Ramadan Bajram już wkrótce

Dorota Biziuk [email protected]
Nasza społeczność bardzo liczy na wizytę prezydenta – przyznaje Maciej Szczęsnowicz, przewodniczący muzułmańskiej gminy wyznaniowej w Bohonikach
Nasza społeczność bardzo liczy na wizytę prezydenta – przyznaje Maciej Szczęsnowicz, przewodniczący muzułmańskiej gminy wyznaniowej w Bohonikach
Zbliża się święto zakończenia postu, czyli Ramadan Bajram. Tatarzy czekają na prezydenta.

Najpóźniej dzisiaj będzie wiadomo, czy prezydent Bronisław Komorowski odwiedzi Sokółkę i Bohoniki.

Wizyta zostałaby połączona z obchodami Ramadan Bajram, czyli święta zakończenia trwającego 30 dni postu. Jest to święto ruchome i tym razem zaczyna się w najbliższy czwartek 8 sierpnia.

- W styczniu tego roku nasza delegacja była u pana prezydenta. Właśnie wtedy wyraził on chęć odwiedzenia Ziemi Sokólskiej - poinformował Maciej Szczęsnowicz, przewodniczący muzułmańskiej gminy wyznaniowej w Bohonikach.

Tablica czeka na odsłonięcie

Prezydent Komorowski uczestniczyłby w nabożeństwie w bohonickim meczecie. W programie wizyty znalazłoby się również odsłonięcie tablicy informującej, że bohonicka świątynia i miejscowy mizar (cmentarz) zostały wpisane na listę Pomników Historii.

- Chcielibyśmy również, żeby prezydent zatrzymał się w Muzeum Ziemi Sokólskiej, a później zobaczył oryginalny Pomnik Wielokulturowości, który jest zlokalizowany w centrum Sokółki. Liczymy, że wizyta dojdzie do skutku. Ciągle trwają rozmowy z kancelarią prezydenta - dodał przewodniczący Maciej Szczęsnowicz.

Najpierw święto, potem impreza

Obchody Ramadan Bajram trwają cztery dni. W tym roku w czasie święta odbędzie się XV Letnia Akademia Wiedzy o Tatarach Polskich.

Impreza narodziła się w Sokółce w 1999 roku. Jej pomysłodawcą był nieżyjący już Józef Konopacki.
Akademia potrwa dwa dni: od 10 do 11 sierpnia. Pierwszy dzień upłynie pod znakiem koncertu "Kultura łączy narody". Na scenie ustawionej na placu przed Urzędem Miejskim zaprezentują się liczne zespoły. Wśród nich będą "Cygańskie Serca", "Zaranica" i "Suguczcza". Początek koncertu o godz. 11. Przed godz. 19 wystąpi zespół "Akcent" i Jarosław Rynkiewicz.

W niedzielę 11 sierpnia impreza przeniesie się do Bohonik. Od godz. 11 będą trwały warsztaty kuchni tatarskiej, kiermasz rozmaitości i koncerty. Przewidziano również drzwi otwarte w meczecie. Każdy będzie mógł też zwiedzić tatarską jurtę

Czytaj e-wydanie »

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
jamto

Oskar przestań trolić

G
Gość

Miarą owego „szacunku” był widok roześmianej twarzy Komorowskiego, gdy prezydent Kaczyński wracał w trumnie z nieludzkiej ziemi oraz zanegowanie całego dorobku politycznego poprzednika. W wywiadzie, jakiego Komorowski udzielił portalowi Onet w listopadzie 2010 r., znalazły się słowa, które można nazwać esencją szyderstwa: „Wielu w Europie z ulgą przyjęło, że zakończył się etap walki o samolot, krzesło, o to, kto jedzie na jaki szczyt itp.”. Autor życzenia „chciałbym skrócić zły okres prezydentury Lecha Kaczyńskiego”, które po trzech miesiącach znalazło spełnienie w lesie smoleńskim, nie potrafił ukryć swojego stosunku do polskiego prezydenta.

„Nie chcę oceniać mojego poprzednika” – deklarował Komorowski, by natychmiast stwierdzić: „Powiem tylko, że nieszczęście się zdarzyło, kiedy jeden, jedyny raz w ciągu całych dwudziestu lat prezydent zablokował cały pakiet reform systemowych. Zdarzyło się to raz i mam nadzieję, że drugi raz się to nie zdarzy”.

Zachłyśnięty nowym stanowiskiem lokator Belwederu pozwolił sobie również na wyrażenie kolejnych życzeń: „Wyobrażam sobie PiS bez Kaczyńskiego. Nawet nie przychodzi mi to ze specjalną trudnością. (...) Na szczęście świat nie kończy się na Jarosławie Kaczyńskim i na PiS. Są obywatele, są wyborcy i oni oceniają, kto jest warty nagrody, a kto kary za zdolność do współpracy lub jej brak. Wierzę, że doczekamy takiego momentu współpracy i bardzo tego chcę. Z Jarosławem Kaczyńskim lub bez Jarosława Kaczyńskiego”.

Medialna zasłona milczenia rozciągnięta nad zachowaniami Komorowskiego nie pozwala Polakom zrozumieć, że cała logika tej prezydentury, podobnie jak logika rządów PO, została zbudowana na nienawiści i pogardzie dla przeciwników politycznych. Nienawiści tak wielkiej, że nie cofnęła się przed paktowaniem z obcym mocarstwem i wspólnymi działaniami przeciwko polskiemu prezydentowi.

Pora przyjąć, że wyrzeczenie się agresji przez środowisko PO lub rezygnacja z głoszenia orędzia nienawiści nie jest i nigdy nie będzie możliwe. Musiałoby bowiem doprowadzić do unicestwienia tej grupy, do jej rzeczywistej samolikwidacji i utraty jedynego fundamentu, na jakim opiera się istnienie tego środowiska.

Autor: Aleksander Ścios
Żródło: Gazeta Polska

G
Gość

Niemal każda wypowiedź Komorowskiego na temat rywali politycznych budowana była na retoryce nienawiści. Pamiętamy cyniczne słowa: „Jaka wizyta, taki zamach”, „Póki jest ten prezydent, nie da się dobrze rządzić” czy wypowiedziane trzy miesiące przed tragedią smoleńską życzenie: „Chciałbym skrócić zły okres prezydentury Lecha Kaczyńskiego”. Określenia „popłuczyny endeckie, które szkodzą Polsce”, „ekipa oszalała na punkcie nienawiści do WSI”, „sekta wierząca w politycznego szatana” czy „Polska w rękach drobnych cwaniaczków, drobnych pijaczków, którzy sięgają po najwyższe funkcje” – należą do mniej znanych epitetów, jakimi Komorowski obdarzał przed laty swoich przeciwników.

O kulturze politycznej tego człowieka, jak też o jego rzeczywistym stosunku do kobiet (szczególnie w kontekście późniejszych umizgów i bredni o parytetach) niech świadczy wypowiedź ze stycznia 2009 r. dotycząca chamskich słów, jakie Janusz Palikot, najbliższy przyjaciel Komorowskiego, wypowiedział na temat posłanki PiS Grażyny Gęsickiej: „Kobieta w polityce podlega takim samym regułom jak mężczyzna” – perorował wówczas Komorowski i uznał, że „Donald Tusk nie powinien przepraszać za słowa Janusza Palikota o »politycznej prostytucji« Grażyny Gęsickiej”.

Etap walki o krzesło

Niewiele miesięcy później w dokumencie zatytułowanym „Moja wizja Polski” kandydat na prezydenta Komorowski przedstawił zbiór emfatycznych frazesów, wśród których znalazły się słowa: „Polsce potrzebna jest polityka oparta na rozwadze w działaniu, szacunku dla ludzi inaczej myślących i dostrzeganiu w politycznym przeciwniku partnera”.

G
Gość

Kreowanie na męża stanu

Kampania nienawiści, jaką do dziś prowadzi reżim, nie jest niczym nowym. „Ruchy i systemy totalitarne wszelkich odcieni potrzebują nienawiści nie tyle przeciw zewnętrznym wrogom i zagrożeniom, ile przeciwko własnemu społeczeństwu; nie tyle by utrzymać gotowość do walki, ile by tych, których wychowują i wzywają do nienawiści, wewnętrznie spustoszyć, obezwładnić duchowo, a tym samym uniezdolnić do oporu. Nieustające, bezgłośne, lecz całkiem jasne orędzie powiada: »Wy jesteście doskonali, tamci są zgnili ze szczętem. Już dawno żylibyście w raju, gdyby złość waszych wrogów nie stała na przeszkodzie«” – pisał w latach 70. Leszek Kołakowski. Nie mógł wiedzieć, że 40 lat później tymi słowami będzie można zdefiniować środowisko, które pod przykrywką „obywatelskości” uczyniło z nienawiści główną broń polityczną.

Kwintesencją orędzia, o którym mówił Kołakowski, mogłyby stać się słowa Bronisława Komorowskiego z 13 listopada 2009 r.: „Póki jest ten prezydent, nie da się dobrze rządzić” i ich kłamliwe uzasadnienie: „Do wyborów prezydenckich trudne reformy będą leżały odłogiem, bo urząd prezydenta jest wielkim i skutecznym hamulcowym”. Komorowski wyraził wówczas nadzieję, że „nowym prezydentem zostanie ktoś, kto będzie wspierał modernizację Polski i brał na siebie cząstkę odpowiedzialności za trudne decyzje, bo prezydent nie może być wyłącznie recenzentem pracy rządu i hamulcowym”. Stwierdził również, że nie zna „ani jednego przykładu, gdy prezydent zachęcał do jakiejkolwiek reformy czy zmiany”, a na uwagę, że Lech Kaczyński wspierał likwidację WSI, Komorowski odparł, że „zlikwidowanie wojskowego wywiadu nie zasługuje na miano reformy, tylko szaleństwa”.

Dzisiejszy lokator Belwederu był przez lata głównym krzewicielem orędzia nienawiści i tylko szczelnej osłonie medialnej oraz tchórzostwu żurnalistów Polacy zawdzięczają, że może być dziś kreowany na zwolennika ugodowości i koncyliacyjnego „męża stanu”.

G
Gość

Od przegranych wyborów parlamentarnych w roku 2005 jedynym czynnikiem integrującym środowisko Platformy stała się nienawiść do wszystkiego, co związane z partią Kaczyńskich. W równej mierze była ona efektem ambicjonalnej traumy Donalda Tuska oraz nie mniej mocnego lęku, jaki musiał odczuwać Bronisław Komorowski, obawiając się publikacji treści aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI.

Wielu innych polityków PO, biznesmenów, dziennikarzy i ludzi życia publicznego odczuwało wówczas zagrożenie możliwością ujawnienia ich kontaktów i interesów prowadzonych pod dyktando wojskowej bezpieki. Wkrótce więc pod szyldem Platformy zgromadziło się dość wszelkiego rodzaju renegatów, frustratów i „skrzywdzonej” rządami PiS agentury, by uczynić z tego środowiska skansen agresywnych typów, złączonych wspólnotą nienawiści i żądzą odwetu.

Fundament PO

Działający w ideowej pustce ludzie PO musieli znaleźć formułę, która pozwoliłaby im dotrzeć do społeczeństwa. Nie potrafiąc przedstawić żadnej koncepcji pozytywnej, postanowili odwoływać się do negatywnych emocji i najniższych instynktów, tworzenia fałszywych obrazów, budowania irracjonalnej niechęci i lęków. Na tym fundamencie zbudowano pozycję Platformy, wmawiając społeczeństwu, że wybór ekipy Tuska uchroni Polaków przed straszliwą katastrofą „kaczyzmu”. Bez PiS i braci Kaczyńskich środowisko PO nie tylko nie potrafiłoby zbudować żadnego przekazu, ale i nie miało motywacji do działania. To nienawiść do rywali politycznych i lęk przed utratą władzy od początku wyznaczały poszczególne etapy działań: począwszy od czystek w służbach specjalnych i poszukiwania prokuratorskich „haków”, poprzez aferę marszałkową i bondaryzację służb, po zbliżenie z putinowską Rosją i zastawienie pułapki smoleńskiej.
 

Wróć na wspolczesna.pl Gazeta Współczesna
Dodaj ogłoszenie