Morderstwo Krzysztofa Choińskiego, wiceprezydenta Łomży. Oni widzieli go jako ostatni

Michał Modzelewski
Udostępnij:
Okoliczności bestialskiego zabójstwa wiceprezydenta Łomży na razie pozostają tajemnicą. Udało nam się jednak dotrzeć do osób, które najprawdopodobniej jako ostatnie widziały go żywego.

Ostatnie godziny życia Krzysztof Choiński spędził w gronie, z którym związany był od początku do końca kariery zawodowej, czyli z pedagogami. We wtorkowy wieczór żaden z nich nie mógł nawet przeczuwać, że swojego kolegę zobaczą po raz ostatni.

Nic nie wzbudzało podejrzeń

- We wtorek w siedzibie przy ul. Spokojnej odbyło się robocze spotkanie naszego środowiska z miejscowym gronem pedagogicznym - opowiada Witold Wincenciak, prezes Towarzystwa Wiedzy Powszechnej w Łomży. - Zebraliśmy się z okazji Dnia Nauczyciela. Wymienialiśmy poglądy i wizje dotyczące przyszłości naszego towarzystwa i miejscowej oświaty. Śp. prezydent też zabierał głos. Część oficjalna skończyła się po osiemnastej i rozmawialiśmy w kuluarach przy kawie i kanapkach. Godzinę później zaczęliśmy się rozchodzić.

Wedle relacji Wincenciaka, Krzysztof Choiński opuszczał siedzibę TWP przed godziną 19., na zewnątrz dopiero zapadał zmierzch. Księgowa pracująca w stowarzyszeniu zaproponowała, że odwiezie gości. Były wiceprezydent jednak miał stwierdzić, że skoro pogoda dopisuje to nie ma potrzeby i woli przejść się pieszo. Do jego domu było niedaleko. Przejście tej drogi mogło zająć zaledwie kilkanaście minut. Razem z kolegą przeszedł kilkaset metrów ulicą Spokojną. Następnie pożegnali się i każdy poszedł w swoją stronę. Co stało się dalej? Kim są sprawcy bądź sprawca? Na razie nie wiadomo. Wyjaśnia to prokuratura.

Morderstwo Krzysztofa Choińskiego, wiceprezydenta Łomży. Oni widzieli go jako ostatni

Wszyscy, począwszy od urzędników i pedagogów, którzy znali Choińskiego twierdzą, że nie mogła być to zemsta, bo on nigdy nikomu krzywdy nie wyrządził. Przede wszystkim wspominają go jako spokojnego i ciepłego człowieka, który nawet w sytuacjach spornych był opanowany.
I choć pośród wielu byłych jego współpracowników krążą domysły jakoby jego wybór przez oprawców był czystym przypadkiem i nie miał związku z pełnionym przez osiem lat urzędem, to jednak nie wszyscy są tego zdania.

To nie był przypadek?

- Znałam go pięć lat, najpierw kiedy on mnie zatrudniał, a potem ja jego jako swego zastępcę - wspomina Ewa Ściana, dyrektor Publicznego Gimnazjum nr. 2 w Łomży. - W środę byłam zaniepokojona od samego rana, gdy nie przyszedł do pracy. Gdy był prezydentem był zawsze wpierw człowiekiem, a nie urzędem. Jednak ja osobiście nie wierzę, że był przypadkową ofiarą swoich oprawców. Wskazuje na to bestialstwo, jakiego się wobec niego dopuścili, jakby chcieli go upokorzyć. Poza tym nie pozostawiliby tak ostentacyjnie zmasakrowanych zwłok przy drodze, ale raczej je ukryli, choćby w pobliskiej rzece.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie