Ktoś się tutaj mocno pomylił

Tomasz Kubaszewski
- Gdybym ja miał orzekać w tych samym sprawach, postąpiłbym jak Grażyna Z. - stwierdził, uzasadniając wyrok, sędzia Jan Leszczewski. Na zdjęciu, tyłem, zawieszona od trzech lat w prawach sędziowskich Grażyna Z.
- Gdybym ja miał orzekać w tych samym sprawach, postąpiłbym jak Grażyna Z. - stwierdził, uzasadniając wyrok, sędzia Jan Leszczewski. Na zdjęciu, tyłem, zawieszona od trzech lat w prawach sędziowskich Grażyna Z.
Suwałki Jedna sędzia nie żyje. Prawdopodobnie popełniła samobójstwo. Wtedy, gdy dowiedziała się, że zajmują się nią organy ścigania.

Druga została zdegradowana i pewnie nigdy już nie odzyska dawnej pozycji. W dodatku, wiele tygodni przesiedziała w areszcie. Sąd w Łomży uznał, że prokuratura się pomyliła i nie znalazł żadnych dowodów na korupcję w suwalskim wymiarze sprawiedliwości.

Ten wyrok budzi wątpliwości. Prokuratura już zapowiada odwołanie. Tę sprawę dosyć gruntownie analizowały sędziowskie sądy dyscyplinarne. A te na uchylenie immunitetu (co jest niezbędne, by sędziemu można było przedstawić zarzuty) zgadzają się niechętnie. W sprawie Grażyny Z. immunitet został uchylony... .

Widmo więzienia

O tej aferze, trzy lata temu, informowały niemal wszystkie ogólnopolskie media. Wszak nie codziennie zdarza się, że podejrzanym jest wiceprezes sądu okręgowego.

Dzisiaj mało kto pamięta, jak do tego wszystkiego doszło. Zaczęło się od... przemytniczej wpadki. Mirosław B., to były funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej. Pracował tam w latach osiemdziesiątych, ale żadnego sukcesu nie osiągnął. Nie wiadomo, czy sam rozstał się ze służbą, czy też został z niej wyrzucony. Pewne jest natomiast, że później zajął się przemytem. I to na dużą skalę.

To, że ma być pośrednikiem w przekazywaniu łapówek między różnymi przestępcami a suwalskimi sędziami wyszło na jaw nie dlatego, że B. zgłosił się do organów ścigania, czy też, iż one same do tego doszły. Były milicjant zaczął opowiadać o swoich związkach z sędziami dopiero wtedy, gdy przed jego oczami pojawił się widok więziennych krat.

Z jego punktu widzenia okazało się to jak najbardziej słuszne. Bo za to, że obciążał sędziów mógł liczyć na szczególne traktowanie. Każdy inny obywatel za podobne przemytnicze przestępstwa trafiłby przynajmniej na kilka lat do więzienia. A Mirosław B. chodzi po wolności i ma się dobrze.

Znajomy sędzi

Według prokuratury, łapówki Grażyna Z. przyjęła przynajmniej kilka razy. Za zawieszenie wykonania kary czy uchylenie aresztu miała otrzymywać od jednego do czterech tysięcy złotych.

- W tych sprawach żadnych uchybień nie było - stwierdził łomżyński sędzia Jan Leszczewski, uzasadniając uniewinniający wyrok. - Ja wydałbym takie same rozstrzygnięcia.

Zdaniem sądu, innych dowodów, niż zeznania Mirosława B. nie było. A te łatwo dało się zakwestionować. Dzięki temu, co powiedział, były milicjant nie trafił za kraty.
Nie ulega jednak wątpliwości, że sędzię Grażynę Z. znał i stosunkowo często pojawiał się w jej otoczeniu. Pytanie, dlaczego z kimś takim sędzia utrzymywała towarzyskie kontakty, pozostaje na razie bez odpowiedzi.

To jeszcze potrwa

O ile zakwestionowania zeznań Mirosława B. można się było spodziewać (pisaliśmy o tym na łamach "Gazety Współczesnej" we wrześniu), o tyle, wydawało się, że poza dyskusją pozostaje inny zarzut dotyczący pomocy przy egzaminie aplikanckim.

Grażyna Z. zasiadała w komisji. Według aktu oskarżenia, wyniosła zestaw egzaminacyjny i przekazała rodzinie swojej dobrej znajomej - białostockiej prokurator Elżbiecie K. Sprawdzian zdawała córka pani prokurator. Wypadła znakomicie. Otrzymała piątkę. Kiedy sprawa ujrzała światło dzienne, zostało to zweryfikowane.

Prokuratura dysponowała nagraniem rozmowy między Grażyną Z. a Elżbietą K. Łomżyński sąd uznał jednak, że to za mało. Z rozmowy nie wynika bowiem w sposób jednoznaczny, iż rzeczywiście doszło do wyniesienia pytań.

Sprawę Elżbiety K. i jej rodziny wyłączono do osobnego postępowania. Okazało się jednak, że najważniejszy dowód - nagranie nie może być w tym przypadku brane pod uwagę. Bo podsłuch założono Grażynie Z., a nie Elżbiecie K. Łomżyński sąd uznał, że to także żaden dowód w odniesieniu do tej pierwszej.

Po wyroku z ubiegłego tygodnia możliwości są dwie: albo sędziowie się pomylili, albo prokuratorzy. Jeżeli to drugie, Skarb Państwa będzie płacił wysokie odszkodowania nie tylko sędzi Z., ale też mecenasom Władysławowi H. oraz Jerzemu S. Oni także zasiadali na ławie oskarżonych, a ten pierwszy trafił nawet do aresztu.

Dzisiaj pewne jest tylko jedno: ubiegłotygodniowy wyrok szybko się nie uprawomocni. W przyszłym roku sprawa zapewne wróci na wokandę. Tyle, że sądu apelacyjnego.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
jurysta

szkoda kasy podatnikow na takie processy sedzia byl raczej zmeczony tym procesem po swoich rodznnych przejsciach i jak sie trafilo skonczyl ta farse a oskarzeni to popatrzcie sami byli prokuratorzy ot to jest zastanawiajace nie bylo tam zadnego z normalnej procedury sedziego no ale prezesi swoich bronili nawet z poslem jeden w kosciele siedzial rok temu 11 list a tez kwiatki skladali a jak im sie uspokoilo to dzis sprawdzcie czy ktos z nich byl na uroczystosciach ha ha

P
PL

To nie pomyłka- to prawdziwy obraz " WYMIARU SPRAWIEDLIWOŚCI " i niedocenionego finansowo aparatu niezawisłego SĄDOWNICTWA . Wymieść tą stajnię augiasza.

Dodaj ogłoszenie