Jak Izabela Branicka rozsławiła Białystok

    Jak Izabela Branicka rozsławiła Białystok

    Krystyna Konecka

    Gazeta Współczesna

    Aktualizacja:

    Gazeta Współczesna

    Izabela miała zaledwie 18 lat, kiedy zmuszono ją do ślubu z prawie 60-letnim Janem Klemensem Branickim. I to dzięki niej do Białegostoku zawitała kultura z wielkiego świata. I szkolnictwo.
    Portret Izabeli z Poniatowskich Branickiej. Per Krafft Starszy, 1767. Własność: Muzeum Narodowe w Krakowie

    Portret Izabeli z Poniatowskich Branickiej. Per Krafft Starszy, 1767. Własność: Muzeum Narodowe w Krakowie

    Barwne i warte epopei filmowej było stulecie panowania na Wersalu Podlaskim hetmana wielkiego koronnego Jana Klemensa Branickiego herbu Gryf oraz jego małżonki Izabeli z Poniatowskich, herbu Ciołek.

    Była trzecią żoną hetmana Branickiego
    On, prawnuk herosa polskiego hymnu - Stefana Czarnieckiego, poślubiwszy w roku 1709 Katarzynę Barbarę z Radziwiłłów, zajął się upiększaniem swojej białostockiej rezydencji. Owdowiawszy w roku 1730 nie przypuszczał, iż w niedalekim Wołczynie (obecnie na Białorusi) pod koniec czerwca przyszła na świat trzecia (bo i druga była, Barbara z Szembeków, rozwiedziona niebawem) późniejsza małżonka, córka szlachcica Stanisława Poniatowskiego, wojewody mazowieckiego, i Konstancji z Czartoryskich, herbu Pogoń. Rodowód ten dramatycznie zaważył na późniejszych losach dziewczyny, która, nie pytana o zdanie, została użyta przez "Familię" Czartoryskich jako narzędzie w rozgrywkach politycznych.

    Izabela (czasami używająca też danego na chrzcie imienia Elżbieta), miała zaledwie 18 lat, kiedy w warszawskim kościele św. Krzyża odbył się jej ślub ze starszym o 41 lat hetmanem Janem Klemensem Branickim. Mimo iż nie potrafiła sprostać żądaniom "Familii", by spacyfikować polityczne dążenia hetmana do tronu, pozostała przez 23 lata towarzyszką jego życia, wzlotów i upadków.

    Traktował ją jak ojciec. Kupił fortepian Bacha
    Branicki rozumiał położenie młodziutkiej Izabeli, traktując ją niemal po ojcowsku, nie skąpiąc grosza na wystrój jej pałacowych apartamentów, paryskie stroje i przedmioty zbytku. Niewątpliwie też to Izabela zajmowała się na dworze kulturą i sztuką, sprowadzając do Białegostoku kosztownych artystów z Europy.

    Już na pierwsze swoje w Wersalu Podlaskim, a więc 19. urodziny otrzymała prezent wyjątkowy. Zachował się oryginalny kwit z podpisem Jana Sebastiana Bacha, który spośród swoich pięciu fortepianów (Piano et Forte) sprzedał tylko jeden. Kupującym był "Branitzky" z miasta "Białastock".

    Świętowali w Białymstoku i w Choroszczy
    W białostockim Pałacu Branickich wystawnie i hucznie obchodzono wszelkie uroczystości, urodziny czy imieniny gospodarza: "Szumne na osób dwieście stoły zastawiane. Tu muzyka, tu tańce, tam teatra grane". W kilka dni później kawalkada powozów przejeżdżała na "różne divertimenta" do pałacu letniego w Choroszczy świętować urodziny Jaśnie Oświeconej hetmanowej. Adorowanej nieustająco przez powiernika hetmana, "przyjaciela wszystkich", przystojnego generała Andrzeja Mokronowskiego herbu Bogoria, którego wielbicielki zwały "tres cher Jędruś", a który, będąc po dwóch rozwodach, zapałał do uroczej i mądrej Izabeli uczuciem głębokim i dozgonnym, skądinąd tolerowanym przez mocno doświadczonego w kwestiach sercowych męża.

    Zapewne nie świętowano uroczyście 34. urodzin Pani Krakowskiej (zwanej tak od piastowanej przez hetmana kasztelanii Krakowa). Starający się o koronę królewską 75-letni Branicki, po majowej próbie zerwania przez generała Mokronowskiego sejmu konwokacyjnego, musiał wraz z żoną salwować się ucieczką na Węgry. Za sprawą swej "małej siostrzyczki" król Stanisław August Poniatowski zezwolił na powrót do kraju.

    Jako wdowa poślubiła generała
    Kiedy po śmierci hetmana w 1771 r. Izabela odprowadziła jego trumnę do krypty rodowej w krakowskim kościele pw. św. Piotra i Pawła, ucichły pałacowe wnętrza i bajeczne ogrody, rozsławione przez gości po Europie.

    Wdowa (by nie stracić dożywocia na dobrach) poślubiła skrycie ukochanego generała, w którego posiadłości w Jordanowicach pod Grodziskiem Mazowieckim zajmowała się wystrojem wnętrz. Do dziś można oglądać tam westybul, ozdobiony pod jej nadzorem groteskami Jana Bogumiła Plerscha, nadwornego malarza króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.

    Król to dla Izabeli był po prostu Staś, najukochańszy z sześciu braci, młodszy o dwa lata, z którym przyjaźniła się od dzieciństwa, nie opuściła go też po abdykacji i zesłaniu do Grodna pod kuratelę służb dawnej kochanki, Katarzyny II.

    Bywał u nas król i sławni artyści
    W Wersalu Podlaskim król zaczął bywać dopiero po śmierci szwagra. Zaprzyjaźnił się z generałem Mokronowskim, a gdy ten wkrótce po powrocie z Izabelą z Paryża, pożegnał się ze światem w 1784 roku, król szczerze napisał: "mąż, który w naszym wieku naród polski zdobi". Wtórował mu zaprzyjaźniony z Izabelą biskup Ignacy Krasicki, który na pamiątkowym kamieniu w swych ogrodach napisał: "…umysłu wspaniałość. Poczciwość dobroczynna - służba nie z zarobkiem". Bardzo smutne musiały być 54. urodziny Izabeli.

    Nie mniej przygnębiające - trzy lata później, po spotkaniu w podkrakowskich Kościelnikach z ukochanym bratem, powracającym z Kaniowa z bezowocnych rozmów z carycą Katarzyną II.

    Owdowiała ponownie hrabina Izabela nadal nadzorowała siedziby Branickich, w tym dwór w Branicach, kamienicę przy Rynku w Rakowie, pałac pomiędzy Podwalem a Miodową w Warszawie. Kontynuowała też podjętą znacznie wcześniej działalność na rzecz mieszkańców Białegostoku i innych miejscowości, finansując utworzone szkoły, przytułki i świątynie. A warto przypomnieć, że to właśnie jej Białystok zawdzięcza powstanie pierwszych szkół. Otaczała opieką finansową pensję dla córek urzędników dworskich, szkołę parafialną, szkołę paziów, Szkołę Podwydziałową Zgromadzenia Akademickiego. Na swój dwór sprowadziła też Jakuba Feliksa Michelisa - twórcę podręczników z dziedziny położnictwa, który założył w Białymstoku Instytut Akuszerii.

    Presja spadkobierców (Potockich, prawnuków Krystyny Sapieżyny, najstarszej siostry Jana Klemensa) oraz trudne czasy rozbiorowe zmusiły ją do stopniowej wyprzedaży dóbr. Po jej śmierci w lutym 1808 r. zaprzyjaźniona dwórka i malarka Weronika Paszkowska wyhaftowała niezwykłe epitafium, które zawisło w ulubionym kościółku Izabeli Branickiej - starym kościele Farnym w Białymstoku, gdzie została pochowana. Wśród ukrytych w alabastrowej urnie "najmilszych pamiątek" znaleziono po latach drobiazgi po królewskim bracie i bratanku, księciu Pepi, oraz miniatury ojca, Stanisława Poniatowskiego i Andrzeja Mokronowskiego. Portretu hetmana nie było.

    Czytaj treści premium w Gazecie Współczesnej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (2) forum.wspolczesna.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo