Kruszyniany. Rolnicy z gminy Krynki: Park krajobrazowy na terenie Kruszynian nie jest nam potrzebny

Andrzej Matys
Andrzej Matys
W piątek (23.07) czworo rolników, mieszkańców gminy Krynki: Jacek Słoma, Agnieszka Budrowska, Marcin Pieśluk i Marcin Carewicz, sprzeciwiło się powołaniu parku krajobrazowego na terenie Kruszynian. Mówili o tym na konferencji przed urzędem marszałkowskim Białymstoku.
W piątek (23.07) czworo rolników, mieszkańców gminy Krynki: Jacek Słoma, Agnieszka Budrowska, Marcin Pieśluk i Marcin Carewicz, sprzeciwiło się powołaniu parku krajobrazowego na terenie Kruszynian. Mówili o tym na konferencji przed urzędem marszałkowskim Białymstoku. Wojciech Wojtkielewicz
Dotychczas słyszany był tylko jeden głos w sprawie tworzącego się Parku Krajobrazowego Dolina Świsłoczy. Ten mono głos to jest tylko jedna strona medalu. My, rolnicy sprzeciwiamy się tworzeniu parku na terenie Kruszynian - mówił w piątek (23.07) podczas spotkania z dziennikarzami Jacek Słoma, rolnik i mieszkaniec gminy Krynki. On i jego koledzy uważają, że szybkie powołanie parku krajobrazowego to błąd obarczony emocjami.

Utworzenie parku krajobrazowego zaproponowała rok temu wiceminister kultury i generalna konserwator zabytków prof. Magdalena Gawin. Chodziło o to, by powstrzymać plany budowy dużej fermy drobiu w okolicy zabytkowej wsi Kruszyniany.

- Jako rolnicy i społeczność gminy Krynki sprzeciwiamy się tworzeniu parku krajobrazowego w naszej gminie. To jest otwieranie puszki Pandory. Plan ochrony parku krajobrazowego może powstać dopiero po pięciu latach od jego powołania, więc nie można tworzyć tego tak ad hoc, bo to zobowiązanie, które rzutuje na życie nasze i naszych dzieci - zapewnia Jacek Słoma.

Czytaj również: Kurniki w Kruszynianach. Decyzja ma być jeszcze w lipcu. Czy park krajobrazowy uratuje tatarską wieś?

Rolnicy z okolic Krynek (którzy zorganizowali konferencję przed urzędem marszałkowskim w Białymstoku) nie zgadzają się z wypowiedziami posła KO Roberta Tyszkiewicza i wiceminister kultury prof. Gawin o tym, że tworzenie parku przebiega zbyt wolno. Według nich jest wręcz przeciwnie. - Dlatego jesteśmy zaniepokojeni drastycznie szybkim tempem tych prac. Nie można pracować nad tak ważną rzeczą jak park tak szybko i chaotycznie - twierdzi Jacek Słoma.

Dodał, że przywołane osoby i inni politycy z ław sejmowych, nie powinni dzielić społeczności Kruszynian czy wywierać wpływu na samorządy lokalne, począwszy od radnych okolicznych gmin przez burmistrzów po radnych wojewódzkich i zarząd województwa z marszałkiem. Tak poważnej sprawy nie można bowiem załatwiać na poziomie emocji.

- Decyzja o stworzeniu parku krajobrazowego to decyzja na lata, więc apeluję o wyciszenie emocji, bo tego możemy od polityków wymagać. Wiem, że emocje to część zawodu polityka, ale są sprawy, w których emocje nie są dobrym doradcą. Tak jest przy tworzeniu parku krajobrazowego. Nad tą decyzją należy pracować wolno i merytorycznie. My, choć sprzeciwiamy się powołaniu parku, nie jesteśmy oderwani od rzeczywistości. Apelujemy tylko o jedno, żeby robić to merytorycznie. Bez nacisków i emocji, a z poszanowaniem interesów wszystkich grup społecznych - zauważa Jacek Słoma.

Czytaj również: Generalna konserwator zabytków: Martwi mnie brak stanowczej deklaracji marszałka, że park krajobrazowy w Kruszynianach powstanie

Przedstawiciele rolników z gminy Krynki zaapelowali również do polityków, by nie angażowali się tak mocno w sprawy lokalne. Zgodnie stwierdzili nawet, że nie życzą sobie w ich gminach odbywała się walka polityczna w najgorszym tego słowa znaczeniu. Przyznali również, że boją się kolejnych obostrzeń, które będą skutkiem powołania parku krajobrazowego.

- Specyfika prowadzenia gospodarstwa rolnego charakteryzuje się tym, że jest hałas, są zapachy. Teraz na terenie gminy Krynki są strefy ochrony przyrody, mamy Wzgórza Sokólskie i obszary Natura 2000. Każda inwestycja jest obarczona bardzo długą procedurą. Jest oprotestowywana przez pewne organizacje, stowarzyszenia i mieszkańców, którym się to nie podoba. My uważamy, że stworzenie parku zamknie nam definitywnie możliwość rozwoju, powiększania gospodarstw czy podejmowania różnych kierunków działalności. Kto wie, czy za kilka, kilkanaście lat ja też nie będę zmuszony do hodowli, ale na naszym terenie nie będzie to już możliwe - obawia się Marcin Pieśluk, rolnik z gminy Krynki, kuzyn właściciela planowanych kurników w Kruszynianach.

Pytany przez dziennikarzy mówi, że jego kuzyn - rolnik, pomimo wielu działań, które utrudniają mu prowadzenie działalności, wielu kontroli i inspekcji z różnych instytucji na pewno nie zrezygnuje z tej inwestycji.

- Im dłużej awantura wokół kurników trwa, im większe są naciski, donosy i pomówienia, tym mocniej wuj deklaruje, że nie zamierza odpuścić. Powiedział, że chce doprowadzić tę sprawę końca - przyznaje Marcin Pieśluk.

Czytaj również: Radni KO i przewodniczący gminy muzułmańskiej: Potrzebna nadzwyczajna sesja sejmiku w sprawie Kruszynian

Rolnicy z okolic Krynek, podkreślają, że ich sprzeciw wynika z rozsądku. Park nie jest im potrzebny, bo to ich dziadowie i ojcowie kształtowali przyrodę i dzisiejszy obraz obszarów wiejskich. Oni zaś jako osoby nauczone gospodarowania z poszanowaniem przyrody, krajobrazu i ziemi, sami potrafią zadbać o swoje grunty, bez tworzenia nowych przepisów.

- Park krajobrazowy nosi nazwę Doliny Świsłoczy, a przecież punktem zapalnym są Kruszyniany i kurniki. Tworzenie parku o powierzchni blisko 30 tys. hektarów, jest braniem społeczności trzech gmin i nas rolników za zakładników. Nie może być tak, że w imię wydumanej ochrony Kruszynian (które są pod ochroną konserwatora, mają dwa pomniki kultury) ogon kręci psem. Nie mamy teraz parku, a przyroda na naszym terenie jest w o wiele lepszym stanie niż kilkadziesiąt lat temu. Tworząc park strzelamy z armaty do wróbla - twierdzi Marcin Pieśluk.

W Kruszynianach nie powinno być kurzych ferm, a park krajobr...

Jeśli więc powstanie park krajobrazowy to utworzona strefa ochronna uniemożliwi postawienie czegokolwiek i nie będzie można zalesić nawet kawałka własnej ziemi.

- Park jest zasłoną dymną wobec kurników w Kruszynianach. Dzisiaj chodzi o kurniki, a za chwilę będzie chodziło o krowy czy spichlerze. Już teraz są problemy z mieszkańcami, którzy się do nas sprowadzili, bo przeszkadza im, że np. teraz mamy żniwa. My intensywnie pracujemy do późna w nocy, a oni narzekają na ruch i hałas. Dzisiaj problemem są kurniki, a jutro problemem będzie rolnik, który pracuje do zbyt późnych godzin - denerwuje się Maciej Słoma.

- Specyfika produkcji rolnej jest taka, że nie można wyżyć z 20-30 kurek, utrzymać rodzinę i godnie żyć. Mówienie, że w Kruszynianach powstanie przemysłowa ferma to gruba przesada. Przemysłowa ferma to 50 kurników w jednym miejscu, a w Kruszynianach chodzi o dwa kurniki oddalone o 1,5 km w linii prostej od wsi. Dlatego dwa, że gdy w jednym wygasza się hodowlę, przenosi się ją do następnego, by zachować ciągłość produkcji - tłumaczy Marcin Pieśluk.

Nie można bowiem inwestować dużych pieniędzy i pół roku hodować brojlery, a pół roku nie. To są ogromne koszty, a w nowoczesnych kurnikach warunki hodowli są zgodne ze wszelkimi normami i przepisami. Takie inwestycje, po prostu, muszą być, bo rolnik musi się rozwijać.

- Gdy wchodziliśmy do UE dużo mówiono nam o inwestowaniu, a teraz słyszymy, że u nas będzie skansen. Na to nie zgodzimy się nigdy - zapowiada Marcin Pieśluk.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Racja, panowie rolnicy, kilku z agroturystki nie może wam dyktować jak macie żyć.
Dodaj ogłoszenie