Dzięki Unii rozwinęli skrzydła

Barbara Kociakowska
Maria i Adam Guzelowie z kolonii Szpakowo (gm. Jaświły) nie ukrywają, że ich gospodarstwo rozwinęło się dzięki funduszom unijnym
Maria i Adam Guzelowie z kolonii Szpakowo (gm. Jaświły) nie ukrywają, że ich gospodarstwo rozwinęło się dzięki funduszom unijnym A. Zgiet
Region. Korzystają ze wszystkich możliwości, które stworzyła integracja z UE. Czerpią garściami, a ich gospodarstwa rozkwitają. Tacy są nowocześni rolnicy. A w naszym regionie jest ich kilkuset.

Dzięki pieniądzom unijnym mogliśmy rozwinąć skrzydła - przyznaje Maria Guzel ze Szpakowa w powiecie monieckim. Gdyby nie one, nasze gospodarstwo zapewne wyglądałoby zupełnie inaczej.
Jeszcze niespełna 4 lata temu Maria i Adam Guzelowie mieli 34 krowy dojne i niewiele ponad 30 hektarów ziemi. Mieli starą oborę i nie spełniali wymogów, by móc korzystać z unijnych funduszy (wówczas był to program SAPARD). Nie ukrywają, że zainwestowali m.in. dlatego że "do wzięcia" były bardzo konkretne pieniądze. W 2003 roku rozpoczęli budowę nowej obory, a w 2004 roku oddali ją do użytku. Udało im się jeszcze "załapać" na końcówkę SAPARD-u, uzyskać ok. 130 tysięcy złotych na wyposażenie obory. A później wszelkie unijne programy stały już przed nimi otworem. I jak sami podkreślają, wzięli, ile się dało. Z Sektorowego Programu Operacyjnego (SPO) wykorzystali całą dostępną pulę - 300 tysięcy złotych. Odnowili i doposażyli park maszynowy, kupili jałówki.
- Mieliśmy stare maszyny, sprzedawaliśmy je i kupowaliśmy nowe - opowiada Maria Guzel. - Trzeba było "stanąć na głowie", ale wykorzystać wszystko, co się dało.
Z tych największych maszyn kupili ładowarkę teleskopową, prasę rolującą z owijarką i ciągnik (używany), bo tylko na taki starczyło funduszy.
Przecierali szlaki
Guzelowie byli jednymi z pierwszych gospodarzy w woj. podlaskim, którzy złożyli wniosek o dotacje w ramach SPO. Nie poszło gładko, bo przecierali szlaki. Ośrodki doradztwa rolniczego same jeszcze nie widziały, jak to wszystko ma wyglądać w praktyce. Było mnóstwo niejasności w przepisach, niedociągnięć. Trzeba było się nachodzić, najeździć.
- Nie wszystkim starczyło cierpliwości - podkreśla pani Maria. - Niektórzy z naszych znajomych zrezygnowali.
Guzelowie skorzystali też z programu mającego na celu poprawę infrastruktury w gospodarstwach. Przyznano im dotacje na utwardzenie podwórka, które wyłożyli polbrukiem. Otrzymali na ten cel 170 tys. złotych.
W międzyczasie zaciągnęli kredyt i dokupili ziemi. Dziś gospodarują na ponad 100 hektarach - siedemdziesiąt kilka stanowią grunty własne, resztę dzierżawy. Mają też całkiem pokaźne stadko bydła - 100 krów dojnych i 80 tzw. młodzieży. W tym roku zdobyli tytuł "Rolnik Farmer Roku". Ich gospodarstwo zostało uznane za najlepsze w kraju.
Jak mówią, posiadając takie gospodarstwo można dobrze żyć i prosperować. Zwłaszcza że koniunktura na mleko jest dobra. W tym roku doczekali się nawet podwyżek.
- Podjęliśmy ryzyko, ale było warto - mówi Maria Guzel.
Nie ma najmniejszych wątpliwości, że to dzięki unijnym dotacjom mogli rozwinąć skrzydła. Bo musieli się zmobilizować, żeby wykorzystać szansę, jaka się pojawiła przed nimi.
Wzięli, co się dało
Również Joanna Kaczyńska z Mystek- Rzymu w powiecie wysokomazowiec-kim przyznaje, że dzięki unijnym funduszom gospodarstwo rozwinęło się. Bo Joanna i Wojciech Kaczyńscy, znani w regionie producenci mleka, również z unijnych programów wzięli, ile się dało.
- Nie mogliśmy skorzystać z SAPARD-u, bo mieliśmy za duże gospodarstwo, a także z programu dotyczącego różnicowania działalności - mówi Joanna Kaczyńska. - Ale za to wykorzystaliśmy całą dostępną pulę na inwestycje w gospodarstwach rolnych w ramach SPO oraz prawie całą na poprawę infrastruktury.
Dotacje z SPO - 300 tys. zł - wykorzystali na wymianę eternitu na magazynie, urządzenie wybiegu dla krów oraz zakup maszyn. Fundusze przeznaczone na poprawę infrastruktury (około 150 tys. zł) wykorzystali na utwardzenie placu manewrowego: ułożyli polbruk i wylali asfalt.
- Nie było łatwo - mówi Joanna Kaczyńska. - Ale skoro były pieniądze do wzięcia, musieliśmy się zmobilizować. Zaciągaliśmy kredyty pomostowe.
Gdyby nie było pieniędzy "do wzięcia", nie inwestowaliby w takim tempie.
Szukają nowych szans
Zarówno Guzelowie, jak i Kaczyńscy, rozglądają się za programami, z których będą mogli skorzystać w następnych latach. Jeśli nie będą mogli sięgnąć po fundusze z SPO (bo według planów rządu, te gospodarstwa, które otrzymały z niego pieniądze w latach poprzednich, mają zostać odsunięte na dwa lata), znajdą coś innego. Bo nie mają najmniejszych wątpliwości co do tego, że trzeba łapać okazję i wykorzystać swoją szansę.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie