Kulturalna pustka czy...

Urszula Krutul [email protected]
Dni Miasta Białegostoku 2008. W akcji plenerowej "Integracja” wzięli udział studenci Wydziału Sztuki Lalkarskiej AT, tancerze z Teatru Tańca i Improwizacji oraz uczniowie Liceum Sztuk Plastycznych w Supraślu.
Dni Miasta Białegostoku 2008. W akcji plenerowej "Integracja” wzięli udział studenci Wydziału Sztuki Lalkarskiej AT, tancerze z Teatru Tańca i Improwizacji oraz uczniowie Liceum Sztuk Plastycznych w Supraślu. B. Maleszewska
Udostępnij:
Białystok. Czemu Białystok przegrywa ze swoim sąsiadem? Czy naprawdę jesteśmy kulturalną pustynią? Przeciwnie! Tyle że z imprez najczęściej korzystają... twórcy i ich znajomi.

Zwykły "zjadacz chleba" często nie wie, że coś się dzieje w jego mieście.

Wypełnione po brzegi sale kinowe, koncertowe i teatralne. Pełne osób chcących mieć styczność z kulturą, niekoniecznie wyższą. Czy to marzenia i to niemożliwe do spełnienia, szczególnie w Białymstoku, nazywanym przez niektórych kulturalną pustynią? Otóż okazuje się, że niekoniecznie. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że Białystok kulturą stoi, a porównanie go z pustynią jest wyjątkowo nietrafione. Tylko niestety z promocją działań kulturalnych wciąż jesteśmy na bakier...

Lalki - świątynia kultury

Wystarczy pojawić się na jakiejkolwiek premierze w Białostockim Teatrze Lalek. Znalezienie wolnego miejsca na małej sali bardzo często graniczy z cudem. Widzowie siedzą nawet na schodach i podłodze. Co ich przyciąga do teatru? Na pewno świetny zespół aktorski, na pewno serce, które cała ekipa wkłada w spektakle. Niedawno teatr skończył 55 lat i obchodził hucznie, ale bez "zadęcia" swój jubileusz.

Pokazany został świetny spektakl "Baron Munchhausen". Był brawurowo wykonany przez Ryśka Dolińskiego "Żółty, jesienny liść" - zakończony stwierdzeniem "Janusz Laskowski jest boski", były sztuczne ognie, orkiestra i... prezydent na scenie! A zdrowy rozsądek został, uwięziony w klatce, za drzwiami dużej sali. Również poniekąd związaną z jubileuszem imprezą był Międzynarodowy Festiwal Szkół Lalkarskich "Lalkanielalka IV", który odbywał się pod koniec czerwca w Białymstoku. Miasto na parę dni zostało opanowane przez młodych aktorów z całego świata. Grali spektakle w plenerze. Występowali na deskach BTL-u i na scenie Akademii Teatralnej. I tak było przez niecały tydzień. Szkoda, że co dobre, tak krótko trwa...

A obecnie w BTL-u trwa projekt "Lato w teatrze". Do zrealizowania tej idei zostały zaproszone raptem cztery (!) teatry w Polsce, w tym Białostocki Teatr Lalek. Ma on charakter półkolonii teatralnych. Codziennie przez 14 dni uczestnicy projektu mają sześć godzin zajęć warsztatowych. Trzydzieścioro dzieci pod opieką profesjonalnych artystów w grupach: aktorskiej, scenograficzno-kostiumowej, muzycznej, dokumentacyjno-promocyjnej i technicznej pracuje nad spektaklem, który zostanie zaprezentowany na koniec "turnusu".

- Chcemy uwrażliwić dzieci na teatr. W Białymstoku naprawdę dzieje się bardzo dużo. Ciągle mam jakieś zaległe, nie obejrzane spektakle, wystawy. Oferta kulturalna tego miasta jest bardzo bogata - mówi Marek Waszkiel, dyrektor BTL.

Na filmy? Do BOK-u!

Można więc powiedzieć, że Białystok teatrem stoi. Ale jak się okazuje - nie tylko. Rozwija się tu świetnie również działalność filmowa. Oprócz tego, że mamy świetne kino (mam tu na myśli "Forum") w którym możemy obejrzeć filmy kompletnie różne od przyciągającej tłumy "komerchy", możemy też... kręcić własne obrazy. Jest to możliwe dzięki unikalnej akcji Filmowe Podlasie Atakuje! (w skrócie FPA!).

Swój rozmach i sukces zawdzięcza ona miejscowej energii oraz wrodzonemu... poczuciu humoru! Jego celem jest popularyzacja kina niezależnego z północno-wschodniej Polski. W ramach akcji swoje filmy prezentują znani filmowcy oraz zupełni amatorzy. Są wśród nich poeci i dziennikarze, studenci szkół artystycznych, filmowych, artyści plastycy, wykładowcy szkół wyższych oraz filmowcy niezależni.

- Akcja narodziła się pięć lat temu w Białymstoku - w miejscu styku wielu kultur i religii. Oryginalność działań twórczych wynika z tego, że odbywają się w krainie żubrów, dziewiczej przyrody i artystycznego potencjału - mówi Maciek Rant z Białostockiego Ośrodka Kultury, jeden z pomysłodawców FPA!. - Nasza akcja to swoiste "filmowo-artystyczne wrota" łączące wszystko to, co najlepsze z pierwiastkami Europy Zachodniej.

Dni Miasta i sztuka na ulicach

Bodajże największymi i najbardziej spektakularnymi imprezami w Białymstoku są Dni Miasta i Dni Sztuki Współczesnej. Organizowane w wyniku współpracy władz miasta i Białostockiego Ośrodka Kultury. I obie odbywają się na początku lata, niejako kończąc sezon artystyczny w mieście. Bo na wakacje Białystok wymiera. Aktorzy idą na zasłużone urlopy, a kina świecą pustkami. Ale wcześniej rzeczywiście jest na co popatrzeć.

Dni Sztuki Współczesnej z roku na rok stoją na coraz wyższym poziomie. I niestety z roku na rok przyciągają mniej widzów. A przecież gdzie, jeśli nie podczas tej imprezy, zobaczymy wielkie plenerowe spektakle pełne emocji i kolorów. I to w wykonaniu najlepszych teatrów w Polsce! Kiedy posłuchamy artystów z zagranicy, którzy grają muzykę piękną, choć często niekomercyjną? Skąd w końcu dowiemy się czegoś o kondycji polskiej sztuki?

Podczas niedawno zakończonych Dni Miasta do Białegostoku zawitała "Galeria Bezdomna". Na wystawie mogliśmy obejrzeć niesamowite zdjęcia. Kto nie widział, niech żałuje. "Galeria..." to świetnie znana wszelkim fanom fotografii idea, autorstwa dwójki znanych polskich fotografików - Tomka Sikory i Andrzeja Świetlika.

Przez kilka lat swojego istnienia doczekała się kilkudziesięciu edycji w większości miast Polski, a nawet ruszyła w świat. Białostocka edycja została zorganizowana przez Białostockie Towarzystwo Fotograficzne (BTF) we współpracy z Urzędem Miejskim. Można było oglądać prace amatorów i profesjonalistów. Wszystkie rozmieszczone we wnętrzu starego budynku przy ul. Warszawskiej. Dzięki młodym artystom budynek znów ożył. A wszyscy zdolni białostoczanie mogli w wyjątkowej scenerii pokazać swoje prace - szkoda, że taka okazja zdarza się niezmiernie rzadko.

Latem jednak Białystok rzeczywiście zamienia się w pustynię kulturalną - wszyscy urlopują! Na szczęście jednak dużo się dzieje w okolicznych miejscowościach. W Supraślu odbywa się Uroczysko, na którym rokrocznie pojawia się wielu miejscowych i turystów, nie tylko z Polski. W Ciechanowcu możemy oglądać walki szlacheckie. Swoje trasy koncertowe rozpoczynają w regionie również rozgłośnie radiowe, jak: Polskie Radio Białystok, Radio Eska czy Radio 5.

Śmieszne wtorki na pustyni

Widać więc wyraźnie, że Białystok pustynią kulturalną nie jest, co postanowił udowodnić Jacek Janowicz z Kabaretu Widelec. I stworzył cykliczną imprezę, którą przewrotnie określił mianem... Pustyni Kabaretowej właśnie. I tak Liga Kabaretów Białostockiej Pustyni Kabaretowej na stałe wpisała się w białostocki kalendarz kulturalny. Impreza przyciąga co miesiąc do Famy setki osób. Co jakiś czas pojawiają się też nowi wykonawcy. Sa też kabarety, które od lat zobaczyć można na Pustyni, jak Bajeczka czy Strata Czasu. Są też tacy, którzy się wycofali (Kabaret Idea) lub przestali istnieć (Kabaret Smallbiznes). Miejmy nadzieję, że obydwa kabarety na Lidze jeszcze kiedyś się pojawią.

Zjadacz chleba czy człowiek kulturalny?

Oferta kulturalna naszego miasta - jak widać - jest bogata. Tu wspomnieliśmy tylko o jej części, bo wiele innych propozycji, jak choćby występy zespołów tanecznych czy działania osób związanych z kulturą młodzieżową wymaga osobnego potraktowania. Niestety, czegoś nam też brakuje. Czego? Kulturalnego kształcenia mieszkańców. Bez tego nawet najlepsza impreza, nie przyciągnie widzów. A bez nich idea organizowania imprezy - notabene masowej - nie ma sensu. Bo po co i dla kogo?

Niestety, równocześnie wystarczy na imprezę zaprosić Boysów lub inny zespół disco polo, by widownię mieć zagwarantowaną. I to tak liczną, że ciężko będzie się pomieścić w jednym miejscu. Jeśli nie zmieni się pogląd białostoczan na pojęcie kultury, takich przypadków będziemy mieli wiele.

Często w rozmowach ze swoimi znajomymi słyszę, że żyją oni w takim biegu i są po pracy tak zmęczeni, że na żadną imprezę, koncert czy nie daj Boże spektakl nie mają czasu i ochoty. Jedyne czego chcą, to "walnąć" się przed telewizorem i tępym wzrokiem gapić się na kolejny serial czy ogłupiający reality show.

Smutne... Tym bardziej, że nie wiedzą ile tracą: wrażeń, wzruszeń i niesamowitych przeżyć, jakie może wywołać dobrze zagrany spektakl, ciekawy film, ale obowiązkowo w kinie (nie mylić z multikinem!). W domu to nie to samo, bo nawet 48 calowy telewizor nie odda atmosfery kinowego ekranu. Może więc warto zaryzykować i wybrać się do kina czy teatru? W najgorszym wypadku stracimy tylko trochę czasu i pieniędzy. A zyskać można o wiele więcej.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

d
do zielonych!
Drodzy ekolodzy. Chcecie zieleni to jedźcie do lasu! Miasto nie może stać w miejscu z powodu jakichś drzewek. I tak mamy w okolicy dużo przyrody. A infrastruktura słaba. Niech dalej powstają ogródki piwne, niech budują się drogi. Ludzie znajdą pracę, będą bogatsi, region będzie bogatszy.
Mam do was jedno pytanie: czy wy macie jakieś kompleksy? Nikt was nie kocha, nie możecie znaleźć pracy, jesteście brzydcy? No ludzie nie rozumiem was, jak można całe swoje życie poświęcić na pikietowaniu w obronie wron i robaków?
o
ola
Białystok ma wspaniale tradycje: teatralne, operowe, etc (za czasow Branickiego) Pora to odnowić.
o
oleg
A ile płacą za oglądanie takich imprez kulturalnych? Jak solidną stawkę godzinową to się skuszę ...
E
Eldo
Wszystkie imprezy organizowane przez BOK mają jedną wadę. Właśnie tą o której wspomniała autorka. Brak promocji. Od lat promocja imprez w tej instytucji polega na tym, że drukowane jest kilkadziesiąt plakatów (a zazwyczaj jest ich kilkanaście), któe pojawiają się na mieście parę dni przed imprezą. Zero reklam w mediach, zero reklam w autobusach, zero reklam w internecie. A gdzie np. newslettery, mailingi. Ta instytucja zatrzymała się 15 lat temu w rozwoju. Miasto daję kasę, więc na imprezach nie trzeba zarabiać. A jak nie trzeba zarabiać, to po co je promować.
Zresztą o czym tu mówić. Wystarczy zobaczyć jak wygląda strona internetowa BOK-u. Jak sprzed 15 lat. NIe ma szans żeby się czegoś tam dowiedzieć od razu po wejściu.
BOK zachowuje się tak jakby każda impreza była dla niego problemem. Zresztą wystarczy zapytać jakichkolwiek muzyków czy artystów w jaki sposób są przez BOK traktowani, w jaki sposób są spławiani wszyscy ci, którzy chcieli by coś tam rozruszać. Szkoda słów. Każdy, kto tylko ma wybór robi wszystko żeby tylko nie musieć współpracować z BOKiem.
Miasto musi coś z tym zrobić. I to szybko.
g
gość
Na pewno chodzi o Lublin z tradycjami uniwesyteckimi nieco starszymi od białostockich
c
ccc
"Czemu Białystok przegrywa ze swoim sąsiadem?" W mojej ocenie w tym zdaniu tkwi defetyzm
Przejdź na stronę główną Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie