Dziewięć osób w 2 pokojach

Urszula Ludwiczak [email protected]
Mimo kłopotów, jakie spadły im na głowę, rodzina zastępcza Anety i Artura Jurków stara się zachować optymizm i żyć w miarę normalnie
Mimo kłopotów, jakie spadły im na głowę, rodzina zastępcza Anety i Artura Jurków stara się zachować optymizm i żyć w miarę normalnie A. Zgiet
Czarna Wieś Kościelna. Dziewięcioosobowa rodzina zastępcza od kilku miesięcy mieszka na placu budowy. Chcieli rozbudować swój dom i wpadli w ogromne kłopoty.

Siedmioro dzieci w wieku od 2 do 10 lat, rodzice, pies, dwa koty i tylko dwa pokoje, które nadają się do mieszkania. Tak wygląda życie rodziny Jurków z Czarnej Wsi Kościelnej. A jeszcze kilka miesięcy temu wiele wskazywało na to, że warunki mieszkaniowe zmienią im się na lepsze.

Aneta i Artur Jurek od blisko trzech lat są zawodową rodziną zastępczą. Na początku poza swoim synkiem, mieli pod opieką trzy dziewczynki. Aby stworzyć im prawdziwy dom, przeprowadzili się z Białegostoku do Czarnej Wsi Kościelnej, gdzie kupili niewielki dom. Cztery pokoje, kuchnia i łazienka były wystarczające.

- Ale gdy trafiło do nas trzech kolejnych chłopców, zrobiło się za ciasno - mówi Aneta Jurek.

- Postanowiliśmy rozbudować dom, tak aby każdy miał swój pokój.
Jurkowie wzięli ogromny kredyt na 350 tys. zł i zaczęli rozbudowę. Wybrali firmę, która obiecała im postawić stan surowy z dachem po najbardziej przystępnej cenie:

- Początkowo wszystko było w porządku, rozbudowa trwała, właściciel firmy obiecał nam dodatkowo, że zajmie się hydrauliką, elektryką, załatwi kominek i farby po niższej cenie - opowiadają.

- I rzeczywiście, elektryka i hydraulika częściowo zostały założone. Latem stały ściany, stropy i był położony dach. Niestety, w sierpniu okazało się, że dach się zapadł. Groziło nam, że 15 ton dachówki spadnie nam na głowę!

Od tej pory Jurkowie kontakt z właścicielem firmy budowlanej mają utrudniony. Jak mówią, nie reaguje na ich pisma, nie odbiera telefonów. Musieli wynająć kolejną firmę do poprawienia dachu, przy okazji okazało się, że trzeba poprawić hydraulikę i jeden ze stropów. - Zaczęliśmy procedury sądowe - mówią Jurkowie.

- Staramy się nie siedzieć z założonymi rękami i remontować dalej, co się da, we własnym zakresie. Ale brakuje nam na to pieniędzy, zwłaszcza że zakupy robimy tylko z naszych pensji, nie wydajemy na to grosza z pieniędzy otrzymywanych na dzieci.

Właściciel firmy remontowo-budowlanej twierdzi, że nie ma sobie nic do zarzucenia, bo z umowy się wywiązał - postawił rodzinie dom w stanie surowym zamkniętym. Nie przyznaje się do żadnych błędów podczas budowy. Też zapowiada kroki prawne.

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

r
robert
Smieszne ten pan jest rozwodnikiem i zostawil 2 swoich dzieci i co teraz kocha te nie swoje parodia
S
Stan
Typowe socjalistyczne podejście do ,,rodziny".
Im więcej dzieci tym większe wsparcie finansowe z budżetu.
Dla niekórych jak widać jest to sposób na zycie.
Biorą dzieciaki pod dach bez zastanowienia jak im spełnić podstawowe warunki egzystencji. A że ci opiekunowie są nieporadni i nie przystosowani do obecnych realiów to na tym przyładzie widać.
Totalny brak kompetencji i odpowiedzialności, prawie jak w rodzinie patologicznej.
G
Gość
Ciekawa postawa. Dach się zawalił, a facet nie ma sobie nic do zarzucenia? Według niego, to co się powinno zawalić?
~ona~
Natychmiatowa reakcja władz!Pieniądze!Koniec dyskusji!
Dodaj ogłoszenie