MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Oszukana w majestacie prawa

Tomasz Kubaszewski
Wczoraj Dorota Kowalewska po raz kolejny odwiedziła suwalski urząd. Liczy, że w końcu uda jej się porozmawiać z prezydentem.
Wczoraj Dorota Kowalewska po raz kolejny odwiedziła suwalski urząd. Liczy, że w końcu uda jej się porozmawiać z prezydentem. T. Kubaszewski
Suwałki. Mam nadzieję, że jak w końcu przyjmie mnie pan prezydent Gajewski, to urzędnicy inaczej spojrzą na moją sprawę - mówi Dorota Kowalewska.

Na razie mogła porozmawiać jedynie z jednym zastępców prezydenta. Nic to jednak nie dało. - Szczerze mówiąc, zaczynam wątpić w naszych urzędników. Zdaje się, że nie są oni od pomagania ludziom - mówi.

Dorota Kowalewska, jak pisaliśmy, została w majestacie prawa pozbawiona połowy działki, której była spadkobierczynią. Nieruchomość znajduje się przy ul. Reja. Została wykupiona przez miasto w związku z planowaną modernizacją drogi. Miejscy urzędnicy nie zauważyli, że przez lata wystawiali wezwania do zapłaty podatku od gruntu właśnie Kowalewskiej. A kiedy przyszło do poszukiwania właścicieli nieruchomości, znaleźli ich poza Suwalszczyzną. Transakcja została sfinalizowana. Połowa z 270 tys. zł należała się Kowalewskiej. Tych pieniędzy kobieta nie odzyskała do dziś.

Nie wie geodezja, co czynią finanse
- Przeglądając prokuratorskie akta dotyczące mojej sprawy, natknęłam się na zeznania jednej z urzędniczek z wydziału finansowego suwalskiego ratusza - opowiada. - Ta pani stwierdziła, że gdyby ją ktoś zapytał, natychmiast powiedziałaby, że jestem z tą działką związana. Widać jednak, że w ratuszu finanse dzieli od geodezji chyba ze sto pięter.

Urzędnicy do winy się nie poczuwają. Twierdzą, że Kowalewska powinna wcześniej zadbać o uporządkowanie dokumentacji.

W prokuratorskich aktach wyczytała jeszcze jedną niesłychanie istotną rzecz. Członkini jej rodziny, która wzięła całą kasę za działkę, zeznała, że w 2006 r. usłyszała w suwalskim ratuszu, iż z tą nieruchomością coś wspólnego może mieć Dorota Kowa-lewska. Kobieta twierdziła nawet, że otrzymała jakiś numer telefonu, ale okazał się on nieprawdziwy. Na tym jej poszukiwania się skończyły.

Prokuratura, jak pisaliśmy, umorzyła śledztwo w tej sprawie. Uznała, że urzędnicy nie musieli się starać, a osoby, które "zapomniały" o istnieniu Kowalewskiej, miały do tego prawo.

Pieniądze się rozeszły
- Na pewno to postanowienie zaskarżę - zapowiada kobieta. - Mam nadzieję, że wyższa instancja w końcu porządnie moją sprawę przeanalizuje.

Kowalewska chce nie tylko ukarania winnych, ale też odzyskać pieniądze. Od rodziny usłyszała, że nic nie dostanie, bo wszystko już się rozeszło.

- Pewnie w końcu będę musiała wystąpić z cywilnym powództwem - mówi. - Tylko czemu ja, a nie np. urząd miejski?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna