reklama

Konie poniosły - dzieci w szpitalu

Wojciech MierzwińskiZaktualizowano 
Ełk. Sprawdźcie, co stało się w stadninie koni przy ulicy Zamkowej. Tam doszło do groźnego wypadku - poinformował nas Czytelnik. Po tym sygnale dotarliśmy do rodziców dziewczynek, które w sobotę podczas jazdy konnej miały wypadek.

- Poniosły je konie. Moja Andżelika spadła i wylądowała w szpitalu z urazem kręgosłupa - nie kryje emocji Piotr Ostrowski.

- A moja Ania ma połamaną w czterech miejscach rękę - mówi Radosław Radziewicz.

Pierwsza przy Andżelice pojawiła się mieszkająca niedaleko stadniny Janina Szuchnicka.

- Usłyszałam tętent kopyt i wisk dzieci. Po chwili zobaczyłam, że tuż obok mojego ogrodu leży dziewczynka. Leciała jej krew z nosa. Płakała, nie mogła się ruszyć. Błagała, żebym zadzwoniła do jej ojca. Przykryłam ją kocem, wezwałam pogotowie, zatelefonowałam do rodziców - mówi Janina Szuchnicka.

10-letnia Ania Radziewicz, jak mówi jej ojciec, sama podniosła się z ziemi. Z połamaną ręką doszła do stadniny.

Rodzice Ani i Andżeliki mają żal do szefa stadniny.

- Przecież ja zdążyłem przyjechać z miasta, zanim obok mojej córki pojawiła się instruktorka jazdy konnej, a do wypadku doszło kilkaset metrów od stadniny. Pytam więc, gdzie była i czy w ogóle była z dziewczynami, które pojechały konno w plener - nie kryje zdenerwowania Piotr Ostrowski.

Te pytania zadaliśmy właścicielowi stadniny. Twierdzi, że instruktorka była z Anią i Andżeliką, lecz po upadku dziewczyn pogalopowała po auto, by zabrać je do szpitala. Kiedy pytaliśmy o inne szczegóły, szef stadniny powiedział, że jest właśnie w Warszawie, szczegółów nie zna, bo nie było go na miejscu. W końcu dał nam numer do instruktorki. Ta przez cały dzień nie odbierała od nas telefonów.

Dziewczyny do stadniny zabrała w sobotę była żona pana Radosława.

- Ta sprawa musi zostać wyjaśniona, przecież moja córka mogła stracić życie. Kto pozwolił dziecku bez wiedzy mojej oraz mojej żony jechać konno w plener? Miała jeździć na placu - martwi się Piotr Ostrowski. - Córka wyszła w środę ze szpitala, musi teraz przez kilka tygodni nosić gorset.

- Tak obie dziewczyny rozpoczną wakacje, moja córka z ręką w gipsie, Andżelika w gorsecie - dodaje Radosław Radziewicz. - Właściciel stadniny nie zadzwonił nawet zapytać, jak czują się dzieci.

Gdy drugi raz dzwoniliśmy do właściciela stadniny, odparł, że szukamy sensacji, a instruktorka odwiedzała dziewczyny w szpitalu.

- Wiemy, że konie to pasja naszych córek. Mamy nadzieję, że wrócą do stadniny, lecz dopiero, kiedy będziemy pewni, że są tam bezpieczne - mówią Radosław Radziewicz i Piotr Ostrowski.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 69

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

P
Pina

wielu ludzi wypowiada się na temat upadków, a częsc z nich nigdy nie miała z ty sportem do czynienia lub wgl wiedzą o koniach tylko to, że "smierdzą". Konie to moja pasja od dziecka. Wiele razy spadałam, czasem poważnie, ale nigdy nie przestałam kochać koni. Moi rodzice wiele razy starali się 'wybic mi konie z głowy' , ale dla jeźdzca to niemożliwe. Potem próbowali rożnych zabezpieczeń, takich jak kamizelka, specjalne strzemiona.. wodze itepe. ale tego nie używałam, bo tak naprawdę na koniu liczą się umiejętności, a nie ilośc akcesorii ochronnych. Tak samo jest z instruktorem. Przecież, on powie jak poprawić dosiad, jak poprawni trzymać wodze, jak dobrze najechać na przeszkode.. ale na koniu siedzi się samemu. Instruktor nawet jak bd obok to nas nie złapie, nie utrzyma. Jak koń się spłoszy, to się spłoszy i nikt nic na to nie poradzi.. takie już są konie. Często sama się boję.. spadam, lecz nikogo za to nie obwiniam, tylko ćwiczę więcej, żeby takie sytuacje się nie powtarzały. Do stadniny p. Krzyśka trafiłam przypadkiem. Koleżanki powiedziały mi, ze tam jezdziły i ze było całkiem dobrze.. wiec i ja pojechałam zobaczyć jak tam jest. Na nowo, po poważnym upadku, uczyłam się tego w czym parę miesięcy wcześniej byłam świetna. Jestem w tej stajni od ponad pół roku i nigdy nie słyszałam, żeby ktoś na nią narzekał.! Panuje tam wspaniała atmosfera... pan Krzysiek kocha wszystkie swoje konie i dba o nie jak tylko potrafi. Jeździectwo to nie sport dla każdego. Utrzyma się w nim tylko osoba z prawdziwą pasją, z mocnymi nerwami, nie bojąca się 'upadków' ,ale przedewszystkim wyrozumiała i z 'wielkim sercem'.

O
Oscarscatic

Słuchajcie !

Przypadkowo trafiłam na stadninę Pana Krzyśka. Pojechałam tam i uczyłam się jeździć. Przez tydzień nauczyłam się wiele i nic mi się nie stało.
Owszem, potrafią uczyć dość "szalenie" , ale sory bardzo, od was też wiele zależy.
Przez ten tydzień byłam świadkiem tylko jednego wypadku , gdy dziewczynka spadła z konia , bo ten się potknął. Nic się jej nie stało.

Pan Krzysiek i instruktorzy z ośrodka starają się być bardzo odpowiedzialni , nawet jeśli tego nie widać.

t
to ja
W dniu 27.06.2009 o 17:54, ~Instruktor~ napisał:

Widze temat ciagnie sie dalej...toczki toczkami kaski kaskami... ale nie zgodze sie z tym, ze czarnej wodzy i wypinaczy uzywaja doswiadczeni jezdzcy. Chodzilem tam dosc czesto i widzialem, ze dzieci skacza przez przeszkody gdy kon ma zalozone wypinacze badz czarna wodze. Zastanowcie sie ile krzywdy mozna koniom w ten sposob zrobic, ja wiem ze zawody sa wazne, ale nie kosztem zdrowia konia, poza tym jak mozna konie ganaszowac i zbierac na sile?za malo pracy dosiadu za duzo piety i ciagajacych rak.a odnosnie ochraniaczy dla jezdzcow. Owszem sa stajnie sporrtowe ktore oferuja jezdzcom kamizelki ochronne, skoro wsadza sie dzieci na mlode (3letnie) i czesto nowe, co za tym idzie nieznane konie moze lepiej zainwestowac w ochrone dzieciakow. Bo konik sie wystraszy a dziecko spadnie i pozniej takie problemy...



Co????? A od kiedy kamizelka chroni od upadku ?? Kamizelka to jest dobra żeby się wypocić chyba i wydać kilkaset złotych bo jedyne co chroni to tułów przed kopem. Szczeże powiem, że też wątpię, że to coś pomoże jakby dostać kopytem w klatkę.
Ł
Łukasz

Słuchajcie, jazda konna to sport zaliczany do ekstremalnych. Zapisując się np. na kickboxing albo narty liczę się z tym, że mogę mieć złamany nos, nogę, rękę a w przypadku nieszczęśliwym zostać kaleką. Sporty ekstremalne są dla ludzi odważnych i trochę szalonych. Te dziewczynki(lub ich rodzice) moim zdaniem zafascynowały się czymś czego w ogóle nie znały. Jeżeli siadając na 700kg żywej masy myślały, że mają do czynienia z dużym kotkiem i wszystko będzie jak na filmie to minęły sie z prawdą. Jestem osobą bezstronną i wypowiadam się żeby wyprowadzić ludzi z błędu. Koń nie jest większą wersją kotka. PZJ też nie zagwarantuje nikomu, że najspokojniejszy koń nie połamie mu gnatów albo kręgosłupa, jeże jeździec nie zapanuje nad koniem. Jeżeli ktoś nie rozumie iż sport niesie ze sobą ryzyko kalectwa to powinnien kupić kablówkę i dać sobie i innym spokój.
Tu popełniono błędy natury formalnej. Rodzice powinni podpisać zgodę na uprawianie sportu ekstremalnego i dogadać kwestię ubezpieczeń NW.
To czy dzieci miały wystarczające umiejętności to sprawa także rodziców, oni powinni skonsultować sprawę z instruktorem i ewentulanie zabronić im wyjazdu, jeżeli są obawy z ich strony. Widocznie dziewczynki jeździły dobrze, ale w chwili stresu straciły głowę. Można spekulować bez końca. Rodzice powinni znać całą sprawę zanim wyjechały w teren.

s
sumire
W dniu 29.06.2009 o 01:58, jola napisał:

Kon zdecydowanie więcej widzi i słyszy, niż niektórzy ludzie


akurat z tym ślepym koniem to chyba o co innego chodziło, zdaje mi się, że to nie była przenośnia...

co do reszty - zabawne, jak niektórzy nie umieją czytać ze zrozumieniem. a może smutne raczej?
j
jola
W dniu 31.05.2009 o 23:48, nos napisał:

Nie wsiąkło nikomu siodło lub uprzęż? Zdrowie tych, co nadal piją i widzą, gdy koń jest ślepy. Zainteresowani zrozumieją o co i kogo chodzi. Pozdrowienia od kumpli z detoksu kowboju.


Kon zdecydowanie więcej widzi i słyszy, niż niektórzy ludzie, szkoda, że nie może mówić.wielu nowobogackich przedsiębiorców ma klapki na oczach, nie widzi nic, prócz zysków.Arogancja właściciela Ośrodka Jeździeckiego wobec poszkodowanych dzieci i ich rodziców jest dowodem na tę tezę.
j
jola
W dniu 28.06.2009 o 19:01, sumire napisał:

ciekawe, ile te "niedoświadczone, skaczące dzieci" miały lat, bo skaczących dzieci to tam nie ma za dużo... i spośród nich tylko jedna jest skłonna do używania dodatkowych pomocy bez potrzeby, za co już wielokrotnie dostała w czapkę.co do młodych koni - nigdy nie widziałam, żeby ktoś początkujący takiego dostał... a w wakacje, kiedy jest największy ruch, często jestem w stajni cały dzień, od zganiania koni z pastwiska rano do wieczornego wypuszczania. i widzę, co chodzi i pod kim.


Od wypadku dzieci minął rok, a temt wcią jest aktualny.Czyżby winnych zaniedbań dręczyło sumienie? ...,,Co i pod kim chodzi" o co chodzi to nikomu nie jest tajemnicą, jak zwykle w biznesie, chodzi o pieniądze.Pan Szmidt tytułuje się Prezesem jakiegoś wirtualnego Polskiego Związku Jeździeckiego (podaję za Radiem 5), ktory nie posiada formalnej rejestracji w KRS, na stronie internetowej osrodka tytułuje się jako ,,główny
Instruktor jazdy konej" , zapewnia klientów , że ,,Jazdy prowadzone są przez odpowiedzialnych i wykwalifikowanych instruktorów jazdy konnej",
ale próżno szukac na stronie informacji o posiadanych uprawnieniach i kwalifikacjach do prowadzenia nauki jazdy konnej przez w/w osoby.Ośrodek nie jest zrzeszony w polskim Ośrodku Jeździeckim, bo prawdopodobnie nie spełnia kryteriów PZJ. Natomiast za swoje usługi pobiera opłaty jak conajmniej ośrodek certyfikowany, pierwszego sortu.Patrzac na cennik , klient faktycznie może być przekonany, że korzysta z usług profesjonalistów.Faktem jest, że za taką kasę nie stać go na ubezpieczenie NW swoich podopiecznych.W takim przekonaniu klientów upewniają lokalne media promując Ośrodek oraz jazdę konną jako rodzinny sport rekreacyjny.To wszystko dzieje się pod patronatem władz samorządowycg Ełku, Prezydenta i Starosty. Polityka prorodzinna zdaje się ma wieksze znaczenie niż bezpieczenstwo dzieci.W ostatnich latach stał się modny wolontariat, więc Pan Szmidt zarejestrował stowarzyszenie, teraz bez problemu może wykorzystywać dzieci i młodzież do opieki nad konmi i utrzymania porządku na terenie ośrodka, zawsze mozna w ten sposób zaoszczędzić na kilku etatyach, a ponoć władze Ełku zabiegają o tworzenie nowych miejsc pracy i promują zatrudnienie? Ponadto mam wątpliwości, czy warunki, w jakich utrzymywane są konie spełniają normy Unijne , a czy budynkami ulegającymi biodegradacji nie powinien zainteresować się nadzor budowlany.Do kompletu przydałaby się jeszcze kontrola Urzędu Skarbowego( opłaty nie kwitowane paragonem lub innym dowodem opłaty)oraz Panstwowej Inspekcji Pracy w związku z zatrudnioną instruktorką. zasrtanawia mnie jedno, czy jakie warunki trzeba spełnić w celu zarejestrowania w urzędzie Miasta działalnosci w zakresie prowadzenia Ośrodka jeżdzieckiego?
w ubiegłym roku w/w osrodek oferował zorganizowany wypoczynek letni obozy jeździeckie dla dzieci i młodziezy.Po wypadku oferta zniknęła ze strony internetowej,a moze to tylko niefortunny zbieg okoliczności?
s
sumire

ciekawe, ile te "niedoświadczone, skaczące dzieci" miały lat, bo skaczących dzieci to tam nie ma za dużo... i spośród nich tylko jedna jest skłonna do używania dodatkowych pomocy bez potrzeby, za co już wielokrotnie dostała w czapkę.
co do młodych koni - nigdy nie widziałam, żeby ktoś początkujący takiego dostał... a w wakacje, kiedy jest największy ruch, często jestem w stajni cały dzień, od zganiania koni z pastwiska rano do wieczornego wypuszczania. i widzę, co chodzi i pod kim.

~Instruktor~

Widze temat ciagnie sie dalej...
toczki toczkami kaski kaskami...
ale nie zgodze sie z tym, ze czarnej wodzy i wypinaczy uzywaja doswiadczeni jezdzcy. Chodzilem tam dosc czesto i widzialem, ze dzieci skacza przez przeszkody gdy kon ma zalozone wypinacze badz czarna wodze. Zastanowcie sie ile krzywdy mozna koniom w ten sposob zrobic, ja wiem ze zawody sa wazne, ale nie kosztem zdrowia konia, poza tym jak mozna konie ganaszowac i zbierac na sile?za malo pracy dosiadu za duzo piety i ciagajacych rak.
a odnosnie ochraniaczy dla jezdzcow. Owszem sa stajnie sporrtowe ktore oferuja jezdzcom kamizelki ochronne, skoro wsadza sie dzieci na mlode (3letnie) i czesto nowe, co za tym idzie nieznane konie moze lepiej zainwestowac w ochrone dzieciakow. Bo konik sie wystraszy a dziecko spadnie i pozniej takie problemy...

s
sumire
W dniu 31.05.2009 o 23:41, nos napisał:

Czyli, Twoim zdaniem, pracownicy ośrodka są bez winy?


bo się zdenerwuję. nie ma to jak podsumować posta jednym zdaniem... to się generalizowanie nazywa. czy ja przypadkiem nie napisałam na samym początku, że nie widziałam wypadku i że nie zamierzam deliberować, czyja wina? w tym, że konie poniosły, wina zapewne czynników zewnętrznych. psa, rowerzysty, traktora na polu, gza na zadzie, grom wie. w tym, że ktoś spadł - bezpośrednio na 90% jeźdźca, pośrednio - pojęcia nie mam. nigdzie nie napisałam i oceniać nie zamierzam, bo - powtarzam - nie było mnie tam w dniu wypadku ani dłuższy czas potem. jedyne, co napisałam w odniesieniu do samego ośrodka, to to o toczkach itd., bo znam ludzi tam pracujących jeszcze z czasów, kiedy ełckiej stajni nie było w planach. a co za tym idzie - także i warunki, jakie panują w stajni. z obserwacji i brania udziału w różnych sytuacjach.
i proszę mi nie wkładać w usta czegoś, czego nie powiedziałam/nie napisałam, bo bardzo, ale to bardzo tego nie lubię.
n
nos

Nie wsiąkło nikomu siodło lub uprzęż? Zdrowie tych, co nadal piją i widzą, gdy koń jest ślepy. Zainteresowani zrozumieją o co i kogo chodzi. Pozdrowienia od kumpli z detoksu kowboju.

n
nos
W dniu 30.05.2009 o 21:16, sumire napisał:

trochę czasu minęło, więc pomijam kwestię wypadku, zresztą mnie tam nie było i nie znam szczegółów. natomiast nieprawdą jest twierdzenie, że... jak to było? aha, że "klubowicze czesto wsiadaja bez toczkow, uzywajac ostrog, wypinaczy i czarnej wodzy". obowiązkiem jeźdźca w ośrodku jest założenie toczka na czas jazdy, natomiast pełnoletnie osoby, które nie chcą w nim jeździć, muszą podpisać stosowne oświadczenie (dzieciom taka możliwość "nie przysługuje"). owszem, zdarza się, że bez toczków jeżdżą osoby posiadające konie prywatne i trzymające je tam w pensjonacie, jednak jedyną usługą świadczoną przez ośrodek jest pensjonat dla koni, zaś jazdy odbywają się na odpowiedzialność właściciela konia (w dowolnym miejscu i czasie; instruktor nie ma obowiązku prowadzenia jazdy).co do wypinaczy, czarnej wodzy i ostróg - ostrogi posiadają niektórzy jeźdźcy, ale tylko ci, którzy jeżdżą wystarczająco długo i posiadają umiejętności przynajmniej na poziomie Brązowej Odznaki. czy wolno ich używać - trzeba przedtem zapytać. wypinaczy i czarnej wodzy używają czasem osoby trenujące konie (tak, są to również młodsze dziewczyny - jeżdżące po kilka lat, startujące w zawodach i wiedzące, jak używać tego sprzętu).natomiast jeśli chodzi o to, że w stajni są toczki, nie kaski - toczek jest podstawowym i wymaganym zabezpieczeniem jeźdźca, jednak na metce wewnątrz jest informacja, iż nie chroni przed poważnymi urazami (nie pamiętam dokładnej treści). więc trzeba czytać, jak się ktoś boi, że sobie rozbije głowę, to może sobie kupić kask. ale nawet na lokalnych (często i regionalnych) nie jest wymagane posiadanie kasku. natomiast na takim podłożu, po którym zwykle jeździ się w ośrodku, jest wystarczający, swój mam od kilku lat, spadałam wielokrotnie, zdarzyło mi się też zahaczyć głową o betonową "framugę", zarysował się zamsz.aha, i jeszcze jakiś zarzut odnośnie braku zabezpieczeń na ręce i nogi dla dzieci - wow, to takie są? jedyne, o jakich słyszałam, to dla koni... cóż ze mnie za laik! jakoś sobie nie wyobrażam usztywnionego nadgarstka czy łokcia, że o kolanie nie wspomnę - przecież to krępuje ruch, owszem, łokcie powinny być zgięte, ale co przy poprawianiu strzemion, popręgu itp.? nadgarstek też pracuje cały czas, że o kolanach nie wspomnę... jak to zabezpieczyć? tak tylko teoretycznie pytam, bo ciekawa jestem... jedyne, co można zabezpieczyć, to dłonie i łydki przed otarciami od skóry wodzy czy siodła, ale z ewentualnymi złamaniami trzeba się liczyć - w końcu sport ekstremalny, a koń choćby najspokojniejszy potrafi się spłoszyć, bo ma to wpisane w naturę... i jakby nie patrzeć, zdecydowana większość upadków jest winą jeźdźca. od tego się ma głowę pod tym toczkiem, żeby myśleć, a jeśli koń poniesie - myśleć szybko. po to instruktorzy godzinami powtarzają "kolana do siodła", "pięta w dół", "ręka zgięta w łokciu", "plecy prosto", żeby się tego pilnować. ułatwia utrzymanie się w siodle, nawet kiedy koń poniesie...


Czyli, Twoim zdaniem, pracownicy ośrodka są bez winy?
s
sumire

trochę czasu minęło, więc pomijam kwestię wypadku, zresztą mnie tam nie było i nie znam szczegółów. natomiast nieprawdą jest twierdzenie, że... jak to było? aha, że "klubowicze czesto wsiadaja bez toczkow, uzywajac ostrog, wypinaczy i czarnej wodzy". obowiązkiem jeźdźca w ośrodku jest założenie toczka na czas jazdy, natomiast pełnoletnie osoby, które nie chcą w nim jeździć, muszą podpisać stosowne oświadczenie (dzieciom taka możliwość "nie przysługuje"). owszem, zdarza się, że bez toczków jeżdżą osoby posiadające konie prywatne i trzymające je tam w pensjonacie, jednak jedyną usługą świadczoną przez ośrodek jest pensjonat dla koni, zaś jazdy odbywają się na odpowiedzialność właściciela konia (w dowolnym miejscu i czasie; instruktor nie ma obowiązku prowadzenia jazdy).
co do wypinaczy, czarnej wodzy i ostróg - ostrogi posiadają niektórzy jeźdźcy, ale tylko ci, którzy jeżdżą wystarczająco długo i posiadają umiejętności przynajmniej na poziomie Brązowej Odznaki. czy wolno ich używać - trzeba przedtem zapytać. wypinaczy i czarnej wodzy używają czasem osoby trenujące konie (tak, są to również młodsze dziewczyny - jeżdżące po kilka lat, startujące w zawodach i wiedzące, jak używać tego sprzętu).

natomiast jeśli chodzi o to, że w stajni są toczki, nie kaski - toczek jest podstawowym i wymaganym zabezpieczeniem jeźdźca, jednak na metce wewnątrz jest informacja, iż nie chroni przed poważnymi urazami (nie pamiętam dokładnej treści). więc trzeba czytać, jak się ktoś boi, że sobie rozbije głowę, to może sobie kupić kask. ale nawet na lokalnych (często i regionalnych) nie jest wymagane posiadanie kasku. natomiast na takim podłożu, po którym zwykle jeździ się w ośrodku, jest wystarczający, swój mam od kilku lat, spadałam wielokrotnie, zdarzyło mi się też zahaczyć głową o betonową "framugę", zarysował się zamsz.
aha, i jeszcze jakiś zarzut odnośnie braku zabezpieczeń na ręce i nogi dla dzieci - wow, to takie są? jedyne, o jakich słyszałam, to dla koni... cóż ze mnie za laik! jakoś sobie nie wyobrażam usztywnionego nadgarstka czy łokcia, że o kolanie nie wspomnę - przecież to krępuje ruch, owszem, łokcie powinny być zgięte, ale co przy poprawianiu strzemion, popręgu itp.? nadgarstek też pracuje cały czas, że o kolanach nie wspomnę... jak to zabezpieczyć? tak tylko teoretycznie pytam, bo ciekawa jestem... jedyne, co można zabezpieczyć, to dłonie i łydki przed otarciami od skóry wodzy czy siodła, ale z ewentualnymi złamaniami trzeba się liczyć - w końcu sport ekstremalny, a koń choćby najspokojniejszy potrafi się spłoszyć, bo ma to wpisane w naturę... i jakby nie patrzeć, zdecydowana większość upadków jest winą jeźdźca. od tego się ma głowę pod tym toczkiem, żeby myśleć, a jeśli koń poniesie - myśleć szybko. po to instruktorzy godzinami powtarzają "kolana do siodła", "pięta w dół", "ręka zgięta w łokciu", "plecy prosto", żeby się tego pilnować. ułatwia utrzymanie się w siodle, nawet kiedy koń poniesie...

P
PrawdeCiPowie

nie macie racjii!!!!!!!!!! oczywiscie moze zwieze byc grozne tak samo jak czlowiek dzisiejsza mlodziez ma mniej serca niz kon!!!! gdyby kazdy tak gadal jak wy to bysmy zadnego spartu nie uprawiali!!! musi byc troszke hardcorrrrruuu w zyciu czlowieka:D:D:D

m
martusia

każdy robi to co kocha np.jazda konno ja jeżdżę już 4 lata i wiele razy spadłam czasami moje koleżanki spadały dosyć groznie wstrząśnienie mózgu itp.lecz nie zrezygnowały z tego bo to kochają oczywiście rodzice mieli przeciwskazania lecz postawiły na swoim i susznie każdy powinienien robić to co kocha!!!!!!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3