Grozi nam recesja. Ale przeciętny Kowalski nie odczuje hamowania gospodarki, tylko drożyznę

Andrzej Matys
Andrzej Matys
MAREK ZUBER - absolwent Akademii Ekonomicznej i Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie; ekonomista, analityk rynków finansowych, ekspert i doradca finansowy; był m.in. szefem doradców ekonomicznych premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Niedawno spotkał się w Białymstoku z pracownikami i klientami p Polska. Rozmawiał z nimi o „Pewnych inwestycjach na niepewne czasy”, czyli między innymi o bezpiecznych instrumentach finansowych, z którymi związane jest relatywnie niewielkie ryzyko oraz o tym, co może się wydarzyć w najbliższych kwartałach w gospodarce.
MAREK ZUBER - absolwent Akademii Ekonomicznej i Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie; ekonomista, analityk rynków finansowych, ekspert i doradca finansowy; był m.in. szefem doradców ekonomicznych premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Niedawno spotkał się w Białymstoku z pracownikami i klientami p Polska. Rozmawiał z nimi o „Pewnych inwestycjach na niepewne czasy”, czyli między innymi o bezpiecznych instrumentach finansowych, z którymi związane jest relatywnie niewielkie ryzyko oraz o tym, co może się wydarzyć w najbliższych kwartałach w gospodarce. Andrzej Matys
Udostępnij:
Jeżeli Ministerstwo Finansów zaproponuje nam obligacje wyżej oprocentowane, to warto je rozważyć – podpowiada ekonomista Marek Zuber, który wygłosił w Białymstoku wykład „Pewne inwestycje na niepewne czasy”

Jaki gospodarczy scenariusz czeka nas w najbliższych miesiącach?

Według mnie, najbardziej prawdopodobny scenariusz to jest bardzo mocne hamowanie polskiej gospodarki. Tak jak i zresztą gospodarki całego świata. To może być nawet taka dziwna recesja. Rzeczywiście bowiem grozi nam recesja zarówno w tym roku, jak i na początku przyszłego. Recesja, czyli zmniejszanie się gospodarki, a dziwna będzie dlatego, że statystyczny Kowalski akurat niespecjalnie ją odczuje. Bezrobocie prawdopodobnie nieznacznie wzrośnie, więc my, ekonomiści, będziemy mówić, że jest źle, ale Kowalski będzie się przejmował nie recesją, tylko bardzo wysoką inflacją i drożyzną. I właśnie walka z tą drożyzną w sklepach jest dzisiaj chyba najważniejszym wyzwaniem.

Wysoka inflacja i już wysokie stopy procentowe (a mają być coraz wyższe) to dziś najważniejsze i największe problemy Kowalskiego?

Z całą pewnością tak. Zdusić inflację to jest bardzo poważne wyzwanie na najbliższe kwartały. Ja pamiętam inflację z lat 90. ubiegłego wieku i pamiętam, co ona oznacza...

Ja również, niestety...

Pamiętam, ile się trzeba było namęczyć, żeby ją zbić. Pamiętam, ile to kosztowało i do jakiego wzrostu bezrobocia wtedy doszło. Dlatego tym bardziej niepokoją mnie wszystkie takie działania, które przeszkadzają w zbijaniu inflacji, jak choćby wakacje kredytowe bez żadnego limitu wynagrodzenia (zgodnie z ustawą bank może się zgodzić na zawieszenie spłat złotówkowych kredytów hipotecznych z powodu pogorszenia sytuacji finansowej kredytobiorcy – przyp. red.).

Ma pan na myśli to, co złośliwi sceptycy nazywają zrzucaniem pieniędzy z helikoptera? Jedni z tych różnych programów pomocowych korzystają, a inni muszą za to zapłacić.

Dokładnie tak i dzisiaj mamy tego efekty, choć oczywiście inflacja nie wynika tylko z takich działań, ale niestety, z nich również. Od kilku tygodni używam takiego porównania: wyobraźmy sobie samochód z napędem na cztery koła, ale taki dziwny, to znaczy taki, która ma jedną skrzynię biegów i jeden silnik z przodu, który napędza przednią oś, a drugi z drugą skrzynią biegów napędza oś tylną. I Rada Polityki Pieniężnej, czyli bank centralny, właśnie włączył wsteczny bieg. Podnosi stopy, czyli hamuje, żeby inflacja nie rosła. Rząd, niestety, właśnie włączył jedynkę na przedniej osi. I jest pytanie: co z tego wszystkiego będziemy mieli, bo jeśli chodzi o obniżkę podatków to jestem zawsze za, ale teraz jest najgorszy moment, żeby to robić. Wakacje kredytowe, czyli pozostawienie ludziom pieniędzy, także tym, którzy mają ich dużo do dyspozycji, spowoduje, że będziemy – jako społeczeństwo – jeszcze więcej kupować. A jeśli będziemy jeszcze więcej kupować, to inflacje będzie jeszcze bardziej rosła.

Czytaj również:

Ale wraz ze wzrostem stóp procentowych rosną też oprocentowania depozytów. Choć ciągle nie do wystarczającego poziomu. Oprocentowanie lokat jest za małe, dużo niższe od inflacji.

Oczywiście, że oprocentowanie depozytów jest za niskie. Nam się jednak wydaje, że banki zachowują się w stosunku do nas nieuczciwie, ale one zachowują się zgodnie z logiką rynkową. Skoro mają bardzo dużo pieniędzy (od nas właśnie) i nie są w stanie ich wydać, to po co mają podwyższać oprocentowanie lokat? Ja od wielu miesięcy namawiam Narodowy Bank Polski, żeby zrobił coś takiego, co robił w połowie lat 90. XX wieku. Żeby bank centralny zaoferował nam lokaty wysoko oprocentowane albo obligacje wysoko oprocentowane, które mogłyby wymusić na bankach podwyżkę oprocentowania depozytów i lokat.

Koniecznie powyżej poziomu inflacji.

Absolutnie, a nawet jeśli nie byłoby to powyżej inflacji, to zaoferowanie lokat na poziomie stopy referencyjnej, czyli tej stopy, która stanowi podstawę zarządzania polityką pieniężną. To już jest duża różnica, bo referencyjna wynosi w tej chwili 6 proc. (wzrosła z 5,25 proc. – przyp. red.), a najwyższe dostępne oprocentowanie bankach jest niższe. Jeśli jest wyższe (np. w lokatach zakładanych wyłącznie przez internet – przyp. red.), to znaczy, że coś za tym idzie. Na przykład ja spotkałem się niedawno z niezłą ofertą, ale pod warunkiem, że ubezpieczę dodatkowo mieszkanie, co oznaczało dodatkową prowizję dla banku, a dla klienta – dodatkowy koszt. Oczywiście, jeżeli Ministerstwo Finansów zaproponuje nam obligacje wyżej oprocentowane, to warto je rozważać. Zauważmy jednak, że gdy kupimy obligacje skarbowe (zarobimy na nich więcej niż na lokatach), to pieniądze za ich zakup dostanie państwo. Co z nimi zrobi?

Czyżby wyda?

Państwo od razu je wyda. A jak wyda, wzrośnie presja inflacyjna. Gdyby zrobił to Narodowy Bank Polski, te pieniądze zostałyby w NBP, bo one nie idą w gospodarkę. I to jest ta drobna różnica.

A grozi nam stagflacja, o której mówi część analityków i ekonomistów?. Stagflacja, czyli takie skrzyżowanie inflacji ze stagnacją, czyli recesją gospodarki.

Tak, grozi nam stagflacja. Ale może to być stagflacja, że tak to określę, niezbyt niebezpieczna. Jeżeli bowiem będziemy mieli trochę szczęścia, to wejdziemy w recesję, gdy inflacja już zacznie w Polsce spadać. Ona będzie dalej wysoka, ale jednak zacznie się obniżać i prawdopodobnie nie będzie potrzeby wprowadzania kolejnych podwyżek stóp procentowych. A wie pan dlaczego boimy się w ekonomii tej stagflacji?

Bo brzmi tajemniczo i groźnie?

Najkrócej rzecz ujmując, bo to jest jednocześnie i hamowanie gospodarki, i wysoka inflacja. Bo jeśli gospodarka hamuje, trzeba stopy obniżać, a jak inflacja jest wysoka, trzeba je podwyższać. To co mamy robić w czasie stagnacji, która po prostu jest niebezpieczna? Ja mam nadzieję, że jeżeli już z gospodarką wejdziemy w recesję, stanie się to w momencie, w którym inflacja, co prawda, będzie jeszcze wysoka, ale już spadająca. I nie będzie trzeba wykonywać jakichś dodatkowych ruchów i – jeśli można tak powiedzieć – wszystko samo rozejdzie się po kościach. I miejmy nadzieję, że tak rzeczywiście będzie.

Kiedy więc, pana zdaniem, inflacja w Polsce zacznie spadać?

W optymistycznej wersji myślę, że czeka nas jeszcze kilka miesięcy (może dwa, może trzy) wzrostu inflacji. Mam nadzieję, że gdzieś tam ostatni miesiąc roku będzie już z inflacją jednocyfrową. Jeżeli w tym roku zobaczymy szczyt inflacji, po którym będzie spadek, to będzie to dobra wiadomość, ale ta podwyższona inflacja z pewnością będzie z nami do końca przyszłego roku. Podwyższona, czyli – znowu w wersji optymistycznej – taka rzędu pięciu procent. To jest dalej dużo, ale w porównaniu z tym, co mamy obecnie (w maju – 14 proc.), ów pięcioprocentowy poziom byłby dużym osiągnięciem.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

miejsce #1

MBM

MBM E1200 Karios U16 Czarny 27.5 2022

12 599,00 zł
miejsce #2

Indiana

Indiana E4000 Czarny 26 2021

3 499,00 zł
miejsce #3

Torpado

Torpado Era Czarny 28 2022

6 799,00 zł
miejsce #4

Esperia

Esperia Bretagne D18 Czarny 26 2022

4 199,00 zł
Materiały promocyjne partnera

Jakub Wiech: Ceny ropy naftowej wracają do poziomu sprzed wojny

Materiał oryginalny: Grozi nam recesja. Ale przeciętny Kowalski nie odczuje hamowania gospodarki, tylko drożyznę - Kurier Poranny

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie