Ptak niefortunnie zapolował na nieloty na jednej z posesji w Ozieranach Małych. Pewien mężczyzna uratował go od zagryzienia przez psy.

Nasz Czytelnik opisał nam historię rannego ptaka:

W dniu 2 września po południu młody myszołów został zaatakowany przez kilka psów w Ozieranach Małych po tym, jak niefortunnie zapolował na kury i indyki przebywające na jednej z zagród rolniczych. Widać, że nie miał w tym większego doświadczenia, ponieważ nie tylko nie złapał żadnej z ofiar, ale tak bardzo opadł z sił, że nie potrafił wzbić się w przestworza. Intruza szybko namierzyły pilnujące obejścia psy, które osaczyły myszołowa na skraju wsi, obok charakterystycznych drewnianych rzeźb stojących przy tablicy OZIERANY MAŁE.

Jedna z tych rzeźb stała się dla drapieżnika ostatnią „deską ratunku”, gdy rozwścieczone psy nie dały rady dosięgnąć myszołowa swoimi kłami. Na szczęście w porę dojechał twórca rzeźb i właściciel posesji zwany „chłopem dojeżdżającym”, który nie tylko odgonił szczekające psy, ale także zaopiekował się osłabionym drapieżnikiem. Umiejętnie schwytał go do klatki i zadzwonił do Nadleśnictwa Krynki w Poczopku, aby przekazać młodego myszołowa do „Przytuliska” w Ośrodku Rehabilitacyjnym Dzikich Ptaków i Ssaków. Niestety z powodu weekendu proces ratowania myszołowa znacznie przedłużył się w czasie. Odpowiedzialni za to pracownicy byli na zwolnieniach lekarskich lub nie odbierali telefonów komórkowych. Tym samym opadnięty z sił drapieżnik trafił na noc do jednego z garaży w Białymstoku. Tam po posileniu się mięsem z kurczaka i wodą spokojnie dotrwał do następnego dnia.

W poniedziałek zgodnie z instrukcją postępowania pana Artura z „Przytuliska” trafił do gabinetu Usług Weterynaryjnych MEDICOR dr n. wet. Elżbiety Moniuszko przy ul. Zwycięstwa w Białymstoku, która od razu profesjonalnie zaopiekowała się pechowym myszołowem. Przejęty przez wyżej wymieniona panią doktor ptak został skrupulatnie zbadany i opisany. Jego stan nie należał do dobrych, ponieważ prawdopodobnie stracił sporo masy ciała. Z uwagi na młody wiek (prawdopodobnie pochodzi z wiosennego wychowu, ma żółty dziób, płci bez badań DNA nie można określić po wyglądzie) wróci do pełni sił. Natomiast do natury powróci dopiero wiosną 2019 roku. Jeszcze tego samego dnia drapieżnik miał trafić do Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Ptaków i Ssaków „Przytulisko” w Poczopku, gdzie dołączy do innych myszołowów, który podobno aktualnie jest kilka. Okazuje się, że Usługi Weterynaryjne MEDICOR dr n. wet. Elżbiety Moniuszko są bezpłatnie świadczone rannym, chorym drapieżnikom zgodnie z podpisaną umową. Szkoda, że wiedza na ten temat wśród mieszkańców Podlasia jest niewielka.

Jak wieść niesie, pan który w wolnym czasie uratował opisanego myszołowa ma już na swoim koncie kilka innych sukcesów w ratowaniu dzikich zwierząt, a zwłaszcza jeży. Wiele lat temu był bohaterem artykułu „Akcja jeż” na jednym z portali internetowych. Turyści, którzy w niedziele widzieli całą akcję związaną z ratowaniem myszołowa nie tylko narobili zdjęć drapieżnika, ale odjechali z Ozieran Małych w przekonaniu, że w naszych stronach wciąż żyją ludzie pełni empatii.

Ten artykuł powstał dzięki internaucie. Informacje, zdjęcia lub wideo, którymi chciałbyś się podzielić, wyślij na maila online@poranny.pl.

Program 500 plus nie poprawił demografii, ale ograniczył biedę