"Nil" powiedział "nie"

    "Nil" powiedział "nie"

    Piotr Biziuk

    Gazeta Współczesna

    Aktualizacja:

    Gazeta Współczesna

    August Emil Fieldorf "Nil” (z lewej). Podczas procesu w 1952 roku został obciążony przez wymuszone przez UB zeznania Władysława Liniarskiego

    August Emil Fieldorf "Nil” (z lewej). Podczas procesu w 1952 roku został obciążony przez wymuszone przez UB zeznania Władysława Liniarskiego (z prawej, zdjęcie sprzed września 1939 roku).

    Sprawa "Nila" wiązała się z wielką prowokacją szykowaną przez bezpiekę, chodziło o tzw. piątą komendę WiN-u.
    August Emil Fieldorf "Nil” (z lewej). Podczas procesu w 1952 roku został obciążony przez wymuszone przez UB zeznania Władysława Liniarskiego

    August Emil Fieldorf "Nil” (z lewej). Podczas procesu w 1952 roku został obciążony przez wymuszone przez UB zeznania Władysława Liniarskiego (z prawej, zdjęcie sprzed września 1939 roku).

    Rozmowa z Piotrem Łapińskim, historykiem z białostockiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, o procesie generała Augusta Emila Fieldorfa "Nila", metodach ubecji oraz powojennych losach Władysława Liniarskiego "Mścisława".

    Niebawem na ekrany kin wchodzi film o Fieldorfie "Nilu". Jedną z głównych osób dramatu, który wydarzył się podczas procesu generała, był komendant białostockiego AK, później AKO, pułkownik Władysław Liniarski. Jaką rolę odegrał "Mścisław"?

    - Liniarski został zatrzymany przez UB latem 1945 roku w Brwinowie pod Warszawą.
    Pierwotnie skazany został na karę śmierci, jednak prezydent Bierut w drodze łaski zamienił tę karę na 10 lat więzienia, którą następnie na mocy ustawy amnestyjnej złagodzono na 7 lat więzienia. "Mścisław" był wtedy wykorzystywany jako świadek w różnych procesach politycznych, m.in. w procesie I Zarządu Głównego Zrzeszenia "WiN" kierowanego przez pułkownika Rzepeckiego. Więziony był w Rawiczu. Kiedy w 1952 roku zbliżał się termin jego zwolnienia, wówczas uruchomiono kolejną sprawę. Chodziło o zlecanie zabójstw tzw. elementu lewicowego.

    Musimy cofnąć się w czasie i przypomnieć, że podczas wojny na Białostocczyźnie nie działały polskie lewicowe organizacje - ani PPR, ani jej zbrojne ramię, czyli Gwardia, a później Armia Ludowa. Działo się tak, gdyż w przekonaniu polskich komunistów, Kresy Wschodnie II RP miały po wojnie przypaść Sowietom. Podczas okupacji niemieckiej działało tu natomiast podziemie sowieckie. Tworzyli je m.in. okrużeńcy, czyli żołnierze i oficerowie Armii Czerwonej, którzy nie przebili się na Wschód i ukrywali się na Białostocczyźnie po ataku niemieckim w 1941 roku. Byli też tzw. wostocznicy, a więc obywatele Związku Sowieckiego, którzy przybyli tu do pracy w administracji cywilnej po jesieni 1939 roku. W końcu byli również przerzucani komandosi, profesjonalnie wyszkoleni w Związku Sowieckim dywersanci. Z ludności miejscowej rekrutowali się zarówno członkowie, jak i współpracownicy wspomnianych struktur. Komunistyczne podziemie próbowało rozpracowywać i infiltrować polskie organizacje niepodległościowe. Siłą rzeczy musiało się to spotkać z kontrakcją AK.

    Czyli dochodziło do likwidacji sowieckich partyzantów?

    - Tak. Nieustannie toczono tu walki. Zdarzało się, że miejscowy Kedyw walczył nie tylko z żandarmerią, policją i wojskiem niemieckim, ale też z komunistyczną partyzantką, bez względu na jej oblicze. Do walk dochodziło już w 1943 roku. Należy jednak zaznaczyć, że wspomniane działania nie miały takiej skali jak np. na Nowogródczyźnie.

    Wróćmy do 1952 roku, kiedy Liniarski miał opuścić więzienie…

    - Nie wypuszczono go wcale. Był przesłuchiwany na okoliczność walk z wspomnianym wyżej tzw. elementem lewicowym. Bezpieka miała w ręku dokumenty sprawozdawcze "Mścisława". One też posłużyły - jako dowody - w procesie generała Fieldorfa "Nila".

    Sprawa "Nila" wiązała się z wielką prowokacją szykowaną przez bezpiekę, chodziło o tzw. piątą komendę WiN-u. Czterokrotnie UB udawało się rozbić kierownictwo Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość". Teraz zaś chodziło komunistom o przejęcie kontroli nad pozostałościami organizacji. WiN, oprócz tego, że działał w kraju, miał też delegaturę zagraniczną w Wielkiej Brytanii oraz anglosaskich alianckich strefach okupacyjnych w Niemczech. Bezpieka, wiedząc o tym, chciała stworzyć fikcyjne kierownictwo WiN-u, które by pozwoliło nawiązać grę wywiadowczą z zagranicą, nie tylko ze wspomnianą delegaturą, lecz również z zachodnimi służbami specjalnymi. Chodziło też o przejęcie resztek podziemia działającego w kraju, tak aby pokazać tym na Zachodzie, że WiN nadal cieszy się w Polsce realnym poparciem i nie tworzyć żadnych fikcyjnych grup. W grę wchodziło także przejęcie znacznych środków finansowych.

    Jaką rolę miał odegrać "Nil" w tym planie?

    - Żeby kierować strukturami fikcyjnego WiN-u, trzeba było stworzyć sztab i kadrę dowódczą. Idealnie nadawał się do tego autentyczny działacz konspiracyjny, zwerbowany na potrzeby bezpieki.

    A więc do tej roli został wytypowany szef Kedywu…

    - Tak, tym bardziej że miał w swoim konspiracyjnym życiorysie przerwę. Był deportowany do Związku Sowieckiego, gdy w Polsce toczyła się walka ze zbrojnym podziemiem niepodległościowym. W marcu 1945 roku "Nil" został aresztowany przez NKWD. Nie rozpoznano go, posługiwał się bowiem fałszywymi dokumentami, ale trafił do łagrów. Wrócił w 1947 roku ciężko chory, wycieńczony.

    Został zatrzymany. Bezpieka poszukując osoby odpowiedniej na stanowisko szefa "piątej komendy" WiN-u jako kandydata wytypowała właśnie generała Fieldorfa. Żeby wciągnąć kogokolwiek do gry operacyjnej, ta osoba musi być wtajemniczona, muszą jej też zostać przedstawione różne alternatywy jej zachowań. Po zatrzymaniu zaproponowano "Nilowi" wzięcie udziału we wspomnianej grze operacyjnej. W realizowanej rozgrywce Fieldorf byłby tylko figurantem obstawionym agentami albo nawet funkcjonariuszami bezpieki. "Nil" jednak odmówił, bo nie chciał firmować swoją osobą zdrady. Odmawiając dokonał tym samym bardzo trudnego wyboru.

    Co by się stało, gdyby generał się zgodził?

    - Wystarczy spojrzeć na losy Stefana Sieńko, a więc osoby, która ostatecznie zamiast Fieldorfa stanęła na czele fikcyjnej organizacji. Po pomyślnym zakończeniu gry operacyjnej bezpieka pozostawiła go w spokoju. W "nagrodę" spreparowano mu fałszywą tożsamość. Do śmierci posługiwał się dokumentami na inne nazwisko. Możemy też podać przykład osoby, która poszła na współpracę z bezpieką. To postać Mariana Reniaka, właściwie Strużyńskiego, człowieka zupełnie innego kalibru, wręcz pionka w porównaniu z Fieldorfem. Podobnie jak Sieńko był to autentyczny działacz konspiracyjny zatrzymany przez UB, który został nakłoniony do współpracy. Do tego stopnia zaangażował się w działania komunistów, że został nawet kurierem do Monachium, "przerzuconym" przez zieloną granicę. Przeszedł tam szkolenie w ośrodku wywiadowczym. Wrócił do kraju i brał aktywny udział w rozpracowywaniu pozostałości podziemia. W wyniku działalności Reniaka zatrzymano wiele osób, wiele skazano na karę śmierci. Swoje "przygody" Reniak opisał później w kilku sensacyjnych książkach.

    Jaką rolę odegrał Liniarski w procesie "Nila"? Generał zupełnie go nie poznał.

    - Liniarskiego wniesiono na salę rozpraw na noszach, był w tak koszmarnym stanie. Powszechnie wiadomo, jak wyglądały metody bezpieki wobec osób, które odmawiały składania zeznań takich, jak oczekiwano. Trzeba też pamiętać, że Liniarski był w więzieniu od 1945 roku, a ciężkie warunki odbiły się poważnie na jego zdrowiu. Składał zeznania, w których wyjaśniał sens i treść meldunków oraz raportów sabotażowo-dywersyjnych cyklicznie przesyłanych do centrali w Warszawie. W dokumentach tych informowano także o likwidacjach tzw. elementu lewicowego.

    Fizycznie można złamać praktycznie każdego człowieka. Osoby przesłuchiwane bito różnymi przedmiotami, ale stosowano też tortury bardziej wyrafinowane, jak zdzieranie paznokci, sadzanie na odwróconej nodze stołka. Torturą było też uniemożliwianie człowiekowi snu, czyli prowadzenie przesłuchań metodą konwejera. Jedna osoba była przesłuchiwana przez kilkadziesiąt godzin przez zmieniających się funkcjonariuszy, tak by nie mogła zasnąć. Powodowało to wręcz halucynacje, a przesłuchiwany człowiek był gotów powiedzieć i podpisać wszystko. Inna metoda polegała na tym, że stawiano kogoś pod ścianą na kilkanaście godzin bez ruchu, albo z kolei zmuszano do wykonywania tzw. żabek, czyli serii podskoków z głębokiego przysiadu. Mogły też być stosowane inne formy nacisku, jak np. szantażowanie losem rodziny zatrzymanego, grożenie, zatrzymywanie członków rodziny…

    W obliczu dowodów rzeczowych, jakimi były dokumenty, nie było jednak zbyt dużego pola manewru do obrony. Tymczasem komuniści dysponowali podpisanymi sprawozdaniami i meldunkami "Mścisława" z lat 1943-44. Stanowiły one jeden z elementów układanki, jakim był akt oskarżenia przeciwko Fieldorfowi.

    Wyrok mógł być tylko jeden…

    - "Nil" wiedział zbyt dużo. Został wtajemniczony w zarys planu prowokacji związanej z "piątą komendą". Musiały więc zostać stworzone takie okoliczności, aby Fieldorf nie mógł nikomu tych informacji przekazać. Uznano, że najlepszym sposobem będzie jego uśmiercenie. Osobiście dziwię się, że przed śmiercią dopuszczono do widzenia Fieldorfa z żoną. Powiedział jej za dużo z punktu widzenia bezpieki.

    Jakie były dalsze losy Liniarskiego?

    - Został zwolniony z więzienia w kwietniu 1954 roku. Zamieszkał w Warszawie, niemniej jednak nadal był nękany przez bezpiekę. W lutym 1957 roku Sąd Wojewódzki dla Miasta Stołecznego Warszawy ponownie rozpatrzył sprawę "Mścisława" i całkowicie go oczyścił ze stawianych zarzutów. Liniarski odwołał też swoje zeznania złożone w sprawie "Nila" ze względu na sposób, w jaki zostały wymuszone. To był krótki moment odwilży, kiedy można było coś w tej kwestii zrobić. Później Liniarski aktywnie włączył się w działalność kombatancką. Zlecił opracowanie historii okręgu AK Białystok. Zmarł w Warszawie w 1984 roku. Został pochowany na Powązkach.

    Czy komunistom udało się przejąć kierownictwo WiN-u?

    - Tak. Dzięki temu bezpieka zyskała ogromne środki finansowe, broń, truciznę z Zachodu. I nie przejąć, a stworzyć. Ostatni Zarząd Główny Zrzeszenia, czyli osławiona "piąta komenda", została od podstaw zorganizowana przez bezpiekę. W ramach operacji "Cezary" przez kilka lat skutecznie dezinformowano delegaturę zagraniczną WiN-u oraz zachodnie służby specjalne, co do rzeczywistego charakteru podziemia w Polsce.
    Dziękuję za rozmowę.

    Czytaj treści premium w Gazecie Współczesnej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Współczesna.pl to aktualne informacje z woj. podlaskiego i części woj. warmińsko-mazurskiego. POLUB NAS na Facebooku

    Współczesna.pl jest na Twitterze

    Polecamy

    stronaZDROWIA24 - Tu znajdziesz wszystko o zdrowiu

    stronaZDROWIA24 - Tu znajdziesz wszystko o zdrowiu

    Umiesz przeklinać po podlasku? (quiz)

    Umiesz przeklinać po podlasku? (quiz)

    Białystok w 1999 roku (archiwalne zdjęcia)

    Białystok w 1999 roku (archiwalne zdjęcia)