Konopie i Wielkanoc. Co je łączy? To jedna z najstarszych tradycji Podlasia

Alicja Olchanowska
Alicja Olchanowska
W Knyszynie co roku organizowane jest kolędowanie z konopielką. Wiosenne pieśni wykonują kompanie pod oknami domostw. Zdjęcie pochodzi z 2006 roku. Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej
Tradycja wiosennego kolędowania istniała na Podlasiu do lat 60. Obecnie mało kto pamięta, czym jest chodzenie z konopielką. Ludowy zwyczaj starają się podtrzymać m.in. Knyszyński Ośrodek Kultury i Podlaski Instytut Kultury Ludowej. Przypominamy, czym charakteryzuje się tradycyjny, wielkanocny obrzęd.

- Planowaliśmy imprezę na 4 kwietnia, ale z powodu ograniczeń wstrzymujemy się z ogłoszeniem terminu. Mam nadzieję, że uda się to zrobić do końca kwietnia - mówi Konrad Szczebiot, dyrektor Knyszyńskiego Ośrodka Kultury.

Chodzi o odtworzenie starego zwyczaju czyli kolędowania z konopielką. Tradycja ta od lat jest kultywowana w Podlaskiem.
Ludowy zwyczaj praktykuje się m.in. na terenie gminy Knyszyn. W zeszłym roku kolędowanie się nie odbyło. Powodem był lockdown. Teraz tradycja ma szansę wrócić do Knyszyna. Wiosenne kolędowanie odbywać się ma w sposób tradycyjny chodząc od domu, do domu i składając gospodarskie życzenia w formie pieśni.

- Nazwa konopielka nawiązuje do konopii - rośliny, którą uważano za symbol płodności. Wierzono, że jeśli się dla panny zaśpiewa konopielkę, wtedy ona szybciej wyjdzie za mąż - wyjaśnia dr Artur Gaweł, dyrektor Podlaskiego Muzeum Kultury Ludowej.

To właśnie to muzeum stworzyło teraz niezwykły teledysk. Pokazane są w nim ludowe tradycje, ale najciekawsze jest to, że w role kolędników wcielają się dyrektorzy kulturalnych placówek z Podlasia, a nawet wicemarszałek województwa podlaskiego Stanisław Derehajło.

-Nie tylko wizualnie, ale i muzycznie i treścią staramy się nawiązać do tych tradycyjnych konopielek, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu były normą, a dziś kto wie... Niech to będzie taki zaczątek - dodaje Agnieszka Skarżyńska.

To ona wpadła na pomysł niezwykłego teledysku. Chciała przypomnieć o konopielkach.

To pieśni ludowe, które wykonywały kapele męskie, najczęściej złożone z samych kawalerów. W każdej kompanii był tzw. zaśpiewajło czyli człowiek gadatliwy, śmiały, znający się na tekstach pieśni i zaznajomiony z mieszkańcami wsi. Wołoczebne, bo też tak nazywał się ten rodzaj kolęd, kierowano do gospodarzy. Życzono im przede wszystkim powodzenia w życiu i urodzajnej ziemi. Wybór adresatów pieśni nie był przypadkowy. Konopielki wykonywano pod oknami domostw, w których mieszkały panny na wydaniu. Z tego powodu chodzenie z konopielką kojarzone jest z zalotami.

Kolędowanie odbywało się w nocy z niedzieli na poniedziałek. W zamian za piękne pieśni, kawalerowie otrzymywali dary w postaci kiełbasy, jajek, ciast czy mocnych trunków. Zebrane produkty konsumowali później podczas wspólnej zabawy tanecznej, na którą przychodziły oczywiście panny.

Dziś regionalny zwyczaj podtrzymuje Kompania Męska z Kalinówki Kościelnej. To jeden z niewielu ludowych zespołów w województwie składający się z samych mężczyzn. Grupa liczy pięć osób. Tradycję chodzenia z konopielką praktykują blisko 10 lat. Dla Andrzeja Skutnika, członka kapeli, wiosenne kolędowanie jest pasją wynikająca z przywiązania do miejsca, z którego pochodzi. Pieśni wykonywane są w strojach ludowych. Należą do nich: czapka maciejówka, koszula przepasana opaską. buty oficerki. W tym roku ze względu na pandemię panowie będą śpiewać pod oknami najbliższych znajomych i rodziny. Oprócz Kalinówki Kościelnej muzycy obejdą inne okoliczne wsie jak Guzy czy Kruszyn.

Chodzenie z konopielką to najbardziej charakterystyczny zwyczaj dla naszego regionu, ale niejedyny. Mało kto pamięta, że dawniej palmy na Niedzielę Palmową przygotowywano nie tylko z wierzby. Wykorzystywano także gałęzie porzeczki czy maliny. Zdobiono też domy. Jedną z najpopularniejszych dekoracji były pająki. Jak tłumaczy dr Artur Gaweł, wykonywano je z bibuły, słomy lub grochu. Następnie wieszano je na ścianie lub suficie.

Ale oczywiście najważniejsze są pisanki. Tradycyjne malowanie jajek odbywało się metodą batiku szpilkowego. To technika zdobienia przy użyciu rozgrzanego wosku i szpileczki wbitej w patyczek. Prostszym sposobem było barwienie jajek na jednolite kolory. Naturalne barwniki można było pozyskać z m.in. cebuli, kory dębu, młodego zboża czy z kwiatu malwy dającego fioletowy odcień.

Z Wielkanocą nieodłącznie kojarzy się lany poniedziałek. Polewanie się wodą oznaczało przekazanie sił witalnych, urody, a także płodności. Był to też sposób na uwiedzenie panny. Taka, która została oblana najwięcej razy, cieszyła się największym powodzeniem. Lany poniedziałek to też czas zabaw z jajkami. Popularną grą były wybitki. Jedna osoba trzymała jajko podczas gdy druga próbowała je zbić. Osoba, która zbiła najwięcej jajek, mogła je później zabrać do domu lub zjeść. Inną zabawą było toczenie jajek po rynnach i dachówkach. Wygrywała osoba, której jajko było najszybsze.

Wielkanoc to nie tylko świętowanie zmartwychwstania Chrystusa. Konrad Szczebiot zauważa, że święta wielkanocne bogate są w obrzędowość mającą swoje źródło jeszcze w mitologii słowiańskiej. Większość z obyczajów koncentrowała się na zapewnieniu płodności ziemi. Kiedy przyroda budziła się do życia, panny i kawalerowie wyruszali na poszukiwania swoich przyszłych partnerów.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie