PWSZ w Suwałkach. Chociaż ma zarzuty, nadal jest dyrektorem

Redakcja
Nasza czerwcowa informacja wywołała w PWSZ poruszenie
Nasza czerwcowa informacja wywołała w PWSZ poruszenie Archiwum
Choć zarzuty usłyszała już ponad miesiąc temu, w czynnościach służbowych nie została zawieszona. Powód? Uczelnia nie otrzymała oficjalnej informacji od organów ścigania.

O tym, że Ewie D., dyrektor bursy należącej do Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, prokuratura zarzuca składanie fałszywych zeznań, pisaliśmy pod koniec czerwca. To postępowanie zostało wyłączone z głównego śledztwa, dotyczącego nieprawidłowości w suwalskiej uczelni. W tej sprawie podejrzana jest do tej pory jedna osoba. To była kanclerz szkoły Anna P. Śledczy zarzucają jej ponad 20 czynów, w tym większość o charakterze korupcyjnym. Była kanclerz do winy się nie przyznaje.

W sprawie tego, co działo się w PWSZ przed latem 2016 r., czyli objęciem stanowiska rektora przez dr. Martę Wiszniewską, zeznawała także jako świadek Ewa D. Na jakie okoliczności? Tego śledczy, dla dobra postępowania, nie chcą ujawniać. Uznali jednak, że kłamała, skoro zdecydowali się wyłączyć wątek jej zeznań do osobnego postępowania. W tej samej sprawie zarzuty usłyszał także Karol D. - krewny dyrektor bursy.

Nasza czerwcowa informacja wywołała w PWSZ poruszenie. Część pracowników, w tym działacze Solidarności, uważała, że wręcz nie wypada, by osoba z prokuratorskimi zarzutami pozostawała na jakimkolwiek uczelnianym stanowisku kierowniczym.

- A podstawy do zawieszenia są, bo dyrektor bursy to funkcja pedagogiczna, czyli wymagająca krystalicznej wręcz czystości - dodają związkowcy.

Ich pismo do rektor Wiszniewskiej w sprawie zawieszenia Ewy D. w czynnościach pozostało jednak bez odpowiedzi. Swoimi wątpliwościami związkowcy podzielili się też z Kuratorium Oświaty w Białymstoku i prezydentem Suwałk. Z tym ostatnim dlatego, że jeszcze niedawno bursa należała do miasta.

W obu przypadkach odpowiedzi były podobne: to, co dzieje się w PWSZ, jest wyłączną sprawą władz uczelni. Kuratorium nawet przesłało otrzymane pismo według właściwości, czyli do rektor Wiszniewskiej.

Dawid Harasim, rzecznik prasowy PWSZ, mówi zaś, że uczelnia wystąpiła do prowadzącej śledztwo białostockiej prokuratury okręgowej z pytaniem, czy Ewa D. rzeczywiście usłyszała zarzuty. A jeśli tak - to jakie.

- Wciąż czekamy na odpowiedź - dodaje. - Od jej treści, m.in. od tego, o jakie konkretnie zarzuty chodzi, władze uczelni uzależniają podjęcie dalszych kroków.

Rzecznik dodaje, że umowa z obecną dyrektor bursy wygasa z końcem sierpnia. W przyszłym tygodniu ma być ogłoszony konkurs na to stanowisko.

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Ania

Co te związki mają do bursy, nikt z pracowników bursy nie jest członkiem tego związku.

P
Poruszenie

Nasza czerwcowa informacja wywołała w PWSZ poruszenie.
 

jeszcze się okaże, że takich "kwiatków" jest więcej 

D
Dynel

Ta "szkoła" to bagno. Nowe władze są "krystalicznie" czyste a przecież są spadkobiercami tego bagna i w tym samym bagnie brodzili jak byli jej szeregowymi pracownikami. Nie można zmyć ani przykryć kosmetykami takiego smrodu.

Dodaj ogłoszenie