Letni Olsztyn kusi turystów, a co Białystok oferuje?

Anna Mierzyńska [email protected]
Na olsztyńskim rynku nawet podczas brzydkiej pogody jest pełno ludzi. Kuszą kawiarenki, fontanna, olsztyńskie kwiaciarki....
Na olsztyńskim rynku nawet podczas brzydkiej pogody jest pełno ludzi. Kuszą kawiarenki, fontanna, olsztyńskie kwiaciarki....
Region. Marzymy o turystach zapełniających nasze miasta, ale mamy im mało do zaoferowania

W Olsztynie postanowili jak najlepiej wykorzystać to, co mają - i świetnie na tym wyszli. Przyznają, co prawda, że na rozkręcenie miasta trzeba czasu, ale wszystko da się zrobić. Może tak byśmy skorzystali z ich doświadczeń zamiast budować Białystok od nowa?

Władze Białegostoku starają się za wszelką cenę ożywić centrum miasta. Ich pomysł polega głównie na zmianie tego, co jest, na przekształceniu dotychczasowego centrum i budowaniu go od początku, zgodnie z zasadami, które - wg opinii włodarzy - spowodują, że białostoczanie zechcą właśnie tu spędzać czas. Ich wizja budzi jednak wśród mieszkańców miasta spore kontrowersje. Postanowiliśmy więc podpatrzeć, jak to robią inni. Może mają lepsze sposoby na zaprzyjaźnienie mieszkańców z ich miastami?

Zajrzeliśmy do naszych sąsiadów - do Olsztyna. Wystarczy kilka dni pobytu, by stało się jasne, że mamy czego olsztynianom zazdrościć. I choć samorządowcy nie we wszystkim powinni naśladować władze tego miasta (jakby nie patrzeć, prezydent Olsztyna przebywa właśnie w Białymstoku, tyle że... w areszcie, podejrzany o molestowanie seksualne), to z wielu pomysłów stolicy sąsiedniego województwa moglibyśmy skorzystać.

Olsztyn ma, oczywiście, miejsca, budynki i możliwości, których my nie mamy. To jasne, że nie możemy pochwalić się średniowiecznym zamkiem, dwunastoma jeziorami leżącymi w obrębie miasta czy klasycznym, prostokątnym rynkiem, otoczonym stylowymi kamienicami. Nie warto jednak tego właśnie zazdrościć Olsztynowi, bo my też mamy czym się chwalić.

Godna pozazdroszczenia jest za to umiejętność wykorzystania tego, co jest. Olsztynianie nie budują swego miasta od początku, by lepiej służyło szczytnym celom czy przyciągało turystów - tylko cieszą się tym, co mają.

Najważniejsze jest Olsztyńskie Lato Artystyczne. To cykl imprez odbywających się od czerwca do połowy września w Olsztynie lub jego okolicach. Nie ma dnia, żeby coś się w mieście nie działo! Jak nie festiwal poezji śpiewanej, to przegląd teatralny. Jak nie teatry, to muzycy. Mnóstwo koncertów, spektakli, festynów, imprez sportowych. Naprawdę, każdy znajdzie coś dla siebie.

Imprez co niemiara, sponsorzy też są!

W Olsztynie w czasie sezonu letniego po prostu nie sposób się nudzić.A na imprezach można spotkać największe gwiazdy. W poprzedni weekend gościły tam gwiazdy Piwnicy pod Baranami: Anna Szałapak i Grzegorz Turnau, w towarzystwie aktora Krzysztofa Majchrzaka i piosenkarki Katarzyny Groniec. A na koncercie poświęconym Czesławowi Niemenowi gościła jego żona Małgorzata Niemen, znana modelka. Jeśli ktoś woli lżejsze klimaty muzyczne, za kilkanaście dni będzie mógł posłuchać Ryszarda Rynkowskiego na miejskiej plaży. Wolicie festyny?

Proszę bardzo, pełen wybór miejsc i tematów! A na dodatek, gdy festyn odbywa się poza Olsztynem, organizatorzy podstawiają specjalne autobusy, kursujące przez cały dzień z olsztyńskiego rynku, by każdy mógł bez problemu na festyn dojechać i z niego wrócić.

- Olsztyńskie Lato Artystyczne dwa lata temu zostało wyróżnione na konkursie na Najlepszy Produkt Turystyczny - chwali miasto Aneta Szpaderska, rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego.

Jak się okazuje, organizacja tylu imprez nie musi pochłaniać niesamowitej ilości pieniędzy samorządowych.

- Przekazujemy Miejskiemu Ośrodkowi Kultury na ten cel ok. 600 tys. zł, poza tym niektóre instytucje dostają od nas dotacje celowe na imprezy związane właśnie z Olsztyńskim Latem Artystycznym - informuje Anna Mrówczyńska, dyrektor Wydziału Kultury, Promocji i Turystyki Urzędu Miejskiego w Olsztynie.

- Sami też szukamy sponsorów na niektóre imprezy. Na część mamy zresztą stałych sponsorów, którzy współpracują z nami od lat - wyjaśnia Szpaderska.

Organizatorzy największych, kilkudniowych festiwali, które przyciągają ludzi z całej Polski, współpracują choćby z miejscowymi hotelami. Te - wiedząc, że dzięki imprezie będą miały klientów - chętnie wspierają instytucje dotacjami. Z takiego rozwiązania zadowolone są obie strony. A miasto robi wszystko, by wydłużać letni sezon i zadbać, aby turyści mieli co robić na Warmii - nawet wtedy, gdy pogoda nie zachęca do plażowania nad jeziorami.

- Na wszystko potrzeba jednak czasu. Moim zdaniem, 10 lat to niezbędny okres, by impreza się rozkręciła i doszła do takiego poziomu, że przyciągnie naprawdę rzesze ludzi z całej Polski - analizuje olsztyński sukces Anna Mrówczyńska.

Restauratorzy przyszli sami

To, co w Olsztynie zapewne kłułoby w oczy białostockich włodarzy, to rynek. Zabytkowy, zapełniony ogródkami piwnymi, w których nawet podczas deszczu można spotkać turystów i miejscowych. Knajpy, knajpki, puby, kawiarnie - co krok!

- Rzeczywiście, mamy wspaniałych restauratorów - przyznaje Szpaderska. - Dzięki nim w Olsztynie dzieje się coraz więcej, bo to często oni wymyślają kolejne imprezy.
A jednak, by gastronomia na rynku i wokół niego świetnie się rozwijała, nie były potrzebne żadne zachęty ze strony władz miejskich (takie próbują wprowadzać włodarze Białegostoku). Sytuację zmieniła stale rosnąca liczba turystów, zachęconych nie tylko mazurskimi jeziorami i zabytkami Warmii, ale właśnie wydarzeniami, na które latem w Olsztynie można natknąć się każdego dnia.

Od kiedy w mieście zaczęli regularnie gościć turyści z rozmaitej grubości portfelami, zwiększyła się oferta gastronomiczna. Potrzebne były lokale dla najbogatszych, ale też dla takich, którzy na wakacjach żyją oszczędnie. Powstały więc restauracje ze świetną, ale i drogą kuchnią zagraniczną, jednak bardzo przyjemnie da się też zjeść w pierogarni, naleśnikarni czy barze ze świeżymi zupami. Iwszędzie wciąż jest wielu klientów.

Co nie znaczy, że oprócz restauracji na rynku nie ma innych sklepów. Jest, i to sporo - zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że olsztyński deptak nie jest zbyt duży. Mimo to można tu znaleźć sklepy najlepszych marek, a w sąsiadujących z rynkiem uliczkach są i niewielkie galerie, i klimatyczne sklepiki. A jedną część rynku zajmują... kwiaciarki. Wcale nie sprzedają kwiatów w estetycznych budkach, tylko zwyczajnie, pod parasolami, wystawiając bukiety wprost na granitowe kostki. I jakoś nikomu to nie przeszkadza. Jedyna zmiana, jaką zamierza wprowadzić miasto, to ujednolicenie koloru parasoli, pod którymi stoją kwiaciarki.

Olsztyński rynek żyje i kwitnie bez zbytnich interwencji lokalnych samorządowców. Może dlatego, że nikt tu nie przegania dzieci, które wdrapują się na wcale nie zabytkową fontannę i z wielką radością moczą w niej ręce i nogi? A może dlatego, że prawie wszystkimi uliczkami wokół deptaka można jeździć samochodami, choć są wąskie. Autobusów tu co prawda nie ma, ale deptak i rynek są na tyle małe, że nikomu to nie przeszkadza.

W Białymstoku zaś plac miejski ma być ogromny, dojazd do niego skutecznie utrudniony, a po części placu przeznaczonej (nomen omen)na rekreację nie wolno jeździć rowerami ani na rolkach, ponieważ... zniszczą się schody! (To autentyczne wyjaśnienie, usłyszane do strażnika miejskiego).

Do tego promocja... szeptana

Skoro rynek w Olsztynie był, a knajpki otwierają biznesmeni bez zachęty ze strony samorządu, w co zainwestowało miasto? Przede wszystkim w instytucje kulturalne, w zaplecze logistyczne imprez oraz w promocję. Najnowsze inwestycje pozwalają organizatorom najróżniejszych wydarzeń spać spokojnie, jeśli chodzi o sceny, nagłośnienie, garderoby i wszystko to, co wiąże się z "kulturalną logistyką". Niedawno otwarto wyremontowany amfiteatr - pomyślany tak, by można było korzystać z niego także zimą.

Pod sceną (umieszczoną zresztą w malowniczej scenerii, bo tuż obok zamku) wybudowano salę widowiskową oraz garderoby. Także Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych ma swoją siedzibę w pięknej, secesyjnej, właśnie odremontowanej kamienicy, do której aż chce się przychodzić na kameralne koncerty czy wystawy.
Oczywiście, zainwestowano też w promocję. Ale głównie tę najprostszą, a więc - najtańszą. W wielu punktach miasta można znaleźć duże plakaty z dokładnymi informacjami o wszystkich letnich imprezach.

Są naprawdę duże i rzucające się w oczy - a konia z rzędem temu, kto zauważy w Białymstoku plakaty informujące o letnich imprezach... Ale i tak najlepiej sprawdza się promocja "szeptana", czyli przekazywanie informacji między znajomymi o tym, że latem warto być w Olsztynie. A wiadomo, kiedy poleca znajomy, na pewno nas nie oszukuje. Stąd właśnie tłumy turystów na olsztyńskim rynku.

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
www.zieloni-bialystok.w.pl
a Białystok to barokowe miasto ogród wokół palacu Branickich wiec PO=winno P r O mowac sie zielenia

a jak jest?
w
www.zieloni-bialystok.w.pl
prezydenci Olsztyna i Bialegostoku sa Po=wiazani z PO:)
Dodaj ogłoszenie