Jak ta gazela

Konrad Kruszewski [email protected]
Kronika Wypadków Umysłowych. Stokrotka, stokrotka, jest pani na mojej krótkiej liście, pożałuje pani tego, wykończę panią - zaczynam dzisiaj od cytatu. Nie jest to wbrew pozorom fragment rozmowy między gangsterem a jego ofiarą. Tymi słowami prezydent Lech Kaczyński straszył dziennikarkę Monikę Olejnik.

Na mój wydatny nos brzmi to jak groźba karalna. Groźba poważna, bo straszy się wykańczaniem. Dodatkowo w tych prezydenckich słowach zawarta jest informacja, że prezydent ma swoją własną listę osób, jak rozumiem, przeznaczonych do wykończenia. Pocieszające jest jedynie to, że jest to lista krótka.

Czekam teraz, co zrobi prokuratura. W miarę demokratycznym kraju powinna wszcząć śledztwo. Miejmy nadzieję, że tak się stanie. W Lublinie przed prokuraturą stanął właśnie obywatel, menel właściwie, który w Lublinie na powitanie prezydenta krzyknął "Spieprzaj, dziadu"! Wezwali go do prokuratury zaledwie w dzień po tym, jak Lech Kaczyński opuścił Lublin. Czyli w pewnych sprawach prokuratura potrafi być szybka. Kiedy piszę ten felieton, mija czwarty dzień od momentu, w którym prezydent RP w sposób haniebny straszył dziennikarkę.

Prokuratura milczy, ale rozumiem, że prezydent to nie jest jakiś menel. Trzeba więc więcej rozwagi, zanim rozpocznie się postępowanie. Nie dopuszczam jednak do siebie myśli, żeby prokuratura sprawą gróźb karalnych się nie zajęła. W państwie demokratycznym wszyscy są wobec prawa równi.

Ja zdenerwowanie prezydenta rozumiem. Oto bowiem dzień jego politycznej chwały zmienił się w dzień katastrofalnej klęski. Wszystko w ciągu dwóch minut legło w gruzach. Miał być szoł w Brukseli, niestety, był "wyszoł", bo Kaczyński wyszoł.
Tak klęska, taka klęska! Prezydent pokonał wszystkie przeszkody.

Najpierw te zastawione przez prezydent Gronkiewicz-Waltz. Czyli wykopy i maszyny drogowe wokół pałacu. Potem siłą, bo wraże siły Tuskowe przeszkadzały, wyczarterował samolot, który go dowiózł do Brukseli. Potem szturmem przebił się do wejścia do europarlamentu. Następna padła sala obrad, którą nasz prezydent zdobył z marszu, tak samo jak krzesło.

A kiedy prezydent już pokonał te wszystkie przeszkody, to się bardzo wyluzował, bo osiągnął sukces. Tak mu się przynajmniej wydawało. Siedział więc wyluzowany, poklepywał premiera i czekał na swoją wymarzoną debatę o Gruzji.

Czekał i czekał, i się bardzo nudził. Ciekawiej było w kraju, gdzie go wszyscy zaczepiali i wypytywali o tę wojnę o samolot. A tu, w Brukseli, nudy. W jakimś niezrozumiałym języku przemawiają. Nie wiadomo, o co chodzi. No to wyszedł. Do swoich ministrów, bo to ludzie weseli i skorzy do umysłowej rozrywki.

I wyobraźcie sobie Państwo, że jak tylko nasz prezydent wyszedł, to podstępny Francuz Sarkozy zarządził debatę o Gruzji. Czyli o tym, na co prezydent Kaczyński tak czekał. Po to do Brukseli przyleciał. O to stoczył zwycięską wojnę z Tuskiem.

Wysłali zaraz za naszym prezydentem umyślnego ministra. - Hop, hop, panie prezydencie - nawoływał minister - zaczęli debatować o Gruzji, proszę się pospieszyć. Prezydent nawet to wołanie usłyszał, ale okazało się, że oddalił się na całe 120 metrów od europejskiego parlamentu. Morderczy dystans! Kaczyński biegł najszybciej jak tylko mógł. Wiedział bowiem, że od tego biegu zależy nie tylko jego pozycja w wojnie z Tuskiem, ale los Gruzji, Rosji, Europy, całego świata wreszcie. Pędził zatem, jak błyskawica. Jak szybkonoga gazela, gnał przez korytarze. Wreszcie dopadł drzwi, rozwarł je szeroko i wpadł na salę.

A tam już nikogo nie było, bo cała debata o Gruzji trwała dwie minuty, czyli tylko o 30 sekund dłużej niż słynna walka o mistrzostwo świata Andrzeja Gołoty z Lennoksem Lewisem.

No to ja przepraszam bardzo. To po to nasz prezydent pokonuje niewyobrażalne trudności? Po to naraża swoją reputację? Dla dwóch minut!!!

A teraz trochę poważniej, chociaż trudno tu zachować powagę. Każda konferencja, a zwłaszcza taka na najwyższym szczeblu międzynarodowym ma swoją agendę, czyli program. I w tym programie jest napisane: Od tej do tej będziemy omawiali sytuację w Gruzji. Będzie przemawiał ten i ten. Do dyskusji zgłosili się ci i ci. Tak, że dla wszystkich jest w miarę jasne kto, gdzie i kiedy.

Tylko nie dla naszego prezydenta, bo wyszedł przed najważniejszym dla siebie momentem, momentem, o który stoczył morderczy bój z Tuskiem.

Przypomina mi się sytuacja z ministrem sprawiedliwości w rządzie Suchockiej Zbigniewem Dyką. Udał się on swego czasu do Sejmu na głosowanie votum nieufności dla swego rządu. Bardzo się spiął i spieszył, niczym Kaczyński. I kiedy już prawie wchodził na salę, dopadła go sraczka, więc udał się do toalety. A jak już z niej wyszedł, to było po przysłowiowych ptakach. Rząd upadł z powodu braku jednego głosu - głosu ministra Dyki.

I jeszcze jedno: tydzień temu napisałem, że nie trzeba kompromitować prezydenta, bo on sam się wystarczająco kompromituje. Nie trzeba przed nim chować krzesła, bo i tak go nie znajdzie. I tak się stało.

Wideo

Komentarze 15

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
czytelnia prasy
W dniu 31.10.2008 o 19:04, 999 napisał:

ja uparcie swoje. wszystko bardzo ładnie,ja zadałem pytanie, Pan na nie odpowiedział. nawet podał Pan znane nazwisko, a raczej inicjał AM, który i mi nie jest obcy.jedno małe ale. nie podał Pan żADNYCH konkretów.:wystarczy przejrzeć kilka numerów wcześniej", "jakie afery odkryła a jakich nie", "które wydarzenia opisywano które pomijano".to nie są odp na moje pytanie. pisze pan przekonująco.ale żadnych konkretów. później szybko Pan dodaje że to nie tylko GW, ale wszystkie media czy gazety tak robią- o zgrozo!!wszystkie-czyli żadna.tak jak nasza dyskusja-bez konkretów-czyli żadna. o wszystkich gazetach czyli o żadnej.ja mówiłem o jednej - o GW.czekam na konkrety. i jeszcze jedno-pytanie prowokato:prosze się zastanowić, czy gdyby KK od którego zaczęliśmy, nie optował po przeciwnej str politycznej z równie wysokim-jak Pan uważa-natężeniem przeszkadzałoby to Panu równie mocno?


1. Nie mam tyle czasu, aby grzebać w poprzednich numerach gazety i wyszukiwać konkretne przykłady. Jak mnie zatrudnią w instytucji analizującej treść prasy, chętnie poszukam. Kto uważnie i w miarę regularnie czyta GW, ten wie, o co chodzi.

2. Nie zostałem właściwie zrozumiany albo nieuczciwie przypisuje mi się niecne zamiary - ucieczkę od tematu. Moją intencją było natomiast wskazanie, że to nie jedyna GW tak postępuje. Może być co najwyżej przykładem. Zjawisko jest szersze i, jak zauważyli wyżej inni dyskutanci, nie dotyczy tylko wspierania jednej partii, ale raczej całego światopoglądu. Dzieje się to w taki sposób, by uniemożliwić (zakrzyczeć, ocenzurować, dorobić gębę) prezentację innych.

3. Myśli Pan, że lubię takie niewinne z pozoru pytania z ukrytym w nich ciężkim zarzutem stronniczej niewiarygodności? Odpowiem tak: byłoby mi miło, gdybym mógł znaleźć w Białymstoku choć jedną w miarę poczytną gazetę, która nie angażowałaby się tak bardzo tylko po jednej stronie.
999
W dniu 31.10.2008 o 10:40, czytelnia prasy napisał:

Szanowny Panie!Właśnie o to chodzi, że to nie tylko felietony naczelnego.Teraz może mniej jest przykładów, bo rządzą "właściwi", a do wyborów daleko, ale wystarczy przejrzeć numery sprzed paru miesięcy, roku, dwóch...Kogo atakowano, a kogo nie? Jakie wydarzenia opisywano, a które przemilczano (i tak nadal). Co uwypuklano, a co odnotowywano zdawkowo? Jakie były komentarze? To wszystko jest jednoznaczne.Choćby przykład artykułów AM, która przedstawiała się jako bezkompromisowa tropicielka bezprawia, swego rodzaju lokalny dziennikarz śledczy. Co i komu wyśledziła? Jakie afery tropiła, a jakich nie? Której władzy opłacało się podpaść, a której nie? Gdzie tu bezstronność?I tak dzieje się nadal. To, co u poprzednich rządzących było niedopuszczalną zbrodnią, uzurpacją i ostateczną kompromitacją, u obecnej okazuje się drobnym przeoczeniem, pomyłką bez znaczenia, więc często nawet nie warto o tym pisać lub co najwyżej życzliwie obrócić w żart.A do tego, jak wyżej zauważyli dyskutanci, nie chodzi tu tylko o "Współczesną"! To samo dotyczy wielu tytułów w całej Polsce. Nie tylko prasy, ale i innych mediów. Dlaczego raptem wszyscy kogoś atakują mimo braku powodów? Dlaczego najpierw ogłasza się z hukiem o odkryciu afery, a potem cichutko prostuje nieprawdziwe informacje o powyższym? Dlaczego nagłaśnia się i rozpowszechnia insynuacje zawsze przeciwko jednym, a zawsze w interesie drugich?I tak codziennie, żeby ludzie nabrali przekonania, kto jest groźnym wilkiem, a kto beztroskim, uśmiechniętym barankiem?Kto to nakręca? Kto dba, by "niezależne" media w swej masie nigdy nie pomyliły, kogo chwalić, a kogo ganić? I to wbrew faktom!Dlaczego robią z nas durniów?


ja uparcie swoje. wszystko bardzo ładnie,ja zadałem pytanie, Pan na nie odpowiedział. nawet podał Pan znane nazwisko, a raczej inicjał AM, który i mi nie jest obcy.jedno małe ale. nie podał Pan żADNYCH konkretów.:wystarczy przejrzeć kilka numerów wcześniej", "jakie afery odkryła a jakich nie", "które wydarzenia opisywano które pomijano".to nie są odp na moje pytanie. pisze pan przekonująco.ale żadnych konkretów. później szybko Pan dodaje że to nie tylko GW, ale wszystkie media czy gazety tak robią- o zgrozo!!wszystkie-czyli żadna.tak jak nasza dyskusja-bez konkretów-czyli żadna. o wszystkich gazetach czyli o żadnej.ja mówiłem o jednej - o GW.czekam na konkrety. i jeszcze jedno-pytanie prowokato:prosze się zastanowić, czy gdyby KK od którego zaczęliśmy, nie optował po przeciwnej str politycznej z równie wysokim-jak Pan uważa-natężeniem przeszkadzałoby to Panu równie mocno?
h
happy citizen
W dniu 31.10.2008 o 13:44, KryCHA napisał:

Ja uważam, że w przypadku Pana happy citizen nie wchodzi w grę tresura umysłu. Brak jest jednego elementu do tresury... Happy citizen najpierw zachwala gazetę pisząc: "Fajny artykuł"; i że "cały naród" (???) wstydzi się prezydenta, a później poleca inne gazety do przeglądu prasy, takie "które przekazują uczciwe komunikaty normalnym językiem". Fernando Pessoa w Księdze Niepokoju pisał: Jest coś, co mnie bardziej zdumiewa niż głupota, z jaką większość ludzi przeżywa swoje życie: inteligencja zawarta w tej głupocie.


Czy wstydząc się Prezydenta nie można polecać innej prasy?Żeby "inteligencja",która go wybierała była zadowolona?
K
KryCHA

Ja uważam, że w przypadku Pana happy citizen nie wchodzi w grę tresura umysłu. Brak jest jednego elementu do tresury... Happy citizen najpierw zachwala gazetę pisząc: "Fajny artykuł"; i że "cały naród" (???) wstydzi się prezydenta, a później poleca inne gazety do przeglądu prasy, takie "które przekazują uczciwe komunikaty normalnym językiem".
Fernando Pessoa w Księdze Niepokoju pisał: Jest coś, co mnie bardziej zdumiewa niż głupota, z jaką większość ludzi przeżywa swoje życie: inteligencja zawarta w tej głupocie.

h
happy citizen
W dniu 31.10.2008 o 11:05, czytelnia prasy napisał:

O proszę! I jest rezultat, o którym pisałem.Załapał! Tresura umysłu się udała!Sądząc po poziomie umysłowości i kultury wyrażonym w języku wypowiedzi, to idealny target propagandy. Powtarza jak papużka wpajane mu klisze: Kaczka (i inne odmiany nazwiska - już nikogo nie oburza taki niegodny chwyt), skłonność do urazy, niska inteligencja (udaje się to wmówić mimo profesury! Majstersztyk!), wstyd (to jest kluczowe - z naciskiem wmawiają to wszystkim od 20 lat), upartość.Pogratulować skuteczności!Czy nie ma sposobu, by uwolnić się od tego? Czy nikt nigdy nie będzie używał normalnego języka i kierował do nas uczciwych komunikatów?I co? Czy Orwell się mylił?


Tresura umysłu?Proszę się zastanowić nad własnym poziomem intelektualnym.I nie obrażać innych,na podstawie tekstu.Polecam inne gazety z czytelni prasy.Przecież są takie,które przekazują uczciwe komunikaty normalnym językiem.
c
czytelnia prasy
W dniu 31.10.2008 o 10:49, happy citizen napisał:

Fajny artykuł.Ale,jak Kaczka przeczyta,to się straszliwie obrazi.(w końcu jest w jedynym,zrozumiałym dla niego języku)I może nawet proces wytoczy..o zniesławienie.Cymbał na fotelu prezydenckim,za którego cały naród się wstydzi.Ale ważne,że ma wizję o drugiej kadencji.I uparcie w nią wierzy...


O proszę! I jest rezultat, o którym pisałem.
Załapał! Tresura umysłu się udała!
Sądząc po poziomie umysłowości i kultury wyrażonym w języku wypowiedzi, to idealny target propagandy. Powtarza jak papużka wpajane mu klisze: Kaczka (i inne odmiany nazwiska - już nikogo nie oburza taki niegodny chwyt), skłonność do urazy, niska inteligencja (udaje się to wmówić mimo profesury! Majstersztyk!), wstyd (to jest kluczowe - z naciskiem wmawiają to wszystkim od 20 lat), upartość.
Pogratulować skuteczności!

Czy nie ma sposobu, by uwolnić się od tego? Czy nikt nigdy nie będzie używał normalnego języka i kierował do nas uczciwych komunikatów?
I co? Czy Orwell się mylił?
h
happy citizen

Fajny artykuł.Ale,jak Kaczka przeczyta,to się straszliwie obrazi.(w końcu jest w jedynym,zrozumiałym dla niego języku)I może nawet proces wytoczy..o zniesławienie.Cymbał na fotelu prezydenckim,za którego cały naród się wstydzi.Ale ważne,że ma wizję o drugiej kadencji.I uparcie w nią wierzy...

c
czytelnia prasy
W dniu 31.10.2008 o 00:11, 999 napisał:

może jestem mniej bystry a może rzadziej od Pana kupuję gw, ale nie zauważam by przesłanie gazety było na tyle pro PO-wskie żeby można ją było nazwać organem jakiejkolwiek partii..oczywiście,widać po którj str stoi kk, wystarczy przeczytać kilka felietonów, ale moim zdaniem nie rzutuje to w aż tak zanacznym stopniu na całą gazetę, na jej informacyjną stronę.może to idealistyczne podejście ,ale właśnie tak uważam.napr widzi pan jakąkolwiek ideologię w jej codziennych wydanaich, pomijając to co pisze kk? /bo z tego co wiem jak każdy szanujący się naczelny machnie tam raz na tydzień felitonik i tyle go widzieli/...nie wiem czy gazeta za czasów kk zeszła na psy-nie czytam jej ani tak długo ani wiernie.wiem jedno-jest wW MIARĘ rzetelną gazetą jeśli chodzi o informacyjną funkcję i moim zdaniem nie zasługuje na miano sługusa jakiejkolwiek ideologii.tak to widzę


Szanowny Panie!
Właśnie o to chodzi, że to nie tylko felietony naczelnego.
Teraz może mniej jest przykładów, bo rządzą "właściwi", a do wyborów daleko, ale wystarczy przejrzeć numery sprzed paru miesięcy, roku, dwóch...
Kogo atakowano, a kogo nie? Jakie wydarzenia opisywano, a które przemilczano (i tak nadal). Co uwypuklano, a co odnotowywano zdawkowo? Jakie były komentarze? To wszystko jest jednoznaczne.
Choćby przykład artykułów AM, która przedstawiała się jako bezkompromisowa tropicielka bezprawia, swego rodzaju lokalny dziennikarz śledczy. Co i komu wyśledziła? Jakie afery tropiła, a jakich nie? Której władzy opłacało się podpaść, a której nie? Gdzie tu bezstronność?
I tak dzieje się nadal. To, co u poprzednich rządzących było niedopuszczalną zbrodnią, uzurpacją i ostateczną kompromitacją, u obecnej okazuje się drobnym przeoczeniem, pomyłką bez znaczenia, więc często nawet nie warto o tym pisać lub co najwyżej życzliwie obrócić w żart.
A do tego, jak wyżej zauważyli dyskutanci, nie chodzi tu tylko o "Współczesną"! To samo dotyczy wielu tytułów w całej Polsce. Nie tylko prasy, ale i innych mediów. Dlaczego raptem wszyscy kogoś atakują mimo braku powodów? Dlaczego najpierw ogłasza się z hukiem o odkryciu afery, a potem cichutko prostuje nieprawdziwe informacje o powyższym? Dlaczego nagłaśnia się i rozpowszechnia insynuacje zawsze przeciwko jednym, a zawsze w interesie drugich?
I tak codziennie, żeby ludzie nabrali przekonania, kto jest groźnym wilkiem, a kto beztroskim, uśmiechniętym barankiem?
Kto to nakręca? Kto dba, by "niezależne" media w swej masie nigdy nie pomyliły, kogo chwalić, a kogo ganić? I to wbrew faktom!
Dlaczego robią z nas durniów?
999
W dniu 30.10.2008 o 23:05, Platoniusz napisał:

Panie 999, właśnie o to chodzi, że w „swojej” gazecie red. Kruszewski może pisać o swoich poglądach politycznych. Nawet na tyle czytelnie, żeby nie posługiwać się przykrywką obiektywizmu (zresztą tego nie potrafi – jak widać). Wydaje mi się, że komentatorom na forum nie chodziło o to, żeby mu zabraniać pisania o tym z czym się identyfikuje, tylko o to, żeby takie zjawisko nazwać po imieniu – ORGANEM prasowym partii politycznej – w tym wypadku PO. Chodzi o to, że polskie partie polityczne mają swoje tytuły prasowe, powiązani są z nimi finansowo i organizacyjnie (ich sprawa), natomiast są też gazety, które nazywają się niezależne, natomiast w rzeczywistości uprawiają politykę - tak jak w tym przypadku Gazeta Współczesna kierowana przez red. Nacz. K. Kruszewskiego.Szkoda tylko, że Współczesna pod kierownictwem KK zeszła na psy. Bo można oczywiście mieć własne poglądy polityczne i nawet je publicznie prezentować i ich bronić, ale trzeba też dopuszczać inne opinie i poglądy. Przykładem jest np. tygodnik WPROST kierowany przez red. Stanisława Janeckiego, który nie ukrywa swoich prawicowych sympatii, ale zawsze w tym tygodniku można znaleźć poglądy innych opcji w tym lewicowych.


może jestem mniej bystry a może rzadziej od Pana kupuję gw, ale nie zauważam by przesłanie gazety było na tyle pro PO-wskie żeby można ją było nazwać organem jakiejkolwiek partii..oczywiście,widać po którj str stoi kk, wystarczy przeczytać kilka felietonów, ale moim zdaniem nie rzutuje to w aż tak zanacznym stopniu na całą gazetę, na jej informacyjną stronę.może to idealistyczne podejście ,ale właśnie tak uważam.napr widzi pan jakąkolwiek ideologię w jej codziennych wydanaich, pomijając to co pisze kk? /bo z tego co wiem jak każdy szanujący się naczelny machnie tam raz na tydzień felitonik i tyle go widzieli/...nie wiem czy gazeta za czasów kk zeszła na psy-nie czytam jej ani tak długo ani wiernie.wiem jedno-jest wW MIARĘ rzetelną gazetą jeśli chodzi o informacyjną funkcję i moim zdaniem nie zasługuje na miano sługusa jakiejkolwiek ideologii.tak to widzę
P
Platoniusz

Panie 999, właśnie o to chodzi, że w „swojej” gazecie red. Kruszewski może pisać o swoich poglądach politycznych. Nawet na tyle czytelnie, żeby nie posługiwać się przykrywką obiektywizmu (zresztą tego nie potrafi – jak widać). Wydaje mi się, że komentatorom na forum nie chodziło o to, żeby mu zabraniać pisania o tym z czym się identyfikuje, tylko o to, żeby takie zjawisko nazwać po imieniu – ORGANEM prasowym partii politycznej – w tym wypadku PO.

Chodzi o to, że polskie partie polityczne mają swoje tytuły prasowe, powiązani są z nimi finansowo i organizacyjnie (ich sprawa), natomiast są też gazety, które nazywają się niezależne, natomiast w rzeczywistości uprawiają politykę - tak jak w tym przypadku Gazeta Współczesna kierowana przez red. Nacz. K. Kruszewskiego.

Szkoda tylko, że Współczesna pod kierownictwem KK zeszła na psy. Bo można oczywiście mieć własne poglądy polityczne i nawet je publicznie prezentować i ich bronić, ale trzeba też dopuszczać inne opinie i poglądy. Przykładem jest np. tygodnik WPROST kierowany przez red. Stanisława Janeckiego, który nie ukrywa swoich prawicowych sympatii, ale zawsze w tym tygodniku można znaleźć poglądy innych opcji w tym lewicowych.

999

hmmmm...aż się zamyśliłem. i chyba czegoś tu nie rozumiem. przeczytałem felieton kk. przeczytałem panów komentarze. nie znam pana kk, ale tak se myśle.. abstrahując od wszystkiego...czy w tym kraj...nie, wróć, miało być abstrahując. więc-czy już nie można mieć jakichkolwiek czy prawicowych czy lewicowych -poglądów, przmyśsleń , refleksji?czy to będąc naczelnym czy nie? i czy to coś złęgo że owe poglądy wypowiada się an łamach swojej gazety?i jest to na tyle czytelne ze każdy to może odczytać-a nie manipulując pod przykrywką tzw. obiektywizmu?

G
Gość

Już dawno pisałem, że Współczesna to organ PO. Tyszkiewicz i Kruszewski to kumple.

C
Cogito

Szanowny Panie Apolinary Gaz-Gazowski!

Postawa Red. Nacz. Gazety Współczesnej, byłego działacza opozycji sprowadza się właśnie do naśladownictwa guru salonowego Adama Michnika. Pamiętam doskonale okres tego bezmyślnego zapatrzenia w Michnika, ludzi z dawnej białostockiej opozycji: Kredka, Paliniaka, Suszczyka, Raubego, Werpechowskiej, Tyszkiewicza i innych tworzących wówczas Unię Demokratyczną (najpierw ROAD).

Rafał Ziemkiewicz najtrafniej chyba ujął to w książce „Michnikowszczyzna Zapis choroby” cyt. „Z jednej strony upajają się własną tolerancją, powtarzając za Wolterem „nienawidzę tego, co mówisz, ale oddam życie, abyś mógł to mówić” - z drugiej, jeśli ktoś mówi nie po jego myśli, staje na głowie, żeby mu zatkać gębę. Zdanie odmienne można tolerować tylko jeśli jest odmienne w niewielkim stopniu i głoszone przez kogoś, za kim nie stoi realna siła.”

Michnikowszczyzna - to nie tylko zespół głoszonych przez Michnika tez i postulowanych przez niego zachowań. To grono ludzi współtworzących jego propagandową linię w „Wyborczej" i w innych, poddających się jej wpływowi, mediach. To przede wszystkim liczne grono adresatów tej propagandy, związanych z Michnikiem emocjonalnie w stopniu nie mniejszym, niż wykpiwane na salonach moherowe babcie przepojone są podziwem dla księdza Rydzyka. To rzesza polskich inteligentów i jeszcze liczniejsza - półinteligentów, którzy ulegli graniczącemu z amokiem uwielbieniu dla redaktora naczelnego „Wyborczej" jako wyroczni etycznej, politycznej i intelektualnej.

Ci ludzie wydają mi się ciekawsi niż sam Michnik. Jak to możliwe, jak dało się to zrobić, że powszechna opinia, tyleż bezkrytycznie, co z histeryczną wręcz zajadłością, przyjęła za pewnik, że człowiek głoszący tezy nader wątpliwe i publicysta zaprzeczający sobie w co drugim zdaniu, jest wielkością? I to tak niekwestionowaną, iż wszelka próba polemiki czy weryfikacji jego wielkości sama w sobie kompromituje i wyrzuca poza nawias cywilizowanej debaty publicznej każdego, kto by się jej podjął?

A
Apolinary Gaz-Gazowski

Zdecydowanie zgadzam się, że to, co wyprawiają tutejsze środki masowego przekazu, w tym prasa, w tym GW, w tym KK, jest zadziwiające i wymagające komentarzy i nagłośnienia.

Wydaje się, że opisywana wyżej postawa nie jest wynikiem zaawansowanej postaci idiotyzmu RED naczelnego, choć przyznam się, że nie znam go osobiście, więc mogę się mylić. Zatem pozostaje do wyjaśnienia czy jest to naiwna forma naśladownictwa osób, które uznaje za swoje guru, nieudolne podlizywanie się salonowi i próba wślizgnięcia się tam przez szparę pod drzwiami, czy też współsprawstwo (rozumiane jako aktywne tuszowanie przestępstw, kierowanie uwagi na niewłaściwe tory w uzgodnieniu z osobami pełniącymi kierowniczą rolę).

Faktem jest, że z artykułów w tutejszej prasie o wielu ważnych sprawach nie sposób się dowiedzieć, oceny zawarte są nie w oddzielnym komentarzu, ale już poprzez ukształtowanie języka opisu. Dobór tematyki tendencyjny, oceny osób i sytuacji zależne od ich usytuowania towarzysko-politycznego.

Czy taka sytuacja jest obojętna właścicielowi? Liczy się tylko sprzedaż i zysk? Zaznaczam, że dotyczy to nie tylko GW, ale i pozostałych.

Słusznie podjęto również wątek szerszych podstaw moralno-ideologicznych. Kształtowanie zbiorowego odbioru wydarzeń i pojmowania rzeczywistości przez kolejnych małych michników jest niezwykle groźne dla sfery publicznej i całego społeczeństwa.

Też nie mogę się nadziwić, jak ludzie najpierw walczący o wolność i przeciwko totalitaryzmowi, następnie tak łatwo oddają się we władanie tych, którzy chcą narzucić społeczeństwu jednolite poglądy, wszelkimi metodami ograniczają zakres debaty publicznej, brutalnie i bez skrupułów starając się usunąć wszystkich, którzy mają inne zdanie.

I do tego metody, jakimi to czynią! Szkolili ich specjaliści od dezinformacji? Te ogólnopolskie kampanie we wszystkich mediach! Imponujące akcje! A ile szkodliwych skutków!

Czy Wydział Prasy KC jeszcze istnieje? Skąd to się bierze, że tylu ich reaguje jak na zawołanie zawsze w interesie tylko jednej opcji politycznej?

C
Cogito

Prezydencji RP - kontra "wydatny nos" Konrada Kruszewskiego

No proszę, mój ulubiony „felietonista” Gazety Współczesnej po raz kolejny nie omieszkał dokopać kaczorowi (nie chodzi tu oczywiście o Donalda), ale najważniejszego kaczora w RP, pełniącego funkcję Prezydenta kraju, w którym Kredek może swobodnie pisać to co mu się akurat podoba. Ale co tym razem „wydatny nos” Konrada Kruszewskiego mu podpowiedział? Ano to, że Prezydent Kaczyński zamierza wykończyć pewną zootechniczkę, absolwentkę Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, która karierę dziennikarską rozpoczęła w stanie wojennym zatrudniając się w Programie III Polskiego Radia. (co w tym czasie porabiał KK, czy aby nie walczył z cenzurą o wolność słowa?).
K.K. pisze: „Groźba poważna, bo straszy się wykańczaniem. Czekam teraz, co zrobi prokuratura.” Właściwie, zważywszy na dotychczasową „twórczość” Kruszewskiego, to nic nowego, można nawet pomyśleć, że wykazał się dziennikarską czujnością w obronie biednej zootechniczki, którą „prezydent RP w sposób haniebny straszył”. No tak, nic nowego, gdyby nie pewne inne zastraszanie wspomnianej zootechniczki, także przez prezydenta RP, tym razem jednak byłego Prezia - Aleksandra Kwaśniewskiego. Otóż, gdy pewna niemiecka gazeta wydawana w Polsce, uchodziła jeszcze za niezależną i opisała zeznania lobbysty Dochnala, który powiedział katowickim prokuratorom, że biznesmeni Aleksander Schneider i Aaron Frenkel - prezes firmy Loyd's Investments (Polska) Corporation byli "bezpośrednio związani z pokrywaniem różnorodnych wydatków ówczesnej głowy państwa - Pana Kwaśniewskiego" oraz o jego tajnych kontach w Szwajcarii, nasza zootechniczka zapytała o to Prezia przed kamerami telewizji publicznej. Cóż on wtedy w świetle jupiterów odpowiedział absolwentce SGGW? Cytuję: „Czy ja mam panią udusić?” – tak to były słowa Prezia. Kto nie wierzy może sprawdzić w „goglach”. Jak myślicie państwo, co wtedy wydatny nos” Konrada Kruszewskiego podpowiedział mu? Czy aby nie to że to „haniebne zastraszenie” i groźba utraty życia, można to pewnie sprawdzić w archiwum Gazety Współczesnej, choć uprzedzam, że to strata czasu. To jest właśnie kwestia „wydatnego nosa” Konrada Kruszewskiego, bo jak to śpiewał Jacek Kaczmarski, nos zdradza…

Dodaj ogłoszenie