Co serce Konkola powinno usłyszeć

A. Zgiet
Ojciec Edward Konkol, werbista, jest szefem Stowarzyszenia Pomocy Rodzinie „Droga”
Ojciec Edward Konkol, werbista, jest szefem Stowarzyszenia Pomocy Rodzinie „Droga” A. Zgiet
Białystok. O tym, co w życiu najważniejsze, o młodych i ich stosunku do Kościoła, a także o tym, kto w Polsce jest politykiem, z ojcem Edwardem Konkolem, szefem Stowarzyszenia "Droga", rozmawiała Katarzyna Jabłonowska.

Zbliżają się najważniejsze dla katolików święta. Czy myślał ojciec już o tym, co powie podczas kazania wiernym zebranym na rezurekcji?

- Szczerze mówiąc - nie, nie przysiadłem jeszcze do homilii. Ale zawsze, podczas każdej mszy, staram się mówić nie tyle do ludzi stojących przede mną, co raczej do swojego serca. Staram się odpowiedzieć sobie, co serce Konkola powinno usłyszeć, czego poszukuje, co daje mi prześwit w zabieganiu i pozwala się odnaleźć w tym hałasie dookoła. Bo nie ma sensu ustawiać ludzi, mówić im co muszą, a czego nie wolno im robić. Zakazy i nakazy były w Starym Testamencie, ale po ofierze Chrystusa, w Nowym Testamencie jest tylko pokazanie celu, do którego możemy dążyć.

W takim razie, co powinno usłyszeć serce ojca Edwarda Konkola?
- Mówię mu, żeby zaczęło żyć, bo w Zmartwychwstaniu życie powróciło. Opowiem to obrazowo. Każdy człowiek ma w swoim życiu wiele szczytów, na które chce się wspiąć. Czasami jest to kariera, władza, szczęśliwa rodzina albo bycie kimś tam. Takie dążenie do sukcesu, w którym często gubimy to, co jest najistotniejsze. Bo nakładamy wówczas na siebie jakieś maski, dzięki którym, w naszym odczuciu, ludzie będą nas szanować, a my sami siebie polubimy. Nic bardziej mylnego! Żaden z nich nie da nam pełnego szczęścia, choć same w sobie nie są złe.
Bo najważniejszym, jedynym szczytem, na którym znajdujemy spokój serca, jest spotkanie z Bogiem. Tylko na tym szczycie możemy znaleźć porozumienie z samym sobą, czystość serca, dzięki któremu wszelkie nasze troski staną się mało ważne. Tylko tu jest nam w stu procentach dobrze. Człowiek przestaje być chłonny na reklamę, na puste hasła. I o tym będę mówił, bo to dla mnie najważniejsze.

I o tym mówi ojciec młodym ludziom? Bo wokół "Drogi" skupia się wielu studentów i młodych wolontariuszy...
- Tym młodym ludziom nie trzeba tego wszystkiego mówić. Oni to wiedzą! Wyczuwają w swoim sercu. Oni czują, że coś im w świecie się nie zgadza, że jest coś, gdzieś ponad to, co ich otacza. Czasami odnajdują się w jakiejś muzyce, w jakiejś grupie. Dorośli tego nie rozumieją, nakazują "wyłączenie tego wycia". A ci młodzi ludzie szukają tego sensu tak, jak potrafią, tam, gdzie mogą.
Prosty dowód: kiedy młody człowiek odkryje coś, co dla niego ma sens, jest w stanie porzucić absolutnie wszystko, szkołę, narzeczoną, dotychczasowe plany, by pójść za tym, co odkrył. Dlatego tak ważne jest, by pokazywać młodzieży drogę odpowiedzialnie. By pokazywać ścieżkę ku dobremu, bo oni łatwo mogą się pogubić.
Młodzi ludzie mają niesamowitą tęsknotę ku Bogu, ku prawdzie i klarowności. Są bardziej wrażliwi. Dorośli nauczyli się karmić plastykiem, sztucznością - telewizją, komputerem. Młodym to absolutnie nie wystarcza. W mojej kadrze oraz wśród wolontariuszy są i katolicy, i prawosławni, i protestanci... I wszyscy oni dążą ku temu samemu Bogu. Skupiają się wokół "Drogi", bo szukają światła, miłości, sensu życia.

Ale mimo to, w kościołach coraz mniej jest młodych ludzi...
- To zależy gdzie. Jeśli pojawi się ktoś, kto potrafi mówić językiem młodzieży - i nie chodzi tu tylko o słowa - to oni garną się do Kościoła, a może raczej do Boga. Jest ich wówczas mnóstwo, gotowych na wszystko, by znaleźć to, czego szukają. A i duchownych, którzy potrafią pracować z młodymi jest naprawdę wielu.

A są i tacy, którzy zniechęcają młodych i tych starszych wiernych, do Kościoła. Wystarczy wspomnieć ostatnio nagłośniony skandal ze Szczecina, gdzie biskupi, w tym również bp. łomżyński Stanisław Stefanek, mieli kryć księdza, któremu zarzuca się wykorzystywanie seksualne swoich podopiecznych, albo skandal sprzed kilku lat, gdzie negatywnym bohaterem był abp Paetz...
- Tak to jest prawda, że takie wydarzenia działają niszczycielsko. Działają na tych, którzy szukają drogi i są w zawieszeniu, którzy szukają autorytetu i człowieka, który potwierdzi własnym życiem, że to, co mówi o Bogu, jest prawdą. Takie wydarzenia, kiedy ktoś się zagubi - ktoś z duchownych właśnie, wyrządzają wielką krzywdę.
Powiem brutalnie, przytaczając słowa samego Chrystusa, bo skoro On tak powiedział, to trzeba to powtarzać - jeśli chodzi o tych, którzy gorszą bliźnich, "lepiej by było, gdyby sobie kamień zawiesili u szyi i do wody się rzucili".
Myślę, że ci duchowni, którzy dopuścili się takiego grzechu, teraz, kiedy nikt nie chce mieć z nimi nic wspólnego, strasznie cierpią. Bo zrobili straszną, potworną rzecz. Dostali bardzo ciężki krzyż do niesienia. Mam jednak nadzieję, że spotkają na swojej drodze kogoś, kto im w tym pomoże, a Bóg w swoim miłosierdziu da im zbawienie.
W związku z tymi głośnymi skandalami chciałbym zwrócić uwagę na jedną rzecz - taką refleksję. Dla mnie osobiście te sytuacje to - paradoksalnie - najlepszy dowód na istnienie Boga. Dlaczego? Otóż w historii wielu władców miało doskonałych dowódców i strategów. A jednak te imperia upadały. A Bóg, mimo że ma, delikatnie rzecz ujmując, niedoskonałych dowódców, mimo wszystko zwycięża przez tyle tysięcy lat. Chrześcijaństwo trwa ciągle i to wbrew wszelkim skandalom i błędom jednostek.

I wbrew próbom wykorzystywania religii w polityce. Wystarczy przytoczyć ostatni przykład, kiedy na polskiej scenie politycznej trwa walka o zapis w preambule Traktatu Lizbońskiego. Jedna partia upiera się o dodanie kilku zdań o chrześcijańskich korzeniach Polski i Polaków, wbrew wszystkiemu, rozpętując kolejną awanturę...
- To najbardziej makabryczny temat. Wszystkich polityków przepraszam za te słowa, bo wielu ich znam. Myślę, że żeby być politykiem, to trzeba być świętym albo mieć problemy osobowościowe. Bo albo człowiek oddaje się na służbę dla innych ludzi, i chwała mu za to, albo traktuje władzę jako lek na własne problemy emocjonalne.
Często w telewizji widzę, jak zamiast walczyć o dobro prostych ludzi, ideą staje się fanklub, którym jest partia. To, co partia powiedziała jest święte i nie wolno się przeciwstawiać, nawet jak jest złe. Wszyscy koncentrują się więc, jak walczyć o tę partię, żeby dostać jak najwięcej głosów, bo to najważniejsze, a wszystko inne idzie w odstawkę, bo ta partia, partia... Czekam na tych, którzy wreszcie zapomną o tej partii i zajmą się człowiekiem.
Nie chcę nikogo oskarżać, osądzać konkretnych ludzi mówiąc ogólnie o wszystkich. Chciałbym, żeby każdy polityk odnajdował siłę w Bogu. Wszedł na ten jedyny szczyt, na którym się z Nim spotka.

A jak ojciec ocenia zamieszanie wokół Traktatu Lizbońskiego?
- Nie przez przypadek nasze stowarzyszenie nazywa się "Droga". Bo my trzymamy się jakiejś ścieżki - pomagamy ubogim, dajemy paczki, organizujemy wakacje dla dzieci. A ja i tak mówię swoim ludziom, że nie o to chodzi, ile i jaki chleb rozdamy. Bo ważne jest to, jaki ten człowiek jest i ważny jest Bóg.
I tak samo w polityce. Potrzebna jest prawość w ukazaniu drogi, jaką idziemy my jako społeczeństwo i jako naród. Strzeżmy tej prawości i tej drogi. Przypominajmy nasze korzenie, ale z czystym sercem i czystymi intencjami. Jeśli chodzi o obecną sytuację, to ja nie wiem, czy politycy strzegą tej drogi, czy też rozgrywają jakieś partyjne rozgrywki, które nie mają nic wspólnego z prawością. Mam wrażenie, że gros z tych rzeczy, które oglądam w telewizji jest raczej dbaniem o oblicze partii, nie dobro narodu. I niczym więcej. Bo dla niektórych polityków partia jest więcej warta niż człowiek. A ja się na to nie zgadzam!

Czego powinniśmy więc życzyć sobie i naszym najbliższym na nadchodzące święta wielkanocne?
- Czasu, by spojrzeć w głąb siebie i ciszy, by móc się zrozumieć. A także tego, byśmy potrafili dzielić się sobą z bliskimi i tym wszystkim, co mamy z ludźmi, którzy tego potrzebują. Żebyśmy potrafili kochać i czuć miłość Boga. To sprawi, że już niczego więcej nie będziemy potrzebować.

Dziękuję za rozmowę.

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

W
Wacek

Lecz się internauto.Ty nawet na święta nie potrafisz swojego jadu odsączyć. Wszystkiego najlepszego dla ojca Konkola świętna wypowiedź. Tacy ludzie jak ksiądz ratują prestiż kościoła. Szkoda, że jest ich tak mało...

J
Ja jednak wierzę!

- Ojcze, czy dzisiaj odbędzie się ekumeniczne święcenie pokarmów, na wzór roku ubiegłego!

T
Tomasz

Art 48 traktatu z Lizbony Rada Unii zastrzega sobie prawo zmiany traktatu w całości lub częśći ble ble mMy mamy podpisać przestrzegać a oni maja to gdzieś i moga to bez prozumienia z nami sami zmienic.Nie wymieniam innych przepisów bo jest 3000 tys i nikt z posłów nie czyta a ja nie poseł wiem tylko że sprzedali fabryki a sprzedają władzę nad Polską Brukseli Berlinowi Londynowi wszystkim co dam beą rządzić i masonerii bo takowa juz tam działa w Polsce loża żydowska Bnai Birth bo Żydzi są w polsce i żerują na nas między innymi Wyborcza i Agora

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3