O telewizyjnych kulisach hokejowego „cudu w Spodku” i boleści radzieckiego komentatora

Dariusz Klimaszewski
Archiwum
Udostępnij:
Chyba już tylko najstarsi „górale” pamiętają, że o II ligę w hokeju na lodzie biły się drużyny... Zrywu Suwałki i Supraślanki Supraśl. Od tamtych czasów minęło bowiem ponad pół wieku. I chociaż już dawno w regionie nie mamy hokeistów uczestniczących w „profesjonalnych” rozgrywkach ligowych, to jednak ta najbardziej emocjonująca zimowa gra zespołowa cieszy się popularnością. Być może za sprawą... telewizji radzieckiej.

Wszakże w latach, gdy polską telewizję stanowiły tylko TVP1 i TVP 2, w Białymstoku i okolicach odbieraliśmy program z Moskwy. A w nim nie mogło zabraknąć choćby jednego meczu słynnej „sbornej”. Ba, pamiętam, jak w noc sylwestrową telewizja tow. Leonida Breżniewa transmitowała z Kanady mecz zawodowców Montreal Canadiens z reprezentacją ZSRR. Pamiętam niemalże płacz komentatora, bo „sborna” przegrała 2:3, choć po dwóch tercjach prowadziła 2:0. W trzeciej trzy razy na listę strzelców wpisał się sławny Guy Lafleur.

Właśnie ta silna ekipa radziecka była rywalem reprezentacji Polski w mistrzostwach świata grupy „A” w Katowicach w 1976 roku, o czym przypomniano przy okazji odbywających się obecnie w stolicy Górnego Śląska mistrzostw Dywizji IA (dawniej grupy „B”). Powrócono do wspomnień nie bez kozery, bo przecież wówczas biało-czerwoni sensacyjnie wygrali 6:4.

Przed tym historycznym meczem w „Spodku” nasi hokeiści potrafili przegrać ze „sborną” 1:16, 0:17, a nawet 0:20. Nasza ówczesna telewizja podeszła więc do tego pojedynku bardzo „ostrożnie”. W godzinach popołudniowych, bodajże w programie dla młodzieży, postanowiła pokazać klasę i siłę rywali. I oto czołowy napastnik świata Borys Michajłow oddał strzał z niebieskiej linii do bramki, w której ustawiono skórzaną walizkę. Zmierzono prędkość krążka, który przebił walizkę na wylot. Ponad 100 km na godzinę!

W programie telewizyjnym nie było transmisji meczu, a jedynie w późnych godzinach miała być odtworzona III tercja. Być może dlatego, że decydenci bali się kompromitującej porażki naszej reprezentacji i wrogich okrzyków kibiców pod adresem naszych „przyjaciół” z ZSRR. Jednak późnym wieczorem zmieniono program i mogliśmy obejrzeć „transmisję” wspaniałej gry biało-czerwonych i jedynego ich zwycięstwa w całej historii konfrontacji z hokeistami ZSRR.

Mecz z 1976 roku na długo zapadł też w pamięć naszym rywalom. Dziesięć lat później mistrzostwa świata grupy „A” odbywały się w Moskwie. Gdy podczas ceremonii otwarcia na lód wjechał hokeista z biało-czerwoną flagą, radziecki komentator telewizyjny powiedział mniej więcej tak: „Witamy drużynę Polski, która awansowała z grupy „B”. Jako beniaminek zapewne chce się utrzymać wśród najlepszych. Nie jest to mocna drużyna. Ale na pewno pamiętacie, jak podczas mistrzostw w Katowicach w 1976 roku Polacy pokonali naszą sborną 6:4”...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie