Marzenia za 250 złotych

Anna Mierzyńska [email protected]
Adam Włoskowski kupi skórę rekina i pojedzie na mistrzostwa świata
Adam Włoskowski kupi skórę rekina i pojedzie na mistrzostwa świata
Region. Moi rodzice są bezrobotni, więc nie są zbyt zamożni. Jednak jestem z nich dumna, gdyż to oni nauczyli mnie pracowitości i woli walki. To ona pozwala mi przetrwać wszelkie trudności, te umysłowe, jak i materialne...

Dumna z rodziców Angelika to jedna z szesnastu tegorocznych stypendystów Stowarzyszenia Edukacji Kulturalnej "Widok" z Białegostoku. Każdy z nich ma zaledwie kilkanaście lat. Wszyscy są ambitni i wierzą, że życie jest wielką przygodą, że swoją pracą można wiele osiągnąć. Nie narzekają. Za 250 zł stypendium miesięcznie są gotowi dziękować całemu światu. To dla nich ogromna suma.

Jak się żyje w rodzinie, której miesięczny dochód na jedną osobę nie przekracza 150 zł? Wie to Angelika, wie Agnieszka. Trochę więcej pieniędzy jest w domach pozostałych stypendystów. Ale niewiele - 300-400 zł na głowę to norma. Jak za to przeżyć, kupić wszystko, co niezbędne do szkoły, a jednocześnie rozwijać swoje zainteresowania, często wymagające sporych pieniędzy? Chwytanie się każdego sposobu, który umożliwi realizację marzeń, to codzienność tych młodych ludzi.

M.: "Pomimo olbrzymich chęci i aktywnych poszukiwań mam problemy ze znalezieniem pracy i odciążeniem rodziców. Powodem odmowy pracodawców jest mój młody wiek".

Wiem, że mi się uda!

Wielu by się poddało. Skoro cały świat jest przeciwko mnie, nie dam rady - powiedzieliby. Ich losy splecione są z prawdziwymi tragediami, które załamałyby wielu. Ich nie. Oni ciągle idą do przodu. A w domach przechowują teczki z dokumentami zapełnione dyplomami za udział w konkursach: plastycznych, literackich, fotograficznych, sportowych, muzycznych. Stosy dyplomów, listów gratulacyjnych, podziękowań.

- To stypendium jest dla mnie ogromnie ważne. Dzięki niemu mogę studiować na wymarzonym kierunku, czyli na prawie w Lublinie. Bez tego wsparcia byłoby mi bardzo ciężko - przyznaje Fabian Pawlak, student II roku prawa. - Mam kredyt studencki, stypendium i alimenty, ale sam się utrzymuję i muszę sobie jakoś radzić.
M: "Ze względu na chorobę mamy załamałem się, co wpłynęło źle na moje osiągnięcia w szkole. Widząc poprawę w stanie zdrowia wiem, że muszę walczyć o dobre oceny w szkole. I wiem, że mi się to uda".

Kupię sobie skórę rekina...

Marcin Tichoniuk ma 17 lat. Od wielu lat tańczy. Zdobywa najwyższe laury w tańcu towarzyskim. Kocha ruch, poświęca mu każdą wolną chwilę. Interesuje się też modelarstwem i lotnictwem. Uczy języków.

- Nareszcie będę miał pieniądze na dodatkowe treningi - cieszy się chłopak. - Taniec towarzyski jest dość kosztowną dyscypliną sportu, dlatego te stypendium bardzo mi się przyda.

Tak samo jak Adamowi Włoskowskiemu, niepełnosprawnemu pływakowi - prawdziwej nadziei polskiego paraolimpijskiego sportu.

- Do zakwalifikowania się na olimpiadę w Pekinie zabrakło mi niewiele. Mam szansę wystartować na mistrzostwach świata w USA w następnym roku. Mój trener twierdzi, że przy moich postępach w pływaniu to prawie pewne - opowiada Adam. Doskonale wie, na co przeznaczy swoje stypendium: - Na skórę rekina! Tak się nazywa specjalistyczny kostium pływacki. Jest drogi, kosztuje ok. 2 tys. zł, a można go nałożyć tylko kilka razy, bo potem się za bardzo rozciąga i tylko przeszkadza w pływaniu.

Magdalena Godlewska ze Stowarzyszenia "Widok", która jest pomysłodawczynią programu stypendialnego, co roku zasiada nad listami od młodych ludzi, którzy starają się o wsparcie. Pieniędzy zawsze jest mniej niż wniosków, trzeba więc wybrać, kto bardziej potrzebuje 250 zł miesięcznie...

- A to nie jest łatwe - podkreśla. I pokazuje prośby, nad którymi razem z kapitułą programu spędza długie godziny:

J: "Sytuacja materialna nie pozwala mi w pełni korzystać ze wszystkiego, co byłoby mi potrzebne do rozwoju".

M: "Moja rodzina utrzymuje się z renty po zmarłej mamie. Tata jest bezrobotny, ale aktywnie poszukuje pracy. Otrzymane środki przeznaczyłabym na rzeczy użytku codziennego".

Pokój spełnionych marzeń

K: "Odkąd pamiętam, chciałam być architektem. Dzieci chcą zostać modelką, piosenkarką, strażakiem, moim jedynym marzeniem było zostać architektem. Gdybym dostała stypendium, mogłabym wtedy odciążyć moją mamę, która chce, bym się rozwijała, ale nie zawsze ma na to środki. Chciałabym, by mój pokój zamienił się w pracownię, w której zawsze można znaleźć coś ciekawego i zaskakującego, a nie jedyne nieziszczone marzenia".

Na szczęście niektórym można pomóc, a wtedy marzenia się spełniają. Jedna ze stypendystek dostała darmowy kurs rysunku, który pozwoli jej przygotować się do egzaminów na architekturę. Agnieszka Sokołowska, która w następnym roku będzie zdawać maturę, w ubiegłym roku za stypendium zrobiła kurs na prawo jazdy.

W tym roku zacznie zbierać pieniądze na samochód. Wjej przypadku auto to niezależność i łączność ze światem, bo Agnieszka jest chora na dziecięce porażenie mózgowe.

"Mam niedowład kończyn górnych i dolnych, dlatego moim życiem w dużej mierze rządzi automatyka" - napisała w liście do stowarzyszenia.
- Stypendium to dla mnie ogromna pomoc. Mogę przeznaczyć je na swoje potrzeby, których chyba bym nigdy nie zrealizowała bez tych pieniędzy. Za pierwsze kupiłam sprzęt komputerowy - mówi. - Stypendium dostałam już po raz czwarty. Nie wiem, jak to możliwe, ale udało się.

Ja wiem. Wystarczy spojrzeć na szeroki uśmiech Agnieszki i jej wdzięczne oczy. Dla nich warto.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie