Kiedy córka staje się rywalką matki...

Redakcja
Nie wierzę, że sąsiedzi nie zauważyli, iż z tą rodziną jest coś nie tak... - podkreśla Wiesława Gołąbek
Nie wierzę, że sąsiedzi nie zauważyli, iż z tą rodziną jest coś nie tak... - podkreśla Wiesława Gołąbek
Region. O kazirodztwie, roli ofiary w rodzinie i naszej odpowiedzialności za to, co stało się w Grodzisku, z psychologiem Wiesławą Gołąbek rozmawia Joanna Jarmołowska

Kiedy stykamy się z tak kontrowersyjną sprawą, zadajemy sobie pytanie: Jak mogło dojść do takiego dramatu?

- Sama od początku się zastanawiałam, o co w tym wszystkim chodzi? Kiedy pojawiły się pierwsze telefony dziennikarzy, wieloletnie doświadczenie nie pozwoliło mi wierzyć, że matka nie wyczuwała tragedii, która zaczęła się w jej domu. To wydarzenie jest przede wszystkim potwornym cierpieniem młodej kobiety, która znalazła się w miejscu, gdzie nikt nie chciał jej wesprzeć. Kiedy docierały do mediów słowa matki, która opowiadała, jak zamykają się drzwi pokoju, a ona oglądała w tym czasie telewizję, wtedy można było odczuć złość - jak można było nic nie zrobić?!

Przyzwolenie na kazirodztwo nie tylko prowadzi do seksualnych zaburzeń ofiary, ale przecież musi wynikać z zaburzeń psychologicznych kata i nieprawidłowego funkcjonowania rodziny...

- Przede wszystkim istnieją nierówne pozycje partnerów. W normalnych rodzinach oczywiste jest dążenie do partnerstwa i wymiany informacji, wzajemny szacunek, podział ról odbywa się dość spontanicznie. W rodzinie z zaburzoną komunikacją jedna z osób dąży do dominacji i przejmuje władzę nad innymi członkami rodziny.

Taka władza jest zazwyczaj całkowita, bezkonkurencyjna i oparta na przemocy: zastraszanie, poniżanie i udowadnianie, że ta druga strona jest mało warta. Pojawia się pytanie: Dlaczego partner się na to zgadza? Z badań, które zostały przeprowadzone w rodzinach z zaburzoną komunikacją, wynika, że do takiej roli ofiary lub kata partner przygotowywał się w swojej rodzinie, tam się nauczył podporządkowania, agresji, przemocy. Dziecko obserwuje, jak funkcjonują rodzice i jak zachowują się w sytuacji konfliktu. Tak naprawdę są to zachowania, które my powielamy dorastając. Trzyletnie dziecko, obserwując awantury, ćwiczy rolę ofiary lub kata. Wyuczona postawa jest mu najlepiej znana, opiera wtedy swoje relacje damsko-męskie na znajomości ról, jakie poznał wcześniej.

Pojawiło się pojęcie "rola ofiary"...

- "Rola ofiary" jest to pojecie psychologiczne. W rodzinach, których dotyka przemoc, toczy się gra, a ich członkowie nieświadomie wpisują się w pewne role. Osoba, która stała się ofiarą, buduje w sobie lęk, ulega naciskom, innych ról nie zna.

Wiele osób nie może uwierzyć w to, jak możliwe jest beznamiętne patrzenie na krzywdę córki. Pojawiają się spekulacje, czy to tylko strach i przerażenie, czy może jednak pod dachem tego domu zrodziła się rywalizacja...

- Bardzo dużo interesujących rzeczy było widać na ekranie. Kiedy ogląda się wypowiedzi matki, widać przede wszystkim takie wychłodzenie, mówienie bez emocji. Twierdziła, że była bezradna, że się bała. Sposób, w jaki mówiła, wzbudza podejrzenie, że to, co się działo w tej rodzinie, bardzo mocno ją uwikłało w odgrywanie swojej roli i utwierdziło w przekonaniu, iż jest gorsza, poniżana i na dodatek w jej rodzinie pojawiła się konkurentka. Tam, gdzie istnieje problem kazirodczy, ten aspekt również występuje.

Matka zostaje odrzucona, jako partnerka życiowa jest zepchnięta na bok, małowartościowa i ma obok rywalkę - własną córkę. Córka zaczyna być osobą, która jej zagraża i wtedy przestaje być postrzegana jako dziecko. Tym bardziej, że w takich rodzinach jest duża tendencja do utrzymania związku. Druga strona często bowiem mówi, że kocha i bardzo jej zależy, żeby nikt się nie dowiedział. To nie jest tylko rola ofiary, to jest również wewnętrzna potrzeba bycia przy sprawcy, przekonanie, że kiedy z nim przebywa, jest łatwiej...

Czy w takim razie można matkę obarczać jakąkolwiek winą?

- Fakt, że przez tyle lat nic nie mówiła, bo - jak wyjaśniała - się bała, w moim przekonaniu jej nie tłumaczy. W toku wydarzeń nic takiego się bowiem ostatnio nie stało, żeby nagle poczuła odwagę... Dlaczego dopiero teraz?

Zachodnia prasa porównuje historię tej rodziny z historią Austriaka Jozefa Fritzla. W tamtym przypadku dodatkowym szokiem była wieloletnia izolacja gwałconej córki sprawcy...

- Tu nie było tak kompletnej izolacji, jaka miała miejsce w Austrii, ale generalnie rodziny zaburzone dążą do utrzymania izolacji z otoczeniem. Na zewnątrz wyglądają jak inne typowe rodziny, ale kontakty np. z sąsiadami czy dalszą rodziną są zawsze bardzo zawężone.

Nie jest łatwo rozpoznać przypadki molestowania seksualnego. Jak usłyszeć wołanie o pomoc?

- Ofiara molestowania seksualnego zawsze daje znaki. Jest nadpobudliwa, drażliwa, czasem prowokacyjna w swoim zachowaniu. Jest szereg objawów, które komunikują, że coś się dzieje z dzieckiem. Myślę, że w szkole jest to możliwe do rozpoznania. Choć prowadzenie terapii, zajmowanie się takim dzieckiem to nie jest łatwa sprawa. Dodatkowo trzeba podkreślić, że sprawca nie jest przecież zainteresowany ujawnieniem takiej sprawy i zrobi wszystko, żeby zaprzeczyć. A im starsze dziecko, tym głębiej to wszystko wchodzi jego psychikę.

W przypadku rodziny z Grodziska rozgłos jest ogromny. Jakie mogą być tego konsekwencje dla ofiar?

- Zawsze jest tak, że kiedy wokół nas jest rozgłos, stajemy w centrum zainteresowania. To zainteresowanie daje nam szansę, by choć przez chwilę poczuć się ważnym. Chodzi jednak o to, by nie wywołało ono przekonania, że to jest jedyny pozytywny moment w życiu kobiety: że były ofiarami przez całe życie podporządkowanymi mężowi, zdominowanymi i teraz dzięki temu wzbudzają zainteresowanie... Ta chwila w błysku fleszy nie może wywołać uczucia gratyfikacji czegoś, co moralnie jest naganne i trudne do zaakceptowania.

A może ta sprawa to już nie tylko dramat jednej rodziny, ale dramat naszej społecznej bezradności i obojętności?

- Zawsze, kiedy wyjdzie na jaw taki dramat, okazuje się, że więcej osób jest w to zaangażowanych... Radio, prasa i telewizja powinny trzymać się pewnych granic i dbać, aby nie zostały nadmiernie naruszone. Ludzkie cierpienie nie może stać się pożywką dla tłumów. Tak naprawdę może być to kolejny sposób na wywołanie w społeczeństwie ciekawości, szoku, kontrowersji, ale nie wyniknie z tego zmiana naszych postaw i zachowań.

Tak naprawdę bowiem wielu z nas wcale nie chce ingerować w to, co się dzieje za drzwiami naszych mieszkań. Otoczenie nie chce się w to mieszać ze względu na konsekwencje, jakie mogą się pojawić. Takie tłumaczenie, że nic się tam nadzwyczajnego nie zdarzyło, czy też że nic nie mogliśmy zrobić, jest jakby podświadomym sposobem na zdjęcie winy z własnego karku. Myślę, że nie jest możliwe, by sąsiedzi nie zauważyli, że z tą rodziną jest coś nie tak, jest ona zdecydowanie inna...

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie