Dotarliśmy do mężczyzny poszkodowanego w kolizji z miejską radną PiS

kpb
Bernadetta Krynicka
Bernadetta Krynicka archiwum
Kierowca:To nie jest sprawa polityczna!

Nawet nie wiedziałem, że ta pani jest radną, mnie polityka nie interesuje - podkreśla kierowca (imię i nazwisko do wiadomości redakcji), który jest poszkodowany w kolizji drogowej z miejską radną Prawa i Sprawiedliwości Bernadetą Krynicką. O sprawie pisaliśmy w miniony piątek.

Sąd ukarał ją grzywną

Przypomnijmy, że do zdarzenia doszło 5 października br. na ul. Dmowskiego w Łomży. Radna w trakcie cofania uszkodziła auto mężczyzny.

Sama twierdzi, że nie brała udziału w stłuczce i podkreśla, że sprawa jest polityczna i ktoś ją "wrobił". Ale mimo tego, że jest przekonana o swojej niewinności, to w czasie składania wyjaśnień na policji przyznała się, bo jak sama tłumaczy - "nie chce się ciągać po sądach".
W miniony czwartek Sąd Rejonowy w Łomży uznał radną winną spowodowania kolizji i ukarał grzywną w wysokości 200 zł oraz obciążył kosztami postępowania. Postanowienie nie jest prawomocne.
Ale radna nie zamierza się od niego odwoływać.

Nie czekała na policję

To postanowienie satysfakcjonuje poszkodowanego mężczyznę, który uczestniczył w tym zdarzeniu. Teraz będzie mógł zwrócić się do ubezpieczyciela samochodu radnej o zwrot pieniędzy za naprawę przedniego zderzaka.

- Radna w trakcie cofania z parkingu przy Szkole Muzycznej uderzyła w przedni zderzak mojego auta - tłumaczy mężczyzna. - Ja stałem na parkingu wzdłuż pasażu sklepów, tyłem do ściany budynku. Gdy kobieta zaczęła odjeżdżać, to zacząłem trąbić i wyjechałem z parkingu, zaparkowałem na miejscu, gdzie ona wcześniej parkowała.

Według mężczyzny radna zatrzymała swoje auto na chodniku obok i nie dała mu szansy na wyjaśnienia.

- Zaczęła krzyczeć, że ona nic nie zrobiła, że uszkodzenie błotnika w moim aucie jest stare i jej w to nie wrobię. To prawda, że to stare uszkodzenie, ale nie o błotnik tu chodzi - dodaje. - Ale ona nie chciała słuchać, tylko krzyczała, że czuje ode mnie alkohol, więc ja na to, że wezwę policję. Wykręciłem numer i wtedy ona odjechała, ledwie zdążyłem policjantowi podać numery rejestracyjne jej auta.

Na miejsce przyjechał patrol i wysłuchał wersji mężczyzny.
- Szybko ustalili czyje to auto, nawet policjanci próbowali się z nią wtedy skontaktować, ale bezskutecznie - opowiada. - Ta pani nie jest ponad prawem, powinna się zatrzymać, poczekać na przyjazd policji i wtedy żadnej sprawy by nie było.

Jednak radna wsiadła w samochód i odjechała z miejsca kolizji. W rozmowie z nami tłumaczyła, że musiała wracać do domu.

- Tłumaczenie, że jest to sprawa polityczna śmieszy mnie, bo mnie polityka nie interesuje - podkreśla mężczyzna. - Jestem przedsiębiorcą i nie narzekam na brak pracy.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

ł
łomżyniak

i wszystko jasne. Sprawa jest apolityczna!

s
stefania

A ja dotarłem do żony tego mężczyzny i powiedziała mi że to alkoholik z PO nie płacący alimentów

Dodaj ogłoszenie