Przyjechali z klientem

Barbara Kociakowska
Stanisław Jaworski "wychowywał się” w stadninie, w której pracował ojciec. Jego syn też się koni nie boi.
Stanisław Jaworski "wychowywał się” w stadninie, w której pracował ojciec. Jego syn też się koni nie boi. B. Maleszewska
Region. "Uciekli" z Warszawy na podlaską wieś. Chcieli robić to, co lubią - hodować konie i uczyć jeździectwa. I choć kokosów z tego nie mają, na życie wystarczy. I nie zamierzają tego zmieniać.

Stanisław Jaworski i Agnieszka Sztanar-Sztanderska do wsi Kopce w gm. Michałowo sprowadzili się 7 lat temu. Chcieli poświęcić się swojej pasji.

Jak podkreśla gospodarz, praca przy koniach nie była mu obca.

- Stadnina jeździecka, w której pracował ojciec, była moim drugim domem - mówi Stanisław Jaworski. - Latem zawsze wyjeżdżałem na różne obozy jeździeckie.

Czasem nie mieli gdzie mieszkać
Udało im się kupić gospodarstwo, które było w dość dobrym stanie. Było to 20 hektarów ziemi, całkiem przyzwoite budynki. Szybko zrobili podstawowy remont i ruszyli. Byli w dobrej sytuacji, bo już wcześniej uczyli jazdy konnej. I mieli już swoich klientów, znajomą młodzież.

Jak sam gospodarz przyznaje, na początku warunki mieszkaniowe, które oferowali gościom nie były najlepsze.

- Zaczynaliśmy od dwóch pryszniców i prycz wstawionych na strychu - mówi Jaworski.

Teraz po remoncie jest znacznie wygodniej. Gospodarze dorobili się odrębnego domku dla gości z pokojami i łazienkami. Choć jak podkreśla Stanisław Jaworski, obecnie też nie ma luksusów. Ale w tym biznesie to nie jest najważniejsze. Chodzi o to, by się porządnie zmęczyć, by jak najwięcej czasu spędzać z końmi.

- Przede wszystkim "sprzedajemy" konie i atmosferę, jaka jest wokół nich - mówi gospodarz z Kopców.

Wcześniej - przez kilka pierwszych sezonów - bywało tak, że sami nie mieli gdzie mieszkać. Zdarzało się bowiem, że wszystkie pokoje wynajmowali gościom, a sami musieli podnająć gospodarstwo agroturystyczne od sąsiadki.

Różnych ras i różnej wielkości
W pierwszym sezonie, choć oferowali gościom kilkanaście koni, tylko dwa były ich własnością. Obecnie posiadają 14 własnych, a wszystkich mają 16 (dwa są wydzierżawione). Są to zwierzęta różnej wielkości i różnych ras: huculskie, małopolskie, kucyki. Każdy z nich musi potrafić skoczyć przez przeszkodę, dobrze komunikować się z człowiekiem. Mogą brać udział w zawodach sportowych. Zresztą w Pieńkach funkcjonuje klub jeździecki zrzeszony w Polskim Związku Jeździeckim.

- Organizujemy również egzaminy na znaki jeździeckie - podkreśla Stanisław Jaworski.

Czasem dzień jest za krótki
W gospodarstwie prawie wszystko robią sami (łącznie z przygotowywaniem paszy dla zwierząt). Przy koniach (w ramach klubu jeździeckiego) pomaga im tylko jedna osoba. W sezonie wstają wcześnie rano - około 4-5 godziny, a kładą się spać około 24. Pracy jest bardzo dużo.

- Przecież musimy wszystkich nakarmić - i koni, i ludzi - mówi gospodarz.
Każde z nich prowadzi zajęcia z 3-4 grupami dziennie. A jedna taka "jazda" trwa 1-2 godziny.

Dlatego też mogą się utrzymać ze swego gospodarstwa agroturystycznego. Bo zajmują się tylko tym, a jedynym dodatkowym źródłem dochodu jest sprzedaż koni z własnej hodowli.

Choć w wakacje mają pełne obłożenie, to sezon nie trwa długo - zaledwie 2-3 miesiące. Zaczyna się z początkiem wakacji, a kończy w połowie października. I to jest największą bolączką gospodarzy. Choć i tak w porównaniu do okresu sprzed kilku lat sezon jest dłuższy prawie o miesiąc. Jednak, to ciągle za mało. Bo poza sezonem "ruch" jest niewielki.

Gospodarze starają się też przez cały czas realizować nowe inwestycje. Ale takie bez zbędnego rozmachu, tylko dostosowane do swoich możliwości finansowych.

Polacy kochają konie
Stanisław Jaworski uważa, że gospodarstwo agroturystyczne nastawione na jazdę konną ma przyszłość. Bo zainteresowanie nią z roku na rok rośnie. Choć, jak podkreśla, biznes taki jest bardzo mocno powiązany z ogólną koniunkturą w kraju. I jeśli żyje nam się lepiej, jest wyż gospodarczy, wówczas zainteresowanie jazdą konną jest większe. Bo tak naprawdę Polacy kochają konie.

- Ale jeśli tylko z gospodarką jest gorzej, to my pierwsi odczuwamy skutki - podkreśla gospodarz z Kopców.

Ma nadzieję, że dopiero zaczyna się moda na jazdę konną. Bo Polski Związek Jeździecki robi akcję mającą na celu promocję jeździectwa. I w Polsce pojawia się coraz więcej ośrodków jeździeckich i koni.

- Może w przyszłości jeździectwo ma szansę stać się gałęzią specjalną gospodarki - zastanawia się Stanisław Jaworski.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie