Morderstwo na Białostoczku. Zabił, a potem poszedł na imprezę

Izabela Krzewska [email protected]
Udostępnij:
Z pewnością nie tego spodziewał się właściciel jednego z białostockich mieszkań, kiedy przyszedł odebrać zaległą opłatę za czynsz.

Zamiast pary lokatorów znalazł gnijące zwłoki nieznanego mężczyzny. Morderca ukrywał się za granicą. Okazał się nim Adam K. - 24-letni kolega ofiary. Grozi mu dożywocie.

Zabójstwo miało miejsce w ostatnią sylwestrową noc. Tragiczny los 45-letniego Andrzeja T. Polska poznała jednak dopiero półtora miesiąca później.

Sprawcy szukano do wiosny

Makabrycznego odkrycia dokonał właściciel mieszkania przy ul. Białostoczek w Białymstoku, który od dłuższego czasu nie miał kontaktu z najemcą - Adamem K. Mężczyzna nie opłacił czynszu za styczeń, a przy tym nie odpowiadał na telefony, nie otwierał drzwi. W końcu, 12 lutego, właściciel zdecydował się rozkręcić zamki.

- Weszliśmy do środka. W odległości około 2 metrów od drzwi zauważyliśmy zwłoki mężczyzny zwrócone głową w naszą stronę - zeznał 30-letni syn właściciela mieszkania. - Ciało było w rozkładzie. Panował straszny fetor. Widok był straszny.

Na miejsce wezwana została policja. W wyniku śledztwa ustalono, że ciało należy do Andrzeja T., białostoczanina pracującego dorywczo jako spawacz. Sekcja zwłok wykazała, że 45-latek zginął od ciosów zadanych nożem. Podejrzenie padło na lokatorów feralnego mieszkania. 24-letni Adam K. i żyjąca z nim w konkubinacie 30-letnia Patrycja S., zapadli się jednak pod ziemię.

Zostali zatrzymani dopiero wiosną br. Adama K. złapano w połowie kwietnia 2011 r. na poznańskim dworcu autobusowym - zaraz po powrocie z Wielkiej Brytanii. To właśnie tam ukrywał się przez wszystkie miesiące. Patrycja S. na policję zgłosiła się sama, 2 tygodnie po nim.

Wszystkiemu winien... alkohol

Para zatrzymanych wraz z 4,5-letnią córeczką Patrycji oraz ofiara wspólnie - od października 2010 r. - zamieszkiwali w dwupokojowym lokum na Białostoczku. Ten ostatni bez wiedzy właściciela. Cała trójka znała się od lipca ub. r., z poprzedniej stancji.

Feralnego wieczoru mężczyźni spożywali w kuchni alkohol. Gdy zbliżała się północ doszło między nimi do sprzeczki, a później szarpaniny. Kto pierwszy chwycił nóż?

- Ja nie chciałem, żeby tak się stało - zarzekał się Adam K.

Według jego wersji, to on został zaatakowany i tylko się bronił. Bo Andrzej T., jak twierdzi oskarżony, miał problem z alkoholem, a kiedy usłyszał radę, żeby "przystopował", bo mają w domu małe dziecko, to się zdenerwował.

- Zdarzało się, że jak miał pieniądze to od piątku do poniedziałku praktycznie nie trzeźwiał - zdradził K. - Wtedy też był pod widocznym wpływem alkoholu. Wstał i popchnął mnie. Odepchnąłem go. On poleciał na szafkę ze zlewem. Chwycił nóż i ruszył na mnie.

Podczas szamotaniny Andrzej T. najpierw został zraniony w ucho, a później otrzymał jeszcze dwa ciosy w ramię i obojczyk.

- Andrzej sam wyciągną nóż z ciała. Następnie odwrócił się w stronę pokoju i upadł na podłogę - Adam kontynuował swą opowieść. - Odwróciłem go na plecy. On charkną może dwa razy i przestał się ruszać.
Obecna w tym czasie w mieszkaniu Patrycja S. zaczęła płakać. Kiedy chciała zadzwonić po pogotowie, Adam zabronił jej. Zdecydował, że trzeba zabrać dziecko i opuścić mieszkanie.

- Przestraszyłem się - mówił Adam K. - Wiedziałem, że trafię do więzienia, że źle zrobiłem.

Postawił na swoim. W czasie, kiedy Andrzej wykrwawiał się na śmierć Adam K. wyrzucił narzędzie zbrodni za drzwi balkonowe, po czym w 15 minut z Patrycją spakowali swoje rzeczy i uciekli. Gdy wyszli na zewnątrz, miasto właśnie rozbłysło noworocznymi fajerwerkami. Córeczka Patrycji została u dziadków, a młodzi... wybrali się jeszcze na dwie imprezy sylwestrowe do znajomych. Kilka dni później zaś, 8 stycznia, wyjechali do Londynu.

Zaczęło męczyć ją sumienie

Nie tą wersję wydarzeń przyjęła jednak prokuratura formułując niedawno akt oskarżenia. Adam K. usłyszał zarzut umyślnego zabójstwa i trafił do aresztu. Obciążające go zeznania złożył jedyny żyjący świadek całego zdarzenia - Patrycja.

O Andrzeju T. wyraziła się "dobry współlokator". - Jak był trzeźwy to był dobrym człowiekiem, jak się napił, to był "zaczepliwy" - mówiąc to 30-latka nie miała jednak wątpliwości, że 31 grudnia to Adam wziął do ręki nóż i zaczął nim wymachiwać przed oczami Andrzeja. 45-latek próbował odebrać broń napastnikowi.

- Chciałam ich rozdzielić. Błagałam Adama, żeby odłożył nóż, ale on mnie nie słuchał - powiedziała Patrycja. Gdy uciekli z mieszkania, Adam groził Patrycji, że jeśli powie komukolwiek o zabójstwie, ją może spotkać taki sam los. Ponadto, gdyby go złapali, miała mówić, że to Andrzej zaatakował pierwszy.

- Nabrałam do Adama odrazy. Po nim spłynęło to wszystko jak "po kaczce". A ja nie mogę tak postępować i tak żyć - zeznała kobieta.

Przez wiele tygodni żyła w napięciu, nie wiedząc, co się stało z Andrzejem. - To mnie dusiło. Dzwoniłam do właściciela z zagranicy, że zostawiłam w mieszkaniu łóżeczko dla dziecka. Po prostu chciałam, by ktoś tam poszedł i żeby sprawa wyszła na jaw.

Mimo szczerych zeznań Patrycja S. odpowie za nieudzielenie pomocy umierającemu Andrzejowi T., za co grozi do 3 lat więzienia. Całą sprawą zajmie się Sąd Okręgowy w Białymstoku.

Oboje oskarżeni byli w przeszłości karani. Adam K. dwukrotnie za jazdę po pijanemu, zaś Patrycja S. za rozbój i kradzież.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie