Przez chwilę był bliżej nieba...

Anna Mierzyńska [email protected]
Leszek Sadowski i Sławomir Sieńczuk skakali razem, w tandemie. Spadochron miał na plecach Sławek.
Leszek Sadowski i Sławomir Sieńczuk skakali razem, w tandemie. Spadochron miał na plecach Sławek. B. Maleszewska
Białystok. Rozłożył ręce, śmiał się w głos i krzyczał: - Ja latam! Razem z firmą Fly4Fun i Aeroklubem Białostockim spełniliśmy marzenie naszego Czytelnika Leszka Sadowskiego z Białegostoku. Naprawdę leciał! Przez 29 sekund...

Marzył o tym od dawna, ale jakoś nigdy nie było okazji, by marzenie zrealizować. Pod koniec ubiegłego roku szkolnego obiecał córce, że skoczy ze spadochronem, jeśli zda do następnej klasy. Ania zdała, ale wciąż nie było okazji...

I wtedy my ogłosiliśmy podniebny konkurs. Osoba, która najlepiej uzasadni, dlaczego powinna skoczyć ze spadochronem, będzie mogła to zrobić - oczywiście z instruktorem, w tandemie - napisaliśmy w gazecie. Leszek Sadowski opisał swoją obietnicę daną córce.

- A obietnice dane dzieciom trzeba spełniać - podkreślił. Przyznaliśmy mu rację i to właśnie on został laureatem naszego konkursu.

- Naprawdę? Ja? - Leszek był zaskoczony, kiedy poinformowaliśmy go o wygranej. - To niech lepiej ten skok będzie szybko, bo na samą myśl o tym mi adrenalina skoczyła...

Najpierw był zawód...

Niestety, na spełnienie marzenia musiał trochę poczekać. Popsuła się bowiem pogoda. Dopiero kilka tygodni później nad Białymstokiem pokazało się słońce. Sławomir Sieńczuk, instruktor spadochronowy odpowiedzialny za skok z Leszkiem, zaczął ustalanie terminu. Jedna próba się nie udała, druga też nie... Zaczęło się robić trochę nerwowo.

W końcu ostateczny termin - poniedziałek, 6 października. Zachmurzenie niezbyt duże, wiatru nie ma, powinno się udać.
O godz. 16 wszyscy karnie stawiają się na lotnisku.

- Czy się denerwuję? Cóż, może trochę... - Leszek wyraźnie nadrabiał miną. Ale nie wahał się ani chwili. Nałożył kombinezon, uprząż, powtarzał polecenia Sławka, który opowiadał mu, co ma robić, a czego w żadnym razie nie. W końcu trzeba było wsiąść do samolotu.

- Ja się chyba bardziej boję od Leszka - przyznała Barbara, żona Leszka, obserwując odrywający się od ziemi samolot.

Po kilkunastu minutach na niebie pojawiły się pierwsze spadochrony. Cała rodzina Leszka z niecierpliwością czekała na ten najważniejszy:niebieski z żółtym i białym paskiem.

- Niestety, skoku tandemowego nie będzie. Schodzą poniżej chmur - usłyszeli po chwili od obsługi naziemnej.

- Leszek będzie strasznie zawiedziony - westchnęła Barbara. A najmłodszy syn Leszka nawet nie próbował ukryć łez.

...potem wielkie szczęście

Po wylądowaniu samolotu okazało się jednak, że sytuacja nie wygląda tak źle. Bo, co prawda, z powodu zachmurzenia skoku nie było, ale... będzie zaraz. Bo samolot poleci jeszcze raz i tym razem dzięki aparaturze nawigacyjnej wszystko powinno się udać. Więc znowu start i czekanie.

- Skoczyliśmy. Pan Leszek był rozluźniony i spokojny. A gdy już zaczęliśmy swobodnie spadać, rozłożył ręce, głośno się śmiał i krzyczał: - Ja naprawdę lecę - opowiada Sławek Sieńczuk. - Był uszczęśliwiony.

Po wylądowaniu Leszek był nadal w euforii. Szczęśliwy ściskał żonę, córkę i syna.
- Dziękuję całej redakcji za to, że mogłem to przeżyć - powtarza. - Leciałem, naprawdę leciałem! To było niesamowite i cudowne.

Gdy już trochę ochłonął, dodał: - Ten skok miał tylko jedną wadę:ziemia była za blisko... Ale czy połknąłem bakcyla skakania? Nie wiem, muszę się z tym przespać. Ale może coś z tego będzie...

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie