Dwie osoby zginęły w katastrofie szybowca w Suwałkach

    Dwie osoby zginęły w katastrofie szybowca w Suwałkach

    (yes)

    Gazeta Współczesna

    Aktualizacja:

    Gazeta Współczesna

    Szczątki puchacza kilkanaście minut po katastrofie.

    Szczątki puchacza kilkanaście minut po katastrofie. ©i. sewastianowicz

    Szybowiec z Aeroklubu Suwalskiego rozbił się wczoraj tuż przed południem podczas podejścia do lądowania. Do katastrofy doszło ok. 300 metrów od lotniska. Zginęli Tadeusz A., 44-letni instruktor i 17-letni Grzegorz M.
    Szczątki puchacza kilkanaście minut po katastrofie.

    Szczątki puchacza kilkanaście minut po katastrofie. ©i. sewastianowicz

    - Lot trwał kilkanaście minut. Do tragedii doszło prawdopodobnie wskutek utraty prędkości przy lądowaniu - informuje Robert Sudnikowski, dyrektor Aeroklubu Suwalskiego.
    Szybowiec spadł kilkanaście metrów od ulicy Buczka, w bezpośrednim sąsiedztwie lotniska. Przełamał się na pół. Według lekarzy, Tadeusz A. i Grzegorz M. ponieśli śmierć na miejscu.
    - Kilka razy podchodził do lądowania - twierdzą niektórzy świadkowie zdarzenia.
    - Nieprawda - zaprzecza R. Sudnikowski. - Wcześniej puchacz wykonał trzy inne loty i prawdopodobnie stąd bierze się nieporozumienie.
    Tadeusz A. na stałe mieszkał w Łodzi. Od kilku lat był instruktorem w Aeroklubie Suwalskim. Cieszył się opinią dobrego fachowca. Grzegorz M. uczył się w jednej z suwalskich szkół średnich. Miał za sobą ponad 40 lotów. Spędził w powietrzu w sumie kilkanaście godzin.
    Z załogą szybowca lotnisko przez cały czas utrzymywało łączność radiową. Nie było mowy o żadnych kłopotach.

    Stanisław Iwaszko, instruktor szybowcowy:

    Stanisław Iwaszko, instruktor szybowcowy:


    - Puchacz to jeden z bezpieczniejszych szybowców używanych w Polsce, idealnie nadający się do celów szkoleniowych. W dodatku każdy statek lotniczy, podobnie jak ma to miejsce np. z samochodami, musi przejść odpowiedni przegląd - musi mieć tzw. klasę. Bez tego nie może się wzbić w powietrze. Najczęściej więc, gdy dochodzi do takiej tragedii, winę w 90 proc. ponosi człowiek. W tym przypadku, biorąc pod uwagę znane już okoliczności, przy podejściu do lądowania, przy niewielkiej prędkości najprawdopodobniej zabrakło czasu i wysokości, by szybowiec mógł wyjść z korkociągu, w którym się znalazł.



    - Naprawdę w tej chwili trudno zastanawiać się nad przyczynami tragedii - uważa dyrektor aeroklubu. - Szybowiec był sprawny, niedawno przechodził badania techniczne. Instruktor doświadczony, więc nie wiadomo, kto mógł zawieść. Człowiek czy maszyna?
    Aeroklub Suwalski istnieje od prawie 20 lat. Zrzesza 50 osób, z których 40 próbuje swoich sił w powietrzu. Po wczorajszej katastrofie dysponuje pięcioma szybowcami. Wcześniej nie doszło do żadnego wypadku.
    - Loty zostaną zawieszone do czasu wyjaśnienia wszystkich okoliczności poniedziałkowego wypadku - zapowiada R. Sudnikowski.
    Wrak szybowca zabezpieczyła policja. Czekano na przedstawicieli Głównej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, którzy do Suwałk przylecieli wczoraj ok. godz. 16.00. Wyniki ekspertyz znane będą prawdopodobnie nie wcześniej niż za dwa tygodnie.

    Czytaj treści premium w Gazecie Współczesnej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo