MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Miasto jest ich domem

Wojtek Mierzwiński [email protected]
Pan Czesław (z prawej) po naszych namowach przyszedł do noclegowni. Rozważał to też pan Dariusz.
Pan Czesław (z prawej) po naszych namowach przyszedł do noclegowni. Rozważał to też pan Dariusz. W. Mierzwiński
Ełk. Razem z ełcką Noclegownią Monar- Markot, strażą miejską i policją pomogliśmy bezdomnym. Trzech przekonaliśmy do życia w noclegowni.

Późnym wieczorem w piątek samochód Nikodema Kemicera, szefa noclegowni, z bagażnikiem wyładowanym jedzeniem rusza w miejsca, gdzie przeciętny ełczanin nigdy by się nie zapuścił. W wyprawie towarzyszy nam policjant i strażnik miejski.
- Jedziemy najpierw na starą plażę wojskową, tam ktoś koczuje w szałasie - mówi N. Kemicer.
Na miejscu znajdujemy jednak tylko materac i trochę koców. Stamtąd ruszamy do ruin budynków szpitala przy ulicy Mickiewicza. Śpi tam czterech mężczyzn na pościąganych ze śmietników starych szmatach. Nie mają ani wody, ani światła, w środku mróz. Nie mogą uwierzyć, że ktoś przywiózł im jedzenie. Nikodem Kemicer przekonuje ich, by wytrzeźwieli i na drugi dzień przyszli do jego noclegowni. Jeden twierdzi, że chce żyć tak, jak żyje, dwaj obiecują, że się pojawią.
- Chciałbym coś zmienić w swoim życiu, koczuję tak już 11 lat. Pijemy wszystko, najczęściej denaturat, za pieniądze zebrane z puszek. Szukamy ich po śmietnikach - mówi Robert Duchnowski.
- Latem jest dużo łatwiej, poza tym można iść wykąpać się w jeziorze - dodaje Darek Dec.
Cała trójka wraca z jedzeniem do opuszczonego garażu. Tam przy świeczce dzielą jedzenie.

Rottweiler na straży
Spod starego szpitala jedziemy na działki przy ulicy 11 Listopada. Policjant, który jest z nami, wie, że w jednej z altanek zimę chce przetrwać 25-latek, który kiedyś mieszkał na osiedlu Północ II. Niełatwo się do niego dostać. Przez płot działkowy szczerzą na nas zęby psy - wśród nich potężny rottweiler. Strach wejść, choć mamy ze sobą gaz. Nikodem naciska kilkakrotnie klakson, policjant krzyczy... W końcu w świetle latarki z altanki wychodzi młody mężczyzna.
- O co chodzi, ja nic nie zrobiłem - tłumaczy.
Kiedy podchodzi bliżej, czuć od niego klejem, jest okrutnie pobity. Nie chce powiedzieć, kto go skatował. Oprócz jedzenia dostaje od nas papierosa. Chwilę rozmawiamy, psy przestają szczekać. Bezdomni ściągają psy na działki, by nikt ich nie okradł, nie pobił.
- Było już z nim dobrze, miał dziewczynę, nie ćpał przez długi czas - martwi się policjant.
Po drodze sprawdzamy jeszcze trzy "mety", gdzie koczują bezdomni. Wszystkie puste, zostały tylko stare kołdry, którymi nakrywają się kloszardzi. Jedna z nich jest w samym centrum miasta, pod schodami klatki schodowej. Aby do niej wejść, ktoś za każdym razem musiał pokonywać ośmiometrową skarpę.

Boją się o swoje życie
Ostatnie miejsce, które sprawdzamy, to dworzec PKP. Czterech mężczyzn stoi przy oknie obok kaloryfera, przy nich leży pies, obok kałuża pobitego taniego wina. Najstarszy bezdomny ma rozbity nos.
- Nie powiem, kto to zrobił, bo oni wiedzą, gdzie śpię i przyjdą do mnie z nożem - mówi.
Dostają jedzenie. Kiedy namawiamy ich, by z dworca przenieśli się do noclegowni, podchodzi kolejnych trzech, ci także chcą jeść. Czwartą porcję biorą dla swojego kompana, który siedzi na krześle w kałuży własnego moczu - jest tak zamroczony alkoholem, że nie wie, co się dzieje.
W sobotę z dobrą informacją do redakcji dzwoni N. Kemicer. - Do noclegowni przyszedł rano Czesiek z ruin pod szpitalem, był trzeźwy. Trzeba opatrzyć mu nogi, bo chyba ma odmrożone palce - mówi. - Przyjdą też dwaj pozostali, Czesiek mówi, że dotrą, gdy sprzedadzą puszki i będą mieli na papierosy.
W niedzielę zła wiadomość. Na mecie pod szpitalem szajka młodych opryszków pobiła bezdomnego. Zmarł w szpitalu.

Więcej w papierowym wydaniu mazurskiej Gazety Współczesnej

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna