów w Gieniuszach. Powiem tylko tyle, że teraz pan Jerzy ma o kilka kotów mniej niż poprzednio, a pies chodzi po stadninie w kagańcu - dodał Belg.
W Polsce najlepiej

Martin słyszał o wielu mieszkańcach sokólskiej gminy, którzy w ciągu ostatnich kilku lat wyemigrowali do Belgii w poszukiwaniu lepszej pracy i większych zarobków.

- A mi się wydaje, że to właśnie Polska jest wyjątkowym i najlepszym miejscem. Życie jest u was znacznie tańsze niż w Belgii czy w innych krajach zachodnioeuropejskich, ludzie są życzliwi, a na dodatek macie tereny, gdzie człowiek może zapomnieć o wszystkich stresach, jakie funduje mu współczesna cywilizacja. Mieszkacie w pięknym kraju, ale wiele osób nie potrafi tego docenić. Ja w Polsce odpoczywam - powiedział Martin Bolton z Waterloo.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
the observer

Zabierzcie stąd tego nawiedzonego cwaniaczka. Mówię o zielonym.