Podlaska Złota Setka Przedsiębiorstw. Nie jestem alfą i omegą - mówi Sławomir Żubrycki, prezes firmy Palisander, Menedżer Roku 2017

Maryla Pawlak-ŻalikowskaZaktualizowano 
Nie jestem alfa i omegą - mówi Sławomir Żubrycki, prezes obchodzącej 25 lat istnienia białostockiej firmy Palisander. I dodaje, że w zasadzie tytuł, jaki zdobył - Menedżer Roku - należałoby ująć jakoś inaczej, bo dziś nie ma miejsca na samotnych liderów; liczy się praca zespołowa i ścieranie się punktów widzenia.

Wędkarstwo czy skoki na bungie? Co jest Panu bliższe?
- Ani to, ani to. Wędkarstwo nie, bo jest zwyczajnie nudne. Próbowałem i wiem, że nie potrzebuję tak długich medytacji nad spławikiem. A bungie jest chyba zbyt niebezpieczne. Wszystkie takie mocno ekstremalne rzeczy mnie nie rajcują.

Pytam nie bez powodu. Jestem ciekawa, jakie cechy Pana osobowości wpływają na sposób prowadzenia firmy: stawia Pan raczej na rozwój organiczny czy na ryzykowne skoki zdobywcy?
- To jasne, że ryzyko w biznesie musi być obecne, ale jest granica. Nie jestem hazardzistą, ale gdybym już grał w kasynie, to nie stawiałbym wszystkiego na jedną cyfrę w ruletce, tylko rozkładał ryzyko: trochę żetonów na czerwone, trochę na czarne. Czyli zmniejszałbym ryzyko ewentualnej straty. Tak samo myślę w biznesie. A gdzie jest tolerowana przeze mnie granica ryzyka, nie da się jednoznacznie powiedzieć: przesuwa się w zależności od sytuacji.

25 lat temu zakładał Pan firmę ze wspólnikiem Robertem Arciuchem. To było ryzyko wyboru drogi życiowej. Jakim był Pan wtedy liderem w firmie?
- Nikt się nie rodzi liderem. Myślenie, że jest inaczej, to według mnie objaw pychy i buty. To był czas, gdy wróciłem do kraju z Niemiec i nie mogłem znaleźć pracy. Powodem było domniemanie oczekiwania przeze mnie zbyt dużego wynagrodzenia, bo byłem magistrem inżynierem z uprawnieniami budowlanymi, z trzyletnim doświadczeniem na budowach za granicą i znajomością niemieckiego. Z drugiej strony mi też nie bardzo zależało na uzależnianiu się od kogoś, a że wszyscy zakładali firmy w tym 1993 roku, brali sprawy w swoje ręce, to doszedłem do wniosku, że i ja założę.

Czemu wybraliście ze wspólnikiem właśnie szalunki?
- Najpierw byliśmy wykonawczą firmą budowlaną. Zmiana profilu na usługowy wynikła z mojego doświadczenia… również w handlu… i niepokornej duszy. Szukałem drugiej nogi dla naszej spółki, świadom, że budownictwo, jak każdy biznes, jest sinusoidalny jeśli chodzi o dynamikę rozwoju. Dlatego zaczęliśmy też handlować maszynami budowlanymi, takimi jak zagęszczarki, agregaty prądotwórcze, nagrzewnice.

I przy jakiejś okazji coś mnie tknęło, że kupiliśmy kilka szalunków. Najpierw używaliśmy ich tylko na własne potrzeby, a potem zaczęliśmy je wynajmować. To już było jakieś cztery lata po starcie. Nie konsumowaliśmy wtedy zysków. Kapitał się zbierał. Inwestowaliśmy. Bank się zgodził na kredyt, więc poszliśmy trochę odważniej. Braliśmy udział w przetargach na roboty budowlane, wygrywaliśmy je.

I zdarzyło się, że gdy proponowaliśmy jednemu z naszych klientów, żeby wypożyczył nasze szalunki, to on odmówił zły, bo go kiedyś w przetargu na wykonawstwo robót przebiłem. Uznaliśmy wtedy, że sami sobie stworzyliśmy konkurencję, trzeba więc się zdecydować: szalunki czy wykonawstwo. Wybraliśmy szalunki. Był rok 2000. Poza takim impulsem zauważyliśmy po prostu trend, że firmy wykonawcze zaczynają stawiać na wynajem szalunków likwidując tę sferę działania w swoich strukturach. Tak pozostało do dzisiaj.

Czyli to była decyzja zwrotna dla Palisandra i bardzo trafna., A była jakaś porażka, z której jednak wynikła jakaś nauka?
- Hm… porażka?... One nie mają ojca ani matki! Było na pewno wiele wpadek, ale nie pamiętam niczego specjalnego. Bardziej pamiętam to, że jeśli się robi biznes z kolegami, to trzeba być jeszcze bardziej czujnym. Bo mnie właśnie na dużą minę wysadził jeden z kolegów, którego firma zresztą potem upadła. To mnie po pierwsze nauczyło, że nie ma sentymentów w biznesie. A po drugie – gdy dziś jakiś kolega spóźnia mi się z płatnością, podaję mu ten przykład, żeby zrozumiał, dlaczego egzekwuję jego zobowiązania na równi z innymi.

W którym momencie zdaliście sobie ze wspólnikiem sprawę, że uzyskaliście pozycję polskiego lidera w tej branży?
- Przyznam, że specjalnie się nie zastanawiam nad miejscem, jakie zajmujemy. Bycie na czele jest nawet na tyle trudniejsze, że jest większa presja. Ten pierwszy musi ciągle uciekać. I ma większe ciśnienie.

Lepiej się goni?
- Myślę, że tak. Jest lepsza motywacja i nawet wręcz chodzi o to, żeby nie dogonić króliczka.

I to właśnie nakręca menedżera? Pogoń?
- Zawsze mówię, że „dzisiaj” to historia . Ja żyję przyszłością. Tym, co mam do zrobienia za dwa tygodnie, miesiąc, dwa. Może dlatego nie pamiętam momentu, w którym nagle do nas dotarło, że oto przed nami nie ma już firmy z wyłącznie polskim kapitałem. Może jak zaczęliśmy badać konkurencję…

A dlaczego zaczęliście to robić?
- Z różnych przyczyn. Choćby po to, żeby sprawdzić jak daleko nam do nich lub żeby się przekonać, że wcale nie jest daleko. Taka analiza pokazuje także potencjał rynku, który trzeba badać, jeśli chcemy się rozwijać; inwestować. Musimy zobaczyć, czy rynek jeszcze chłonie to, co robimy. Kiedy zaczęliśmy te badania, już nie pamiętam, ale pamiętam, że jakieś 10 lat temu odczuliśmy boom. Miło było, tylko, że za chwilę w 2009 roku, przyszedł gospodarczy łomot po krachu banku Lehman Brother. Kryzys rozlał się po świecie, ale my zdążyliśmy się do niego przygotować i przeszliśmy to miękko.

Mówi się, że szykuje się kolejny łomot. Czy to, że w takim momencie wchodzicie w dużą inwestycję w Choroszczy, budujecie Centrum Logistyczne, nie jest zbyt dużym ryzykiem?
- No cóż, jest nam ciasno. I na placu, gdzie są składowane szalunki i w pomieszczeniach biurowych. To obniża komfort pracy wszystkich ludzi. Powoduje, że nie możemy się rozwijać, zatrudniać nowych pracowników. Brak nam przestrzeni życiowej. W dodatku mamy firmę porozrzucaną w trzech miejscach, co pochłania czas i podnosi koszty.

W takiej sytuacji mamy dwa wyjścia: albo mówimy stop i tak trwamy, albo jednak inwestujemy. Przeciwko temu drugiemu rozwiązaniu przemawia fakt, że taka inwestycja realizowana w

Wideo

Materiał oryginalny: Podlaska Złota Setka Przedsiębiorstw. Nie jestem alfą i omegą - mówi Sławomir Żubrycki, prezes firmy Palisander, Menedżer Roku 2017 - Kurier Poranny

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3