MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Mieszkaniec Augustowa Bartłomiej Wiśniewski będzie bił rekord Guinnessa w chodzeniu po rozżarzonych węglach

Helena Wysocka
Helena Wysocka
Bartłomiej Wiśniewski podejmie próbę pobicia rekordu Guinnessa
Bartłomiej Wiśniewski podejmie próbę pobicia rekordu Guinnessa Daniel Bobrowski
Siada na gwoździach, w szortach wspina się po zaśnieżonych stokach górskich, morsuje i pływa pod lodem. Mówi, że zimno już pokonał, a teraz chce zmierzyć się z gorącem.

W trzecią sobotę listopada, nad brzegiem jeziora Necko Bartłomiej Wiśniewski zwany przez miejscowych fakirem zamierza przejść po rozpalonych do czerwoności węglach.
– Liczy się długość pokonanej trasy. Aktualnie rekord Guinnessa wynosi 200 metrów – mówi augustowianin. – Jak dla mnie trochę za ambitnie. Na początek chciałbym pokonać 50 metrów, by być najlepszym w Polsce.
Chodzenie po rozgrzanych do 700 stopni Celsjusza węglach to bardzo stary obyczaj. Dziś organizowany jest w niektórych krajach jako rozrywka dla turystów. Wiśniewski chce to zrobić dla siebie.
– To obrzęd, który podobnie jak morsowanie pozwala oczyścić myśli – przekonuje augustowianin. – Aby dokonać tego wyczynu trzeba zapomnieć o sprawach codziennych i skupić się na tym, co się robi. Uprzedzać stopy, by nie reagowały na żar.

Wpadał w górskie wodospady

Mieszka w Augustowie, pracuje w rodzinnej firmie. Ma 28 lat i los go nie szczędzi. Od niedawna, na nowo musi układać sobie życie.
– Zostałem sam i aby stłumić tęsknotę za ukochaną córką, z którą ograniczono mi kontakt poszedłem w stronę lodowatej wody oraz medytacji, która pozwala oczyszczać umysł i wprowadza go w stan wyciszenia. A do tego dodaje energii – wspomina augustowianin. – Dlaczego wybrałem akurat zimno, trudno powiedzieć. Być może dlatego, że na życiowym zakręcie znalazłem się jesienią, a może stąd, iż urodziłem się w styczniu.
Nie bez znaczenia dla decyzji były płynące ze wszystkich stron informacje, że morsowanie to samo zdrowie. Naturalna szczepionka, która chroni nie tylko ciało, ale też ducha i diametralnie zmienia nastawienie do życia. A tego właśnie potrzebuje najbardziej.
Klub z instruktorką yogi znalazł tuż za rogiem, niedaleko rodzinnego domu, a kąpiele w zimnej wodzie zaczynał pod prysznicem albo w przydomowych pojemnikach na deszczówkę, do których dorzucał setki kostek lodu. Gdy oswoił się nieco z zimnem, przeniósł się nad Kanał Augustowski. Kąpał się w mieście lub jeździł kilkadziesiąt kilometrów od domu, w rejon Sztabina gdzie przy śluzie woda zawsze jest najzimniejsza.
– Hartowałem się i powoli dążyłem do perfekcji – wspomina augustowianin. – Dziś wchodzę do wody bez specjalnego przygotowania oraz skarpet i potrafię w niej siedzieć nawet pół godziny.
Aby dojść do takiego etapu, szkolił się pod okiem mistrzów. W minioną zimę pojechał na warsztaty morsowania do Karpacza. Dziś wspomina, że w górskie wodospady wpadał jak do basenu z ciepłą wodą. Szokował swoim zachowaniem i trenerów, i morsujących kolegów. Za nic miał ogólnie przyjęte przez nich zasady, że trzeba chronić głowę. Moczył ją bez umiaru, bo z górskich potoków chciał „wyrwać” jak najwięcej.
– Woda była dużo chłodniejsza niż w augustowskich jeziorach– dodaje. – Ale nie miałem z tym problemu, byłem zmotywowany.
Któregoś dnia, podczas warsztatów postanowił, że zrobi kolejny krok i skoro jest w górach to w szortach wejdzie na Śnieżkę.
- Wiem, że chodzenie po górach na golasa robi się bardzo modne ale mnie nie chodziło o trendy. Chciałem sprawdzić się w nowej sytuacji i tyle - przekonuje.
Miejscowy góral poproszony o wskazanie drogi na szczyt obiecał, że pomoże ale rozbierać się nie będzie. Poszedł więc w kożuchu, a Wiśniewski w szortach. Zaśnieżoną górę zdobywali ponad dwie i pół godziny, ponieważ „wdrapywali się” na jej szczyt okrężną trasą. Ta krótsza była akurat zamknięta.
Wiśniewski mówi, że pierwszych kilka kilometrów było super. Zastanawiał się nawet o co było tyle krzyku ale kilkunastostopniowy mróz szybko nauczył go pokory. Zamarzały soczewki kontaktowe i woda w butelce. A gdy docierał na grzbiet Śnieżki i wyszedł z lasu dopadł go przenikliwy wiatr, który bezlitośnie smagał gołą skórę.
Podczas tej wędrówki targały nim różne emocje . Fascynacja ale też i strach gdy mijał stojące na szlaku znicze.
– Wiem, że góry są nieprzewidywalne – dodaje rozmówca. – Znam historię turystki, która w towarzystwie innych morsów próbowała zdobyć Babią Górę i otarła się o śmierć.
Ale zna też historię 62-letniego Holendra Wima Hofa, który łamie prawa natury i uznawany jest za twórcę górskiego morsowania. Hof nie tylko zdobywa szczyty ale jest też autorem rekordów najdłuższej kąpieli w lodzie oraz najdłuższego dystansu pokonanego pod lodem. W tym względzie 21 lat temu ustanowił rekord świata Guinnessa.
– Jest moim idolem więc nie miałem wyjścia i musiałem pójść w jego ślady – żartuje Bartłomiej Wiśniewski.
A tak na serio kierowała nim ogromna ciekawość jak to jest pod lodem i chęć pokonania kolejnej bariery. Z drugiej pojawiał się strach, bo przecież pływanie w sytuacji gdy nie zawsze możesz się wynurzyć to jednak nie to samo co w basenie. Zwyciężyła ciekawość.
Godzinami ćwiczył w Kanale Augustowskim do czasu aż ruchy paraliżował ból głowy. W lutym tego roku uznał, że jest gotowy na to, by podjąć wyzwanie. Augustowscy płetwonurkowie pośpieszyli mu z pomocą i na jeziorze Necko, w grubym lodzie, wykuli dwa oddalone od siebie przeręble.
– Zanurzyłem się i pomyślałem: o cholera, jak ciemno nic nie widać. Do tego stopnia, że nie widziałem nawet płynącego obok nurka. Trasa była marnie oświetlona.
Starał się utrzymać jak najwyżej, walił głową w lód i martwił się czy trafi do przerębla. Gdy w końcu wypłynął spod lodu był w ogromnym szoku. Do tego stopnia, że nawet nie słyszał oklasków, którymi powitali go czekający na jeziorze znajomi.
– Gdy usiadłem na lodzie uświadomiłem sobie, że jestem pierwszym człowiekiem na Podlasiu, który dokonał takiego wyczynu – mówi Bartłomiej. – Przepłynąłem jedenaście metrów pod lodem. Byłem z siebie dumny i szczęśliwy.

Babia Góra czeka

Wiśniewski na nadchodzącą zimę ma sporo zamierzeń. W połowie grudnia weźmie udział w I Mistrzostwa Mazur w Pływaniu Zimowym, które planowane są w Ełku. To duże, organizowane pierwszy raz wydarzenie, które ma promować morsowanie. Uczestnicy mistrzostw rywalizować będą na dystansach od 25 do 500 metrów. W programie jest także sztafeta. Wiśniewski śmieje się, że najchętniej płynąłby na wszystkich dystansach ale to wbrew regulaminowi.
– Jak będzie, zobaczymy – dodaje. – Pewne jest, że tej imprezy, która będzie okazją choćby do nawiązania kontaktów z morsami i do wymiany doświadczeń na pewno nie ominę.
Natomiast po nowym roku planuje kolejną wyprawę w góry. Tym razem myśli z zdobyciu szczytu niezwykle kapryśnej zimą, jak twierdzą znawcy, Babiej Góry. Oczywiście znowu w szortach.
– Nie jestem szaleńcem, znam swój organizm i wiem kiedy się wycofać. Jednak wierzę, że nie będę musiał tego robić – mówi. – Wyciągnąłem wnioski z wyprawy na Śnieżkę, wiem co ze sobą zabrać. Poza tym, mam znacznie lepszą kondycję i coraz większą motywację.
Wiśniewski liczy na to, że pokona kolejną granicę ale też przy okazji będzie promował rodzinne miasto. Właśnie dlatego chciałby wziąć udział w najbliższych edycjach telewizyjnych show Mam Talent czy Ninja Warrior, gdzie potrzebne są siła, odwaga i spryt. A póki co planuje jeszcze jeden, jesienny, wyczyn w rodzinnym mieście Będzie chodzić po rozżarzonych węglach. Takie „sztuczki” na świecie praktykuje się od około trzech tysięcy lat, w różnych tradycjach. Uczony Pliniusz Młodszy opisywał sytuacje, w których członkowie rzymskich rodzin podczas dorocznych ceremonii składania ofiar Apollinowi bezboleśnie chodzili po żarzących się węglach. Dzięki temu byli zwalniani ze służby w wojsku. Z kolei w północnej Afryce chodzenie po węglach traktowane było jako symbol duchowego oczyszczenia. W Bułgarii do dziś chodzi się „po ogniu”, by uatrakcyjnić pobyt turystom. Natomiast na Taiti od wieków kultywuje się chodzenie po zastygłej lawie wulkanicznej o temp. 600 stopni Celsjusza. Węgle, po których za kilka tygodni przejdzie Bartek Wiśniewski będą miały temperaturę wyższą o sto stopni. Różnica jest jeszcze jedna: augustowianin zrobi to nie dla sławy czy biznesu tylko dla siebie. - Będzie to możliwe dzięki sponsorowi - Euro Windows Augustów - dodaje.

Rozżarzone węgle

W tę niedzielę, na potrzeby telewizji, na augustowskiej plaży odbędzie się pierwsza próba chodzenia po gorących węglach. A prawdziwe zmagania i bicie rekordu Guinnessa zaplanowane jest na 20 listopada.
– Należy on do Węgra, który dwa lata temu przeszedł „po ogniu” 200 metrów – opowiada. – Podobno długo po tym wyczynie dochodził do siebie. Szczerze? Nie jestem na na takie wyzwania jeszcze gotowy. Postawiłem więc sobie mniej ambitne zadanie i chciałbym ustanowić rekord kraju. Stąd 50-metrowy dystans. Jeśli się uda, będę ćwiczyć i walczyć dalej.
Jak te zmagania będą wyglądały? Na plaży miejskiej nad Neckiem zostaną ułożone węgle ze spalonego wcześniej drewna. Muszą one mieć temperaturę co najmniej 600 stopni Celsjusza. Nawet jeden stopień mniej dyskwalifikuje. Wiśniewski przejdzie po nich bosą stopą.
- Chcę przekonać siebie, że jestem zdolny do czegoś co do tej pory uważałem za niewykonalne – argumentuje pomysł. – Dzięki temu uwierzę, że jestem w stanie pokonywać kolejne trudności i cieszyć się życiem.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Studio Euro odc.4 - PO AUSTRII

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna