Magdalena Sadłowska, nauczycielka tantry: Moje ciało było zbroją, dziś jest świątynią

Agata Sawczenko
Agata Sawczenko
Codziennie rano mówię sobie: Cześć, piękna! Wcześniej żyłam właściwie tylko w głowie, a pod dodatkowymi kilogramami ukrywałam swoją wrażliwość, potrzeby, uczucia – opowiada Magdalena Sadłowska, nauczycielka tantry, psychoedukatorka, terapeutka intymności
Codziennie rano mówię sobie: Cześć, piękna! Wcześniej żyłam właściwie tylko w głowie, a pod dodatkowymi kilogramami ukrywałam swoją wrażliwość, potrzeby, uczucia – opowiada Magdalena Sadłowska, nauczycielka tantry, psychoedukatorka, terapeutka intymności Wojciech Wojtkielewicz
Udostępnij:
Codziennie rano mówię sobie: Cześć, piękna! Wcześniej żyłam właściwie tylko w głowie, a pod dodatkowymi kilogramami ukrywałam swoją wrażliwość, potrzeby, uczucia – opowiada Magdalena Sadłowska, nauczycielka tantry, psychoedukatorka, terapeutka intymności

Pełna energii bizneswoman, trenerka, współwłaścicielka firmy, doradczyni ds. dobrych relacji z pracownikami. Trochę rządziłaś, ale zawsze z uśmiechem. Zarządzałaś całymi zespołami ludzi i uczyłaś innych, jak to robić. Doradzałaś, jak budować zespół w firmie, ale też kiedy i jak dobrze i sprawiedliwie... zwalniać ludzi. Mówiłaś wiele o innych, zwracając uwagę na ich potrzeby i dokonania – rzadko o sobie. To ty! Przed kilku laty...
Fajnie jest utrzymywać taki mit niezniszczalnej, silnej, prawda? Faktycznie, zawsze niewiele o sobie mówiłam... Bo jeszcze ktoś by się zorientował, że mam jakieś słabości, wady... Jestem osobą, która ma wrodzony optymizm życiowy, więc i w tamtych czasach to, co miałam, dawało mi poczucie szczęścia. Ale gdy teraz patrzę na dawną siebie, to widzę, że to szczęście wynikało z poczucia kontroli, z lęku, z ograniczenia.

Co cię ograniczało?
Przez wiele lat żyłam tylko i wyłącznie w głowie. Ciało było dla mnie przykrym wehikułem, który mnie nosił po świecie, ale kontaktu za bardzo nie mieliśmy. Pod dodatkowymi kilogramami ukrywałam swoją wrażliwość, potrzeby, uczucia. Choruję na otyłość i mówię o tym w czasie teraźniejszym nie bez przyczyny. Otyłość to choroba, z którą jest się do końca życia.

Odzyskać ciało pomogła ci operacja bariatryczna.
I operacja na emocjach. Bo gdy trzy lata temu zakwalifikowałam się na operację bariatryczną, okazało się, że – tak jak wszyscy – muszę najpierw przejść psychoterapię. Bardzo się przed tym broniłam. Takie wygadywanie się komuś było zupełnie nie w moim stylu. Sama jestem terapeutką, ale zawsze działałam na zasadzie: lekarzu, lecz się sam. Wydawało mi się, że wiem wszystko o mojej emocjonalności. To oczywiście było bzdurą.

Pracownik nie może się bać przełożonego

Wiesz o tym, bo w końcu spotkałaś się z tym szpitalnym psychologiem?
Najpierw wybrałam się do psychodietetyczki i spotkało mnie totalne zaskoczenie. Wcześniej przez 12 lat nie uroniłam ani jednej łzy, mimo że przez ten czas zadziało się całkiem sporo przykrych rzeczy. A w gabinecie psychodietetyczki ryczałam. Wtedy zrozumiałam, jak wiele emocji mam poukrywanych. Moje ciało było moją zbroją, a nie świątynią. A u psychodietetyczki zdałam sobie sprawę, że ja też mam prawo do emocji, zaczęłam rozpoznawać swoje uczucia. Bo się okazało, że ja, która uczę ludzi rozpoznawania emocji, swoich nie znam już tak dobrze. Lęki myliłam ze wściekłością, samotność ze złością, przyjemność ze szczęściem.

Operacja na emocjach się udała?
No pewnie. To było jak takie wyjmowanie z głowy szufladek i czyszczenie ich karcherem. Dzięki temu zauważyłam, że fajniej się żyje w zgodzie ze sobą. Że fajnie jest codziennie rano spojrzeć w lustro i powiedzieć: cześć, kochana!
Ty tak robisz?
Codziennie! Ostatnio zaczęłam też mówić: cześć, jesteś piękna!

Fajnie! Ale ta twoja operacja na emocjach nie skończyła się w gabinecie psychodietetyczki...
Pojechałam do Indii na warsztaty pisarskie. Chciałam napisać książkę, jak wychodzi się z zaniedbanego, niekochanego ciała i odzyskuje się całą siebie: i głowę, i umysł, i ciało. Bo nie da się tego oddzielić, choć tego właśnie chciałaby zachodnia cywilizacja. Uwierzyliśmy, że mózg jest najseksowniejszą częścią ciała człowieka.

Książkę napisałaś, ale o czymś innym.
Bo w Indiach zafascynowała mnie duchowość: trochę nam obca, ale w gruncie rzeczy bliska. Zresztą wszystkie duchowości z całego świata są w zasadzie o tym samym: o szacunku do siebie, do natury i do tego, co się wokół nas dzieje. W Indiach też zaczęłam praktykować jogę kundalini. Przez chwilę zainteresowałam się też ajurwedą, ale wydała mi się trudna i nudna, więc sobie odpuściłam.

Nie odpuściłaś sobie tantry.
Tantra wydała mi się na początku bardzo zamkniętym światem. Nie rozumiałam jej, ale jednocześnie bardzo mnie pociągała.

Tantra kojarzy się z seksem.
W zachodniej cywilizacji. Dosłownie tantra oznacza narzędzie do poszerzania świadomości. To zbiór praktyk prowadzących do tego, by zrozumieć i uczcić, uhonorować swoje ciało, a przez to czcić i honorować ciała innych ludzi oraz naturę wokół nas, odnaleźć swoje miejsce w świecie w sposób świadomy. Tantry się nie rozumie, tantry nie można się nauczyć. Tantry się doświadcza. W tantrze idzie się ścieżką serca. Serce pytamy, co mamy robić, dokąd mamy iść, bo serce zna odpowiedzi na takie pytania. Głowę za to pytamy, jak to zrobić. Tantra to relacja z własnym ciałem, z innymi ludźmi, z rodzicami, dziećmi, partnerem, no i oczywiście również z seksualnością, bo przecież seks jest częścią naszego życia. A jako że seks w zachodniej kulturze świetnie się sprzedaje, to z nim przede wszystkim kojarzymy tantrę.

A tantra to...
Ścieżka obecności. To świadome patrzenie przez serce, ale i równowaga między zdrową kobiecością i zdrową męskością.

Mówisz, że tantry nie da się nauczyć. Ale ty jesteś jej trenerką.
Tak. Jestem nauczycielką tantry. Ale tantry nie uczymy się z książek. Nauczyciele tantry dają doświadczenie. Dlatego ja też, choć w mediach społecznościowych piszę oczywiście m.in. o odkrywaniu swojego wewnętrznego dziecka, to w planach mam warsztaty, na których zaproszę ludzi do doświadczania. Bo tak naprawdę praktyki tantryczne zaczynają się od spotkania ze sobą, ze drugim człowiekiem. To takie rozpoznanie, które ma prowadzić do ukazania tego, jaka jest twoja wewnętrzna kobieta, jaki jest twój wewnętrzny mężczyzna, jakie jest twoje wewnętrzne dziecko. Czego ono potrzebuje? Co tak naprawdę jest przyjemnością dla ciebie? Gdzie są twoje granice? Czym są dla ciebie albo kim są dla ciebie inni ludzie? Żeby zrozumieć tantrę, trzeba zrozumieć siebie.

Będziesz uczyła ludzi szczęścia?
Psychologia daje nam super wgląd w nasze myśli, przekonania, emocje, natomiast nie uczy nas (albo bardzo rzadko) pracy z ciałem. I ja sobie wymyśliłam, że zrobię taką kombinację. Do psychologii, czyli pracy z myślami i emocjami, będę dokładała niektóre praktyki tantryczne związane z powrotem do ciała. Dopiero taki kompletny człowiek ma pełen wgląd w to kim jest i jak funkcjonuje. Mam zamiar moich klientów, uczestników warsztatów zachęcać i zapraszać do doświadczania takiego holistycznego siebie, doświadczania nie tylko głowy, ale też całej reszty. To zaproszenie do najbardziej ekscytującej podróży – do siebie.

Mówisz klientów, a nie uczniów. Nie jesteś mistrzem tantry?
O nie! W momencie, kiedy zacznę chodzić w białym berecie i mówić o sobie guru, to proszę mnie dorwać i uciszyć. Nie, nie, absolutnie nie jestem mistrzem. Chyba taką największą zmianą w mojej głowie było właśnie zrozumienie słowa pokora. Wcześniej zawsze się buntowałam przeciwko temu słowu. Gdy słyszałam „pokora”, to mnie szlag trafiał. Ja po prostu wyciągałam wtedy miecz i ucinałam głowy. Smok pod tytułem „pokora” był moim największym wrogiem. A ścieżka tantryczna nauczyła mnie pokory w dobrym sensie. Cudownie jest mieć świadomość, że im bardziej jesteś nikim, tym bardziej jesteś kimś. I ja czerpię olbrzymią przyjemność z takiego stanu mojego emocjonalnego, kiedy siadam sobie i mam to doświadczenie bycia nikim. Mistrz to jest kolejna łatka. To jest jakiś kolejny kostium. A ja już nie chcę w moim życiu żadnych kostiumów. Wystarczy mi, że jestem sobą.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Minimalizm za grube tysiące. Zobacz jak mieszka Maffashion

Materiał oryginalny: Magdalena Sadłowska, nauczycielka tantry: Moje ciało było zbroją, dziś jest świątynią - Kurier Poranny

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie