Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Daniel Gromacki - pejzażysta z Hajnówki. Maluje aż nie zamarzną mu farby

Marta Chmielińska
Marta Chmielińska
Daniel Gromacki z Hajnówki jest jednym z nielicznych w regionie malarzy, którzy tworzą tylko w plenerze. Spod jego pędzla wyszedł ostatnio cykl pokazujący rzeki Puszczy Białowieskiej zimą. Obrazy malował nawet przy kilkunastostopniowych mrozach

Bez względu na porę roku Daniela Gromackiego można spotkać przy sztalugach rozstawionych w polu lub lesie. Jego obrazy są jak malowane fotografie – wiernie oddają klimat danego miejsca o konkretnej porze roku i dnia. W swoich pracach malarz chwyta chwilę – promień słońca, który przez moment zagościł wśród traw czy też skrawek błękitnego nieba, który danego dnia odbijał się w wodzie.

Za pędzel schwycił w pracowni dziadka

Pan Daniel malował od dziecka. Farby poznał w pracowni dziadka – hajnowskiego malarza amatora.

Dziadek swoją pracownię malarską zaaranżował w chlewiku. Tam działy się cuda... Tam konie biegały i lasy rosły, i rzeki płynęły, i była noc, księżyc, góry i odbicia łuny w wodzie – wspomina malarz. – Bardzo mnie to fascynowało. Zastanawiałem się, jak dziadek potrafi to wszystko tak namalować? Kiedy byłem w szkole podstawowej przyglądałem się jego pracy.

Potem sam zaczął malować, najpierw pod okiem dziadka, a następnie w Lublinie, gdzie trochę uczył się rysunku, a trochę malowania (kształcił się na Wydziale Artystycznym i Wydziale Humanistycznym UMCS w Lublinie oraz w Lubelskiej Szkole Sztuki i Projektowania). Z wielką chęcią wyjeżdżał też na plenery, gdzie mógł podpatrywać starszych i bardziej doświadczonych malarzy.

I wciąż się uczę, wciąż się przyglądam jak można malować, jak robią to dobrzy malarze – zaznacza. – Ale uczę się także od natury, bo przyroda to jest wielka nauczycielka, która podpowiada, w jakim kierunku można iść. Nic nie jest w stanie zastąpić tego bezpośredniego kontaktu i dialogu z naturą przy malowaniu. To obcowanie bez żadnego pośredniego medium daje ogromną energię i wówczas natura jakby przechodzi w powstający obraz.

Gromacki podkreśla, że ogromną i niezwykłą energię ma właśnie największa puszcza Europy, czyli Puszcza Białowieska.

Jest tak piękna, że nie widziałem dla siebie innej drogi życiowej jak tylko malarza, który to piękno będzie mógł przenosić na płótno – tłumaczy. – Puszczę Białowieską mam właściwie pod bokiem, tuż za oknem mam fantastyczną architekturę drewnianą. Mam też stały kontakt z kulturami mniejszości, zarówno religijnych, etnicznych, jak i narodowych, więc nie wyobrażałem sobie, jak mógłbym nie czerpać z tego pełnymi garściami. Droga artystyczna, którą wybrałem, jest ściśle związana z tym regionem. Moja twórczość zamyka się na pejzażu i na kulturze podlaskiej.

Dziś mało kto maluje w plenerze

Daniel Gromacki pracuje głównie w plenerze. Często można go spotkać na polach, w lesie czy też na obrzeżach wsi, gdy z zapamiętaniem nakłada farby na płótno. Ubrany w umazany wszystkimi kolorami strój, ze sztalugą rozstawioną na łonie przyrody, chwyta ulotne obrazy.

Maluję w plenerze i o ile to jest dziwne dla wielu osób, to dla mnie jest to zupełnie normalne, bo tak zostałem nauczony już na początku mojej malarskiej drogi – opowiada. - To jest dla mnie bardzo naturalne, że nie maluję ze zdjęć czy też z obrazów wyświetlonych na ekranie laptopa. Wykorzystuję tylko ten bezpośredni kontakt z naturą. Biorę skrzynkę z farbami, która jest jednocześnie sztalugą, zabieram plecak z farbami i szpachelką, która zimą jest nieodzownym towarzyszem malarza, i wyruszam w plener.

Zimą farba jest gęstsza

Ze względu na to, że wszystkie obrazy pana Daniela powstają w plenerze, te namalowane zimą bardzo różnią się od tych wiosennych czy też letnich. I to nie tylko kolorami, ale też fakturą.

Bo zimą farba zmienia swoją konsystencję – kiedy jest chłodno, staje się twarda, więc żeby ją dobrze rozprowadzić na płótnie, to trzeba nad nią trochę popracować - wyjaśnia artysta. – Pędzel jest dosyć miękki, więc to szpachla daje moc w nacisku na farby. I powiem szczerze, że nie jestem wielkim miłośnikiem malarstwa letniego, tym bardziej w Puszczy Białowieskiej, gdzie latem wszystko robi się dosyć jednolite, wysychają rzeki i jest zielono od góry do dołu. Nie mówiąc już o rzeszach komarów, kleszczy i innych insektów, które atakują z każdej strony - śmieje się hajnowski artysta. - Według mnie najciekawszym okresem do malowania są takie przejściowe okresy, kiedy już nie ma liści, a za to pojawiają się bardzo ciekawe odcienie szarości i brązu, pojawiają się niezwykłe niuanse barw.

Maluje dużo i szybko

Tworząc w plenerze nad jednym obrazem pracuje nie dłużej niż dwie godziny.

Dlaczego? Ponieważ zmieniają się warunki - słońce się zmienia, zmieniają się kolory i ucieka pewna niepowtarzalność – wyjaśnia. – W swoim malarstwie szukam ekspresji pejzażu, takiego szybkiego spostrzeżenia i szybkiej decyzji na płótnie. Patrzę i rzucam na płótno to, co widzę przed sobą. I później nie mam już więcej nic do dopowiedzenia w tym temacie. Bardzo rzadko dokonuję jakiejś korekty w pracowni. Bo uważam, że obraz, który powstaje w plenerze, jest już całością. I później można już tylko dyskutować o tym, czy jest udany, czy nie. I tyle. Gdybyśmy nie wiadomo jak długo stali nad tym obrazem i go dopracowywali, wówczas zgasi się go i straci tę niezwykłą ulotność chwili, którą przedstawia. I wtedy zostanie taki pejzaż bez emocji – tłumaczy artysta.

Dziś wielu malarzy – zamiast tworzyć w terenie – z wygody odpala laptop i maluje to, co widzi np. na zdjęciach uchwyconych przez obiektyw aparatu. Natomiast Gromacki łapie chwilę przeżytą w terenie. I ludziom podoba się taki przekaz - jego obrazy można podziwiać w galeriach i prywatnych mieszkaniach w całej Polsce – od Poznania przez Sopot, Warszawę i Białystok.

Rzeki Puszczy Białowieskiej. NarewkaOlej na płótnie 60x80
Rzeki Puszczy Białowieskiej. Narewka
Olej na płótnie 60x80 Michał Androsiuk

Takich pejzażystów malujących tylko w plenerze nie ma w naszym regionie zbyt wielu. Pan Daniel wymienia Olega Kobzara – Białorusina mieszkającego w Białymstoku oraz swojego przyjaciela Valentinasa Varnasa z Litwy.

Czasami trudno odróżnić moje obrazy od prac Valentinasa, bo razem malujemy już ponad 10 lat, więc nasze spojrzenie na sztukę i na techniki dość mocno się już przemieszały. Czasami nie wiem, gdzie kończy się Gromacki, a gdzie zaczyna się Valentinas i odwrotnie - dodaje ze śmiechem hajnowski pejzażysta. - Poznaliśmy się na plenerze w bardzo nieciekawym dla malarzy miejscu, bo w Łęcznej. Później Valentinas przyjechał na plener do Narewki i tak się zakolegowaliśmy. On przyjeżdża do mnie, ja jeżdżę na Litwę ... Tak to już trwa od 10 lat. Od trzech lat spotykamy się z Valentinasem u mnie w Hajnówce, zimą, i przez dwa tygodnie ferii wyruszamy na artystyczną penetrację Hajnówki i okolic – opowiada.

Zimowy plener malarski

Zimą wcześnie robi się ciemno, jednak do godziny 15 można malować w plenerze – opowiada Gromacki. - To jest jednak duży wysiłek emocjonalny, twórczy i intelektualny i po kilku takich dniach czuję się bardzo zmęczony – wyznaje.
I dodaje, że owszem, mróz w pewien sposób utrudnia proces malowania, bo dłoń z pędzlem kostnieje, a farby zastygają, ale on – mimo tych niedogodności – czuje się w swoim żywiole. – Do temperatury minus 15 stopni można jeszcze spokojnie malować, bo gdy farby wyniesie się na podwórko, to one jeszcze przez dwie godziny trzymają swoją temperaturę – podkreśla. – No ale zimna farba także jest fajna, chociaż całkiem inaczej się zachowuje - robi się twarda i wówczas szpachlą trzeba ją rozcierać. Powstaje wtedy ciekawa struktura, można fajnie nanieść kolor na kolor.

Praca z dziećmi

Daniel Gromacki pracuje w hajnowskiej szkole podstawowej jako nauczyciel plastyki i bibliotekarz. Wyłuskiwanie wśród dzieciaków plastycznych talentów daje mu dużą satysfakcję. Dla tych zainteresowanych malowaniem prowadzi koło plastyczne.

Prace dzieci z naszego koła wysyłam na różne konkursy i przyznam, że osiągają one najwyższe noty – cieszy się pan Daniel. – W międzynarodowych konkursach zdobywaliśmy pierwsze i drugie nagrody. Ostatnio zaś przygotowaliśmy wystawę obrazującą architekturę sakralną Hajnówki i okolic. Już w kwietniu można będzie obejrzeć ją w Białymstoku, a następnie w Hajnówce i w Narewce – zapowiada.

Sam również maluje bardzo dużo, bo – jak tłumaczy z uśmiechem – ma zbyt wiele do powiedzenia, aby pozwolić sobie na przerwy.

Teraz pracuję nad projektem artystycznym, w którym sięgam do czasów dzieciństwa, a nawet do roku 1915, czyli czasów bieżeństwa, które znam z opowieści rodzinnych i które wpłynęło na rozwój mojej świadomości artystycznej. 10 lat temu zrobiłem duży cykl graficzny poświęcony temu zagadnieniu - opowiada Gromacki. - Mam masę pomysłów, masę zapełnionych szkicowników, bo szkicuję więcej niż maluję - dodaje ze śmiechem. - I tak się zastanawiam, kiedy ja to wszystko zdążę przenieść na duże płótno... Obawiam się, że żyjąc tak szybko i intensywnie, i mając tak dużo do powiedzenia, będę krótko żył. Dlatego muszę zdążyć przed Panem Bogiem.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Nie tylko o niedźwiedziach, które mieszkały w minizoo w Lesznie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna