Przeżyć na ratach

Katarzyna Michałowska
Nie tylko emeryci czy renciści proszą aptekarzy o sprzedaż lekarstw na raty. Problemy z zapłatą za drogie farmaceutyki mają także często młode osoby.
Nie tylko emeryci czy renciści proszą aptekarzy o sprzedaż lekarstw na raty. Problemy z zapłatą za drogie farmaceutyki mają także często młode osoby. A. Ludwiczak
Jeszcze tak źle nie było. Wielu mieszkańców województwa podlaskiego nie stać nie tylko na opłatę rachunków czy zakup ubrań. Na raty lub na tzw. kreskę kupują nawet lekarstwa. Nie stać na nie głównie osób w podeszłym wieku.

Aptekarze pomagają przede wszystkim klientom, których znają od lat. Są to przede wszystkim emeryci i renciści, ale także osoby młode, nie mające akurat pracy.

Klienci z zeszytu

Farmaceuci nie mają serca odmawiać osobom, które znają i zdają sobie sprawę z ich trudnej sytuacji materialnej.
- Mamy kilka osób, które biorą lekarstwa na kreskę. To nasi stali klienci - mówi Emilia Jasińska z apteki przy ul. Noniewicza w Suwałkach. - To są przeważnie emeryci i renciści, którzy mówią, że przyniosą pieniądze, gdy im je da listonosz w połowie miesiąca.
Sprzedaż lekarstw na raty nie odbywa się tylko w małych miejscowościach i na wsiach. Także mieszkańcy Suwałk, Łomży czy Białegostoku mają problemy z opłaceniem recept.
- Zdarzają się u nas sytuacje, gdy sprzedajemy lekarstwa na raty, jeżeli ktoś o to poprosi. Nie mogę jednak o tym rozmawiać - usłyszeliśmy od szefowej apteki przy ul. Ciepłej w Białymstoku.
Ta pani nie chciała mieć kontroli z urzędu skarbowego.

Skarbówka ściga

Każda sprzedaż powinna trafić od razu do kasy fiskalnej. Zdarza się jednak, że przy zakupach na raty, część pieniędzy z receptą i adnotacją o kliencie wkłada się do koperty. Dopiero, jak chory ureguluje całą należność, recepta i opłata są wprowadzane do kasy fiskalnej. Takie praktyki mogą być powodem kłopotów w razie kontroli ze skarbówki. Aptekarze niechętnie mówią o tego typu procederze.

Z własnej kieszeni

Częściej jednak emeryci w ogóle nie dają pieniędzy za lekarstwa. Donoszą je po "piętnastym".
- Mamy około 20 takich klientów. Realizujemy recepty i płacimy za nie z własnej kieszeni. Po wypłacie świadczeń emeryci oddają nam długi - twierdzi Jadwiga Makaruk, szefowa apteki przy ul. Moniuszki w Łomży.
Na zeszyt farmaceuci dają tylko najpotrzebniejsze lekarstwa od ciśnienia, na serce czy antybiotyki.
- Mamy pełny zeszyt. Czasami są problem z kredytowaniem recept - twierdzi szefowa apteki przy ul. Skłodowskiej w Białymstoku. - Jeden nasz klient zmarł, a w zeszycie na jego koncie jest ok. 400 zł. Będziemy musiały pokryć to z własnej kieszeni.
W tej aptece są też klienci, którzy żyją, a długów nie oddają.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie