Roman Kosecki: Paulo Sousa na razie nalewa wodę do szklanki i ta woda jest jeszcze spieniona

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
Roman Kosecki: Paulo Sousa na razie nalewa wodę do szklanki i ta woda jest jeszcze spieniona
Roman Kosecki: Paulo Sousa na razie nalewa wodę do szklanki i ta woda jest jeszcze spieniona Szymon Starnawski/Polska Press
- Poradzilibyśmy sobie z Andorą bez Lewandowskiego, ale nie zdziwiłbym się, gdyby sam Robert chciał grać w tym meczu - skomentował 69-krotny reprezentant Polski Roman Kosecki.

Tomasz Biliński: Dwa tygodnie temu poinformował Pan na Twitterze, że dopadł Pana COVID-19. Jak zdrowie?
Roman Kosecki: Dziękuję, wszystko w porządku. Przechodzę badania, ale wygląda na to, że koronawirus pokonany. Jeszcze walniemy Anglię i będzie dobrze.

Bez Roberta Lewandowskiego to możliwe?
Będzie niezwykle trudno. To duże osłabienie, w końcu mówimy o najlepszym piłkarzu. Szkoda, ale może to spowoduje jakieś rozprężenie wśród Anglików? Jest Arek Milik, Krzysiek Piątek, oni potrafią strzelać gole. Z Węgrami i Andorą fajnie wyglądali Kamil Jóźwiak i Bartek Bereszyński, do tego Piotrek Zieliński i w defensywie Grzesiek Krychowiak. Drużyna musi się spiąć.

Paulo Sousa charakteryzując Andorę wspominał, że to twardo grający zespół. Wiedząc to, czy podjął za duże ryzyko, wystawiając Lewandowskiego?
Trochę tak, ale nie zdziwiłbym się, gdyby udział Roberta w tym meczu był z nim konsultowany i Robert chciał grać. Poza tym takie mecze, jak z Andorą, nie są łatwe. Rywal tylko się broni, a im dłużej nie strzela mu się gola, tym jest większa nerwowość. Poza tym, jak patrzyłem na inne mecze, to większość gra pierwszymi składami. Piłkarze są przyzwyczajeni do gry co trzy dni. Choć oczywiście pozostaje pytanie, czy niektórych nie warto było trochę oszczędzić w spotkaniu z Andorą.

Podobała się Panu nowa rola Lewandowskiego, gdy cofał się i rozgrywał?
Przy trzech napastnikach dobrze to wyglądało. Miał trochę więcej biegania i więcej kontaktu z przeciwnikiem, ale dał sobie radę i fajnie rozgrywał piłkę. Chyba dla wszystkich było to małe zaskoczenie. Ale widać było, że cieszy go częsty kontakt z piłką i rozprowadzanie akcji. Gdy tylko akcja poszła do skrzydła, on wchodził w pole karne, a po dośrodkowaniu strzelał gole. Choć generalnie trudno oceniać ten mecz, bo było mało miejsca do rozgrywania akcji. Później odtworzyłem sobie spotkanie Węgrów z San Marino i sytuacja była podobna. Ale w eliminacjach takie się zdarzają.

Po starciach z Węgrami i Andorą szklanka jest dla Pana do połowy pełna czy pusta?
Na razie Sousa nalewa do niej wody i ta woda jest bardzo spieniona. Widać, że to etap prób i błędów. Selekcjoner nie miał gdzie i kiedy sprawdzić swoich pomysłów. Ale nowe ustawienie wydaje się zdawać egzamin. W obu spotkaniach graliśmy właściwie trzema napastnikami. Widać było u przeciwników obawy. Może wszystkie wybory nie były trafne, jak z Węgrami, ale Sousa i zespół zareagowali pozytywnie, dwa razy remisując.

Ale czy krótkie zgrupowanie i mecze co trzy dni to właściwy moment na tyle zmian?
Fakt, że próbuje na żywym organizmie i bez znieczulenia. Stąd niespodzianki, jak stracone gole z Węgrami. Ale już Andora była dobrym do tego momentem i Sousa sprawdził kilku młodych. Bez Roberta też na pewno dalibyśmy radę.

Jakiego meczu spodziewa się Pan na Wembley?
Na pewno nie zabraknie w nim walki. Sześć razy grałem przeciwko Anglikom - trzy razy przegraliśmy na Wembley i tyle samo razy zremisowaliśmy u siebie - więc wiem, co mówię. Jeszcze na starym Wembley to były zawsze mecze z pompą, nawet księżne opuszczały dwór królewski. Atmosfera była bardzo podniosła. Dziś mamy inną sytuację, ale Anglicy jak zawsze nie odpuszczą i będą walczyć o każdy centymetr boiska. Przeciwstawić się można dobrą organizacją gry i równie twardą walką.

Który z sześciu meczów najlepiej wspomina?
Remisy - 1:1 w Poznaniu w 1991 r. i dwa lata później w Chorzowie, też 1:1. W pierwszym przypadku prowadziliśmy do przerwy i jedną nogą byliśmy wtedy na Euro 1992. W drugim byliśmy blisko drugiego zwycięstwa nad Anglikami w historii. Marek Leśniak miał dwa razy był w sytuacji sam na sam, ale niestety. To były wyrównane mecze. Zresztą w Polsce takie często były, za na wyjeździe raczej byliśmy bez szans.

JUŻ IDZIESZ? MOŻE CIĘ ZAINTERESUJE:

UEFA przygotowała ściągę dla komentatorów

Wideo

Materiał oryginalny: Roman Kosecki: Paulo Sousa na razie nalewa wodę do szklanki i ta woda jest jeszcze spieniona - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie