Nadzieja olimpijska musi dorabiać za kółkiem

Miłosz Karbowski
Paweł Skowroński lubi jazdę samochodem. Wolałby jednak robić to dla przyjemności.
Paweł Skowroński lubi jazdę samochodem. Wolałby jednak robić to dla przyjemności. Archiwum
Białystok. Olimpijska nadzieja Białegostoku, Paweł Skowroński, między treningami musi sobie dorabiać.

Kanadyjkarz Dojlid od lat nie może zyskać w stolicy Podlasia sponsora, który gwarantowałby mu spokojne przygotowania. Wyniki ma obiecujące. Rok temu został Młodzieżowym Mistrzem Europy. Wcześniej wywalczył srebro i brąz czempionatu Starego Kontynentu wśród seniorów. Na igrzyska do Pekinu nie pojechał tylko dlatego, że najpierw trener kadry nie dopełnił papierkowych formalności, a potem słabszy kolega, mimo wcześniejszej deklaracji, nie zrezygnował ze swojego miejsca. Do Londynu jednak Paweł niemal na pewno się uda. Być może jednak nie w białostockich barwach. Aby żyć godziwiej, zaczął... normalnie pracować. Przez 10 dni jeździł samochodem z lawetą. Tak do igrzysk przygotować się nie da.
Z konkretną propozycją zmiany klubu zgłosił się do Skowrońskiego bydgoski Zawisza.
- Miałbym zapewniony taki status jak inni zawodnicy, którzy przeszli do Bydgoszczy, m.in. olimpijczycy Paweł Baumann i Mariusz Kujawski. Byłbym zatrudniony jako zawodowy żołnierz. To daje zarobki w wysokości 2600 złotych plus wszystkie korzyści socjalne - wylicza Paweł. - Zajmowałbym się jednak tylko treningiem. Za to po zakończeniu kariery klub gwarantuje normalną pracę w wojsku, więc byłbym zabezpieczony.
Kajakarstwo nie jest sportem, na którym łatwo się zarabia i - jak widać - Skowrońskiemu nie chodzi o kokosy. Białystok chce zatrzymać utalentowanego sportowca. Urząd Miejski traktuje go priorytetowo przy nagrodach, jednak suma jego regularnych, miesięcznych stypendiów: kadrowego i miejskiego wynosi obecnie 1600 złotych. Paweł musi natomiast często z własnych środków pokrywać kupno sprzętu do treningu, jak np. narty czy też odżywki.
Skowroński może zmienić barwy do 31 marca 2009 roku. Jeśli jego sytuacja się nie wyklaruje, zrobi to prawdopodobnie wcześniej, być może nawet w styczniu.
- Jeśli miałbym zostać w Białymstoku, musiałbym dostać pewność, że przez najbliższe cztery lata będę mógł się skupić tylko na przygotowaniach. Owszem, mogę sobie jeździć z lawetą i uprawiać kajaki, ale to jest zabawa a nie sport. Dla mnie sport jest priorytetem i jeśli szanse na komfortową pracę będę miał tylko poza Białymstokiem, wyjazd stanie się konieczny - mówi "Współczesnej" Skowroński.
Za sprawy kanadyjkarza wziął się na dobre prezes Podlaskiego Okręgowego Związku Kajakowego Wojciech Walulik. Prosił, żeby Paweł wstrzymał się z decyzją do końca roku. Jeśli nic się nie wyjaśni, Skowroński wyjedzie na dobre i nie będzie ciągnął za sobą lawety.

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
A to dopiero
Żenujące??? Czy Ty zdajesz sobie sprawę na czym polega sport wyczynowy w dzisiejszych czasach? To nie igrzyska sprzed 30 lat, kiedy sklepikarz biegał w maratonie. Jak nie podporządkujesz wszystkiego to nic nie osiągniesz. Nie wiesz chyba co sięna wiecie dzieje. Polacy mieli miliony na olimpiadę w Pekinie, a i tak zostali za światem.
K
Ktoś
A,że on nadzieja to odrazu ma nie pracować i pieniądze zarabiać ? Śmieszne i żenujące !!
Dodaj ogłoszenie