Pożar trwa ponad tydzień. Nie wiadomo kiedy koniec [FOTO, WIDEO]

Andrzej Zdanowicz [email protected]
Strażacy ciągle dogaszają płonące śmieci. Jak długo potrwa akcja? Tego nie wiadomo. Na pewno nie skończy się w ciągu najbliższych dni.
Strażacy ciągle dogaszają płonące śmieci. Jak długo potrwa akcja? Tego nie wiadomo. Na pewno nie skończy się w ciągu najbliższych dni. A. Chomicz
Udostępnij:
Mieszkańcy boją się o swoje zdrowie

Strażacy walczą z ogniem już kilka dni [AKTUALNE ZDJĘCIA]

Nad sortownią odpadów w Studziankach ciągle unosi się dym. Okoliczni mieszkańcy obawiają się o swoje zdrowie.

Jakbym spalił plastikową butelkę po wodzie to bym dostał kilkaset złotych mandatu, bo zanieczyściłbym środowisko - mówi Jan Łupiński, mieszkający niedaleko sortowni. - A tu palą się tysiące ton takich butelek i mówi się nam, że żadnego skażenia środowiska nie ma. To paranoja!

Takiego pożaru jeszcze nie było

- W straży pracuję już 15 lat. W tym czasie dochodziło do licznych pożarów na wysypiskach śmieci, choćby w Hryniewiczach, ale trwały one kilka godzin lub co najwyżej dwa dni - mówi Paweł Ostrowski, rzecznik prasowy białostockiej straży pożarnej. - Jeszcze nigdy nie gasiliśmy ognia przez ponad tydzień.

A właśnie tak długo strażacy dogaszają pożar na placu sortowni odpadów. Akcja miała się zakończyć w piątek, ale już wiadomo: zostanie przedłużona.

Strażacy, aby dogasić pożar muszą rozgrzebać zajmującą około pół hektara hałdę sprasowanych śmieci. A to wymaga sporych nakładów czasu, pracy i kosztów. Obecnie starają się ograniczyć emisje dymu, aby ochronić środowisko naturalne. W tym celu planują zasypać śmieci żwirem.

- Przez cały tydzień w ciągu dnia pięć jednostek straży dogasza ogień, a na noc zostają dwie, aby kontrolować sytuację - tłumaczy Ostrowski.

Przez akcję przewinęło się już około 130 zastępów strażaków. Dzień pracy kilku jednostek strażaków to wydatek około 1,5 tys. zł. Akcja trwająca w pierwszych dniach pożaru była jeszcze droższa. Do tego należy doliczyć zużycie sprzętu i wody, a tej wylano ponad milion litrów. W sumie poniesione wydatki mogą sięgnąć setek tysięcy złotych.

Ale to nic w porównaniu ze stratami, jakie pożar wyrządził w środowisku naturalnym. Te jeszcze nie zostały określone.

Pracownicy sanepidu i Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Białymstoku na bieżąco badali skażenie, jakie niesie toksyczny dym. Ich pomiary wykazywały, że nie powoduje on zagrożenia zdrowia i życia ludzi. Tylko raz po tym jak wiatr skierował dym w stronę gospodarstwa w Horodniankach trzeba było ewakuować ludzi, bo w ich mieszkaniu wzrosło stężenie tlenku węgla. Następnego dnia mogli już wracać do siebie. Specjaliści stwierdzili, że zagrożenia nie ma, ale to nie przekonuje okolicznych mieszkańców.

Będą kontrole

Stowarzyszenia ekologiczne zaapelowały do władz, aby skierowały odpowiednie służby do zbadania czy woda gaśnicza ściekająca z terenu sortowni nie skaziła wód gruntowych oraz okolicznych gleb.

W czwartek rzecznik wojewody podlaskiego poinformowała, że Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska przeprowadzi kontrolę użytkownika sortowni pod kątem postępowania z produktami i pozostałościami z pożaru. Zgodnie z sugestiami ekologów i mieszkańców, zbada też poziom zanieczyszczenia gruntu i wód gruntowych. Gdy okaże się, że przekroczyło ono dopuszczalne parametry, WIOŚ skieruje wniosek do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Ta nałoży na użytkownika obowiązek przeprowadzenia badań wpływu zdarzenia na środowisko, w tym obszar Natura 2000 oraz podjęcia działań naprawczych.

Sprawą zajęła się prokuratura

- Otrzymaliśmy zawiadomienie od prezesa spółki "Czyścioch" i rozpoczęliśmy postępowanie - informuje Urszula Sieńczyło, prokurator rejonowy w Białymstoku.

Działania śledczych są utrudnione, bo ciągle trwa akcja gaśnicza, ale już zapowiedzieli przesłuchania świadków oraz zasięgnięcie opinii biegłych, którzy mają stwierdzić co doprowadziło do wybuchu pożaru. Prezes firmy "Czyścioch" - właściciela sortowni w Studziankach, uważa, że doszło do podpalenia, ale prokuratura zapowiedziała, że zbada wszystkie możliwości.

Niezależnie od tego, już od października trwa postępowanie, które ma stwierdzić, czy sposób magazynowania odpadów nie narusza obowiązujących przepisów i nie zagraża życiu i zdrowiu ludzi oraz środowisku naturalnemu. Zarzuty te wysunęło stowarzyszenie "Demoskratos" zrzeszające okolicznych mieszkańców.

- Mamy zdjęcia i filmy dokumentujące, jak pod drzewami zakopywano tu śmieci - mówi Wojciech Dziedzic, szef stowarzyszenia. - Informowaliśmy też o tym, że z przechowywanych tu śmieci wydobywają się opary, co mogło sugerować, że dojdzie do samozapłonu.

- Na przykładzie tego pożaru widać, jak groźne może być funkcjonowanie sortowni w tym miejscu - mówi jeden z mieszkańców. - Przecież gdyby było lato, a wiatr powiał w stronę lasu, straty byłyby dużo większe.

Pozwolenie na budowę i funkcjonowanie sortowni wydało Starostwo Powiatowe w Białymstoku.
- Wniosek spełniał wszystkie wymogi , więc nie mogliśmy go odrzucić - tłumaczą urzędnicy.

Sortownia ma nie tylko przechowywać i sortować odpady, ale też przetwarzać je na specjalne paliwo przemysłowe. Linia produkcyjna, zgodnie z planem ma ruszyć już w kwietniu. Będzie się to wiązało ze wzrostem zatrudnienia. Obecnie w sortowni w Studziankach pracuje około 20 osób.

10 lutego wojewoda podlaski Maciej Żywno cofnął pozwolenie na budowę hali namiotu magazynowego na terenie zakładu. Tymczasem konstrukcja tego obiektu już stoi.

- Nie zgadzam się z decyzją wojewody podlaskiego - powiedział nam Maciej Potentas, prezes Czyściocha. - Złożyliśmy już odwołanie do Generalnego Inspektoratu Ochrony Środowiska.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 10

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

o
ogl
Proszę nie obrażać mieszkańca wsi Studzianki. Mieszka on tam od bardzo dawna i jest znany wszystkim mieszkańcom. To, że działa na ich dobro nie robi z niego zadymiarza.
G
Gość
A czy znasz jakikolwiek przepis prawny, że WIOŚ ma obowiązek mierzyć dioksyny i furany? Jeżeli tak to go podaj.
Mierzyć potrafi i może firma z Krakowa, o której nie mam dobrego zdania

a o sobie masz jakie zdanie?
G
Gość
Nie rozumiem jak WIOŚ mógł stwierdzić brak przekroczeń, jeśli spalanie odpadów w sposób jak występuje w tym przypadku powoduje emisję dioksyn i furanów a laboratorium WIOŚ w Białymstoku nie ma możłiwośc tego zbadania i zapewne żadne laboratorium w tym regionie.

A czy znasz jakikolwiek przepis prawny, że WIOŚ ma obowiązek mierzyć dioksyny i furany? Jeżeli tak to go podaj.
Mierzyć potrafi i może firma z Krakowa, o której nie mam dobrego zdania
G
Gość
Januszko od wielu lat ochrania śmierdzące fermy lisów na os.Zawady w Bialymstoku więc taki dymek to pikuś!!!

i hycla z ulicy Gajnej ???
G
Gość
Jaki masz w tym interes , że popierasz działania pana prezesa Czyściocha ?
Z powyższym stwierdzeniem jest pełna moja zgoda.
Jeżeli dla >szefarozumowania należy jak najbardziej korzystać z tej formy "unieszkodliwiania" wszelkich śmieci.
Będzie tanio i szybko.
Tam nie trzeba dokonywać pomiarów - to widać >gołym A może szef w związku z wiekiem już utracił ?

Januszko od wielu lat ochrania śmierdzące fermy lisów na os.Zawady w Bialymstoku więc taki dymek to pikuś!!!
o
obserwator
"Pracownicy sanepidu i Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Białymstoku na bieżąco badali skażenie, jakie niesie toksyczny dym. Ich pomiary wykazywały, że nie powoduje on zagrożenia zdrowia i życia ludzi."

To ja się pytam po jakiego diabła budować spalarnię przy ulicy Andersa i wydawać miliony euro jak można wozić śmiecie do Wasilkowa i dokładać do ognia aby nie wygasło,Trzeba myśleć po gospodarsku.

Jaki masz w tym interes , że popierasz działania pana prezesa Czyściocha ?
Z powyższym stwierdzeniem jest pełna moja zgoda.
Jeżeli dla >szefarozumowania należy jak najbardziej korzystać z tej formy "unieszkodliwiania" wszelkich śmieci.
Będzie tanio i szybko.
Tam nie trzeba dokonywać pomiarów - to widać >gołym A może szef w związku z wiekiem już utracił ?
s
sandra
Nie rozumiem jak WIOŚ mógł stwierdzić brak przekroczeń, jeśli spalanie odpadów w sposób jak występuje w tym przypadku powoduje emisję dioksyn i furanów a laboratorium WIOŚ w Białymstoku nie ma możłiwośc tego zbadania i zapewne żadne laboratorium w tym regionie.
Ś
Śmieciarz i palacz
"Pracownicy sanepidu i Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Białymstoku na bieżąco badali skażenie, jakie niesie toksyczny dym. Ich pomiary wykazywały, że nie powoduje on zagrożenia zdrowia i życia ludzi."

To ja się pytam po jakiego diabła budować spalarnię przy ulicy Andersa i wydawać miliony euro jak można wozić śmiecie do Wasilkowa i dokładać do ognia aby nie wygasło,Trzeba myśleć po gospodarsku.

baca znasz się jak widzę nie tylko na pasaniu owiec

Pracownicy SANEPID'u muszą tak robić - to oni (i RDOŚ) wydali pozytywną opinię odnośnie budowy spalarni śmieci na Andersa w Białymstoku. Jeżeli teraz udowodniliby skażenia zagrażające zdrowiu ludzi i zwierząt (a moim zdaniem tak jest!!!) to musieliby tak samo zweryfikować swoją opinię co do RAPORTU nt. Spalarni śmieci na Andersa. A wiadomo, że ...

WIOŚ jest od badania skażenia środowiska i badania robi zgodnie z obowiązującymi przepisami. Tą instytucję szanuję (postępuje rzetelnie!) - ona nie jest winna, że w Polsce prawo jest do luftu.

Znam się na żartach, ale proszę nie kpij tutaj zarówno z losu mieszkańców Studzianek oraz z Firmy Czyścioch. Oni nie są winni. Winien jest piroman - PODPALACZ.
G
Gość
Strażacy, aby dogasić pożar muszą rozgrzebać zajmującą około pół hektara hałdę sprasowanych śmieci. A to wymaga sporych nakładów czasu, pracy i kosztów. Obecnie starają się ograniczyć emisje dymu, aby ochronić środowisko naturalne. W tym celu planują zasypać śmieci żwirem.
Nawet mały Kazio wie, że jak się odetnie dopływ tlenu to pożar się zdusi. Strażacy posłuchali Kazia po tygodniu
b
baca
"Pracownicy sanepidu i Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Białymstoku na bieżąco badali skażenie, jakie niesie toksyczny dym. Ich pomiary wykazywały, że nie powoduje on zagrożenia zdrowia i życia ludzi."<br />
To ja się pytam po jakiego diabła budować spalarnię przy ulicy Andersa i wydawać miliony euro jak można wozić śmiecie do Wasilkowa i dokładać do ognia aby nie wygasło,Trzeba myśleć po gospodarsku.
Przejdź na stronę główną Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie