Ostrołęczanie byli na szczycie!

Iza Wysocka
Adam Dobrzyński (z lewej) i Marcin Ząbkiewicz pokazują na mapie trasę swojej wyprawy na Mont Blanc
Adam Dobrzyński (z lewej) i Marcin Ząbkiewicz pokazują na mapie trasę swojej wyprawy na Mont Blanc
Ostrołęka. Stanęli na najwyższym szczycie górskim Alp i Europy. Mont Blanc, zwany też Dachem Europy, zdobyli w lipcu ostrołęccy harcerze z ZHP: 22-letni Adam Dobrzyński i 19-letni Marcin Ząbkiewicz.

Adam jest studentem stomatologii na Uniwersytecie Medycznym w Warszawie. W turystyce górskiej ma już spore doświadczenie. Zaczynał, gdy miał sześć lat. Pasją zaraził go tata. Od pięciu lat na szczyty wchodzi sam.

Marcin uczy się w Zespole Szkół Zawodowych nr 4 w Ostrołęce. W przyszłym roku będzie zdawał maturę. Swoją przygodę z górami zaczął kilka lata temu.

O obozie harcerskim z możliwością wejścia na Mont Blanc dowiedzieli się z forum internetowego. Zdecydowali się pojechać. Obóz kosztował 950 złotych. Na sprzęt do chodzenia po wysokich górach musieli wydać po kilka tysięcy złotych.

Wyprawę na szczyt rozpoczęli czwartego dnia trwania obozu (8 lipca) z położonego 1008 m n.p.m. Les Houches. Kolejne wysokości pokonywali to kolejką górską, to górskim tramwajem. W końcu z ponad 2 tysięcy metrów n.p.m. rozpoczęli pieszą wędrówkę do schroniska Tete Rousse (3167 m n.p.m.).

- Rozbiliśmy tam namioty i o godzinie 18 poszliśmy spać - opowiada Adam. - O 21 zjedliśmy zupę z proszku. Do jej przyrządzenia użyliśmy wody z rozpuszczonego lodowca.

O drugiej nad ranem, rozpoczęli wspinaczkę. Podchodzili żlebem Rollling Stones (nazwa pochodzi od spadających tamtędy kamieni) 700 metrów stromo w górę. Warunki pogodowe nie były najlepsze.

- Szliśmy po ciemku. Nagle usłyszeliśmy cichą prośbę o pomoc. Okazało się, że dziewczyna oddzieliła się od grupy i zabłądziła - opowiada Adam. - Kiedy jej pomagałem, z głowy spadła jej latarka.

- Widziałem minę tego, który myślał, że to człowiek spada w przepaść- dodaje Marcin. - Był przerażony.
Nic takiego się oczywiście nie stało. Poszli dalej. Na dłużej zatrzymali się w schronisku Gouter (3800 m n.p.m). Ostatnim przystankiem był Vallod - schron, albo, jak to mówią nasi alpiniści, blaszana buda na wysokości 4362 m n.p.m. Tam zostawili niepotrzebny sprzęt.

Od tamtego momentu musieli zwolnić. Marcina dopadły bóle i zawroty głowy - objawy choroby wysokościowej. Mimo to dali radę. 9 lipca ok. godziny 15 stanęli na szczycie.

- Zasięg był rewelacyjny. Zdążyłem zadzwonić tylko do taty i powiedzieć "cześć". Było tak zimno, że zaraz baterie się rozładowały - mówi Adam.

Po 36 godzinach wędrówki zameldowali się w obozowisku, gdzie mogli w końcu odpocząć.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie