Partia była w szoku

Piotr Biziuk
Pierwsza strona "Gazety Współczesnej” z 17 października 1978 roku. Informacja o wyborze Karola Wojtyły na papieża znalazła się na pierwszej stronie, obok zdjęcia o zbiorze buraków.
Pierwsza strona "Gazety Współczesnej” z 17 października 1978 roku. Informacja o wyborze Karola Wojtyły na papieża znalazła się na pierwszej stronie, obok zdjęcia o zbiorze buraków.
Z Marcinem Markiewiczem, historykiem z białostockiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej rozmawia Piotr Biziuk.

Czy polskie władze interesowały się sprawą konklawe po śmierci Jana Pawła I?
- W PRL-u rządzonym przez komunistów, gdzie stosunki między państwem a Kościołem były w stanie ciągłego napięcia, każdy wybór papieża oznaczał pojawienie się nowego przeciwnika. W związku z tym polskie władze oczekiwały na wynik konklawe, jednak nie towarzyszył temu większy niepokój co do osoby przyszłego papieża. Jeszcze 10 października polski dyplomata Kazimierz Szablewski depeszował z Rzymu, że z pewnością tradycyjnie zwycięży kandydat włoski. Ani on, ani nikt z kierownictwa PZPR w Warszawie nie przypuszczał, że za kilka dni na Tronie Piotrowym zasiądzie kardynał z Krakowa.

Jaka była reakcja polskich władz na wybór Karola Wojtyły na papieża?
- Dla władz partyjnych był to niewątpliwy szok. Tego samego dnia, a więc 16 października wieczorem, zwołano naradę kilku członków KC PZPR, na której panowała wielka konsternacja i przygnębienie. Członek Biura Politycznego Józef Czyrek, chcąc pocieszyć swych towarzyszy, stwierdził: "Ostatecznie lepszy Wojtyła jako papież tam niż jako prymas tu". Kierownictwu PZPR z trudem przychodziła ocena dalekosiężnych skutków wyboru Polaka na papieża, spodziewano się jednak poważnych komplikacji w sytuacji wewnętrznej kraju. Władza musiała jednak ukryć zdegustowanie i wyrazić oficjalne zadowolenie z tego, co zaszło w Rzymie. Wysłano więc do Watykanu depeszę gratulacyjną podpisaną przez Edwarda Gierka, natomiast na inaugurację pontyfikatu udała się delegacja rządowa z przewodniczącym Rady Państwa Henrykiem Jabłońskim na czele.

Jak sprawę przedstawiano w mediach 17 i 18 października 1978 roku?
- Karol Wojtyła pojawił się w oknie bazyliki watykańskiej punktualnie o 19.42, a więc w porze nadawania Dziennika Telewizyjnego. Mimo to, polska telewizja nie przerwała nadawania programu. Następnego dnia "Trybuna Ludu" - naczelny organ PZPR - zamieściła na pierwszej stronie bardzo lakoniczną informację opatrzoną mało przejrzystym komentarzem rzecznika rządu. Prawie zupełny brak informacji w oficjalnych mediach tuż po wyborze Jana Pawła II świadczył o braku oficjalnego stanowiska władz w tej kwestii. Władze zgodziły się jednak na trzygodzinną transmisję mszy pontyfikalnej 22 października, co było ewenementem w krajach bloku wschodniego. Dla milionów Polaków ta transmisja była najważniejszym w życiu doświadczeniem religijnym i patriotycznym.

Czy SB próbowało w jakiś sposób przeciwdziałać entuzjazmowi społecznemu po wyborze Polaka na papieża?
- Wynik konklawe był zaskoczeniem także dla SB. Nawet bezpieka potrzebowała czasu, aby oswoić się z nowym problemem i przeciwnikiem. Skupiano się bardziej na sondowaniu i analizie nastrojów społecznych oraz typowaniu kolejnych "wrogich środowisk", które uaktywniły się po wyborze papieża-Polaka. Do wielkiej, skoordynowanej akcji (kryptonim "Lato 79") doszło podczas pierwszej papieskiej pielgrzymki do ojczyzny. Powołano wówczas zespoły rozpoznania, działań operacyjnych i technicznych w skali kraju i w województwach, gdzie miał przebywać papież. Zmobilizowano tysiące funkcjonariuszy MO i SB oraz setki tajnych współpracowników. Zaktywizowano szczególnie Departament IV MSW, który obok rutynowych działań, jak m.in. ochrona papieża, prowadził też inwigilację środowisk opozycyjnych i inteligenckich oraz mieszkańców określonych terenów. Prowadzono też rozmowy ostrzegawcze w zakładach pracy, a nawet w szkołach.

Jak prowadzono uzgodnienia w sprawie pierwszej wizyty Jana Pawła II w Polsce w 1979 roku?
- Trzeba przypomnieć, że dla komunistów rządzących PRL kwestia wizyty głowy Kościoła katolickiego była problemem politycznym - podczas obchodów milenijnych w 1966 r. nie zgodzono się na przyjazd do Polski Pawła VI. Z chwilą wyboru Polaka na papieża dla władz stało się jasne, że taka wizyta jest nieunikniona, traktowano ją jednak jako "zło konieczne". Rozmowy kościelno-rządowe były bardzo trudne. Rozbieżności dotyczyły już terminu wizyty - strona kościelna chciała, żeby był to maj 1979 r. (900. rocznica śmierci św. Stanisława), strona rządowa próbowała przesunąć przyjazd Jana Pawła II aż na 1982 r. Ostatecznie, po żmudnych rozmowach, ustalono termin 2-10 czerwca 1979 r. Kwestią sporną był też program wizyty. Władze nie zgodziły się, aby papież odwiedził Poznań, Wrocław, Katowice i Piekary Śląskie, zatem na trasie pielgrzymki znalazły się: Warszawa, Gniezno, Częstochowa, Kraków i Podbeskidzie. Dla większości Polaków ta pielgrzymka była wielkim przeżyciem duchowym, którego nie były w stanie umniejszyć wysiłki władz (np. drogą manipulacji transmisjami telewizyjnymi) zmierzające do zminimalizowania jej wpływu na opinię publiczną. Dla kierownictwa partyjnego najważniejszy był fakt spokojnego przebiegu wizyty papieża, gdyż obawiano się, że może ona spowodować poważne niepokoje społeczne. W oficjalnej propagandzie przedstawiano ją jako kolejny sukces polityczny ekipy Edwarda Gierka.

Co o sprawie wyboru Polaka na papieża sądził Kreml?
- W marcu 1979 r. minister spraw zagranicznych ZSRR Andriej Gromyko powiedział do Gierka, że papież jest ich wspólnym groźnym przeciwnikiem ideologicznym i politycznym oraz że może przysporzyć wielu kłopotów. Myślę, że to wystarczający komentarz w sprawie stosunku władz radzieckich do papieża-Polaka. Breżniew próbował nawet przekonać Gierka, aby ten nakłonił Jana Pawła II do rezygnacji z przyjazdu do Polski: "Powiedzcie papieżowi, on mądry człowiek, żeby oświadczył publicznie, że nie może przyjechać, bo zachorował". Ostatecznie jednak Kreml wyraził zgodę na przyjazd papieża do ojczyzny.

Czy są jakiekolwiek dowody na to, że Moskwa zamieszana była w zamach na papieża 13 maja 1981 roku?
- Nieprzerwanie od chwili zamachu włoski wymiar sprawiedliwości - podobnie jak służby specjalne wielu krajów - prowadził dochodzenie mające ustalić wspólników Ali Agcy. Dosyć szybko pojawiły się podejrzenia, że w przygotowaniach pomogli mu obywatele Bułgarii. We Włoszech sprawa zamachu na papieża powróciła zimą 2005 r. To wtedy działająca we włoskim parlamencie tzw. komisja Mitrochina postanowiła ponownie przeanalizować wszystko, co wiadomo na temat spisku. W przygotowanym raporcie komisja stwierdziła, że bułgarskie służby specjalne wynajmując płatnego zabójcę Agcę działały na polecenie radzieckiego wywiadu wojskowego GRU, zaś inspiratorem próby zabicia papieża było najwyższe kierownictwo ZSRR. Trzeba jednak dodać, że w tej sprawie istnieją jedynie poszlaki, a nie niezbite dowody.

Dziękuję za rozmowę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie