Pani Anna: On będzie nas nękał do śmierci. Już 21 donosów na nas złożył

azda
Przez natrętnego sąsiada pani Anna na stare lata musi ciągać się po sądach Andrzej Zdanowicz
Sąsiadowi przeszkadza wszystko, nawet drzewa i kury na posesji Panfiluków. Nie mogą wyjść z domu, bo ich fotografuje lub nagrywa

Pan Jan nie mieszka nawet w Dubiczach Cerkiewnych. Odziedziczył tam siedlisko, na które czasem przyjeżdża. A jego ulubionym zajęciem wydaje się być śledzenie i donoszenie na sąsiadów. Że sąsiad nie ma uprawnień na ciągnik, że drzewa im na podwórku wyrosły za duże, że je podcięli...

A sąsiadów nie ma nawet za płotem, bo mieszkają po przeciwnej stronie ulicy. Obok niego jest niezamieszkała posesja, na której hodują tylko kury.

I między innymi właśnie te kury na wsi panu Janowi, człowiekowi ze wsi, przeszkadzają. A dokładniej to, że pani Anna Panfiluk je dokarmia. Dokarmia, jak to na wsi, zbożem, ale też tym, co zostaje ze stołu, chlebem, ziemniakami, resztką zupy. 63-letnia kobieta codziennie nosi „przez ulicę” wiaderko z odpadkami i wysypuje je kurom. Większość z nas powiedziałaby: normalne, gospodyni karmi drób.

Ale nie pan Jan! Mu to śmierdzi! On specjalnie ustawił na swoim podwórku kamerę, by móc nagrywać, jak pani Anna wylewa zawartość wiaderek. Mało tego, zgłosił to na policję jako łamanie przepisów o zachowaniu czystości. A nagranie kamery przedstawił jako dowód. Dorzucił do tego zdjęcia. Pierwsze zgłoszenie złożył jeszcze w 2013 roku, ale na męża pani Anny, chociaż to nie on nosił wiadra. Mimo to został ukarany, ale po odwołaniu sprawę umorzono.

- Uznaliśmy, że sprawa jest zakończona - opowiada Włodzimierz Panfiluk, ich syn, a jednocześnie właściciel posesji, na której są kury.

Ale pan Jan nie dał za wygraną. Złożył kolejny donos na policję. Tym razem na panią Annę.

Policja sprawą się zajęła. Uznała, że rzeczywiście wylewa nieczystości, a przy okazji wykazała, że dom, w którym Panfilukowie mieszkają nie jest podłączony do kanalizacji.

- Na sprawę rodzice poszli sami, byli w szoku, przez całe życie w sądzie nie byli - opowiada pan Włodzimierz. - Nie potrafili nic wyjaśnić i zostali ukarani.

Mandatem i kosztami sprawy. Złożyli odwołanie, ale do Białegostoku już nie pojechali i odwołanie okazało się bezskuteczne.

- Cóż zapłaciliśmy - opowiada pan Włodzimierz. - Po tym wszystkim postanowiliśmy podłączyć dom, w którym mieszkają rodzice, do kanalizacji.

Ale i to nie satysfakcjonowało pana Jana. Znów złożył doniesienie na policję. Zrobił to na krótko przed podłączeniem kanalizacji u sąsiadów.

- Pani Anna, mimo mojej interwencji, znów wylewa nieczystości do kur, a mi śmierdzi- mówił oburzony przed sądem. Chwalił się przy tym, że specjalnie zainstalował kamerę, by to nagrać i zrobił zdjęcia.

- Nie wylewam tam niewiadomo czego - tłumaczyła pani Anna ze łzami w oczach. - Przecież te kury znoszą jaja, które my jemy. Daje im tylko to, co z garnka czy talerzy zrzucę po jedzeniu.

- Pan Jan próbuje wmówić, że te nieczystości mama wybiera z szamba- zeznawał pan Włodzimierz. - A przecież szambo jest zarośnięte i przykryte około 15o kilogramową pokrywą. Mama by jej nawet nie podniosła. A codziennie nikt tego by nie robił.

Zeznający w sprawie policjant zaznaczył, że szambo nie ma atestu. Jak ma je mieć skoro wybudowano je w latach 70. Wtedy nikt atestów nie dawał.

Zresztą Panfilukowie produkują niewiele ścieków.

- Rodzice to starsi ludzie, mieszkają we dwoje, załatwiają się w toalecie na zewnątrz, bo tak przywykli - tłumaczy pan Włodzimierz. - Kąpią się rzadko, bo i nie pracują. Poza tym starszym ludziom ciężko.

- Ja bym nawet do wanny wejść nie dała rady, bo za słaba jestem - dodaje jego mama.

Dlatego, jak tłumaczyli w sądzie, szambo jest tak rzadko wybierane. A że wskazanie zużycia wody jest latem większe? To dlatego, że mają kran na podwórku i podlewają ogród.

Jak sąd przyjmie te tłumaczenia? Wyrok ma zapaść we wtorek (w dniu wydania tego numeru - 24 listopada).

Ale to nie pierwszy i nie ostatni donos, jaki pan Jan napisał na swych sąsiadów.

- Kiedyś żądał, żebym wyciął wszystkie drzewa na podwórku, bo zacieniają jego plac - opowiada pan Włodzimierz. - Część zgodziłem się wyciąć. Nie czekając na decyzję sądu podciąłem też wierzchołki choinek. To złożył doniesienie, że zniszczyłem drzewa. Na ojca donosił, że jeździ ciągnikiem bez uprawnień, ale przecież po polu może... Już 21 donosów naliczyłem.

Wszystkie urzędy i instytucje mają już pana Jana dość, ale zgłaszanymi sprawami się zajmują, bo taki ich obowiązek.

- On już nie ma co w życiu robić - komentuje pani Anna. - Do końca życia będzie nas nękał.

- Mi kiedyś powiedział, że spokoju nam nie da - opowiada jej mąż. A dlaczego to robi? Nie wiem.

Pan Jan też nie chciał nam powiedzieć.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie