Pożary wybuchają głównie nocą. Czujniki mogą uratować życie

Helena Wysocka
Archiwum
Czujki tlenku węgla i dymu mogą uratować życie - przypomina st. bryg. Bogdan Wierzchowski, komendant miejski Państwowej Straży Pożarnej w Suwałkach.

Suwalscy strażacy, w minionym roku, przynajmniej raz w miesiącu byli wzywani na interwencję w związku z alarmem tych urządzeń. Dzięki czujkom domownicy uniknęli tragedii.

- Do pożaru najczęściej dochodzi nocą - wyjaśnia komendant Wierzchowski. - Tlenek węgla, czyli czad jest bezwonny. A dym można wyczuć, ale najczęściej za późno. Domownicy budzą się, gdy budynek stoi w ogniu i już nie mają jak uciekać.

Średnio co trzy dni gasili pożar domu

W minionym tygodniu, we wsi Filipów Drugi, w pożarze domu zginęła 90-letnia kobieta. Ogień wybuchł nocą, zapaliła się drewniana podłoga w pokoju. Gdy strażacy przyjechali na miejsce, właściwie nie było co gasić. Staruszka leżała w jednym z pomieszczeń, w budynku było bardzo dużo dymu. Kobieta przypuszczalnie uległa zaczadzeniu. To ostatnia, ale nie jedyna tego typu tragedia. Np. wiosną ub.r. zapalił się drewniany budynek przy ul. Kamedulskiej w Suwałkach.

- Zaczęliśmy rozbierać konstrukcję, ponieważ przypuszczaliśmy, że w środku znajduje się mężczyzna - opowiada komendant. - Ewakuowaliśmy go na zewnątrz, ale zmarł.

Ze statystyk wynika, że w budynkach mieszkalnych pożary wybuchają najczęściej zimą. W I kwartale 2016 r. suwalscy strażacy gasili 45 pożarów na terenie powiatu, w ciągu roku - 117.

- Średnio niemal 10 razy w miesiącu prowadziliśmy działania gaśnicze w obiektach mieszkalnych, gdzie zagrożone było życie i mienie ludzkie - precyzuje szef strażaków. - To o 30 mniej niż dwa lata temu, ale i tak zbyt dużo.

Główną przyczyną pożarów była nieprawidłowa eksploatacja urządzeń grzewczych i kominów. Tych ostatnich właściciele posesji po prostu nie czyścili. To zaś niejednokrotnie prowadziło do zapalenia się sadzy i rozszczelnienia przewodów kominowych. A taka awaria sprzyja i rozprzestrzenieniu się ognia, i wydobywaniu się czadu.

Czujki kosztują grosze

Dwa lata temu suwalscy strażacy rozdali mieszkańcom sto czujek. Niektóre zostały jednak natychmiast wymontowane, ponieważ reagowały na dym papierosowy czy dymiącą patelnię, a to denerwowało domowników.

- Czujki najlepiej umieścić w kotłowni - radzi st. bryg. Wierzchowski. - Zwłaszcza te, które reagują na dym.

Urządzenia, które wykrywają tlenek węgla, mogą bowiem wisieć wszędzie, również nad kuchenką.

Komendant przypomina, że czujki są ogólnodostępne, a ich zakup to wydatek rzędu 40-50 zł. Niewielki, biorąc pod uwagę fakt, że mogą służyć przez kilka lat, a przede wszystkim - uratować majątek i życie.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie